Przypomnijcie sobie chatę z Layers of Fear czy Resident Evill 7 i to, jak można spędzić tam długie godziny w raptem kilku pomieszczeniach. Tutaj tych są dziesiątki, ale co z tego, skoro wyglądają jak stworzone przez jakiś oskryptowany generator? Bez polotu i wyrazistości, co jest szczególnie dotkliwe w drugiej połowie gry - gdy przenosimy się z klimatycznego miasteczka do labiryntu jaskiń czy szpitalnych korytarzy, robi się naprawdę strasznie... nudno.Wspomniałem, że twórcy chcieli się odciąć od łatki symulatora chodzenia. Oprócz pseudozagadek dodali więc pseudowalkę, która jest tak bardzo zła, jak tylko możecie sobie to wyobrazić. Kojarzące się z ożywionymi, ale sparaliżowanymi manekinami, stwory, reagują na ołów równie źle, jak wyglądają. Mechanika strzelania, przeładowywanie - wszystkie te elementy i animacje zasługują na wyrzucenie do kosza i stworzenie od nowa. Najsmutniejsze jest jednak to, że wraz z pojawieniem się pierwszego potworka znika ten „silentowo-alanowake'owy” klimat. Po prostu wyparowuje, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Robi się żenująco/śmieszno.Sytuację stara się ratować historia. Dorosła, obyczajowa, kończąca się finałem, którego nie sposób się domyśleć po pierwszych minutach gry. Za to idzie do twórców plus, ale mały, bo niestety polegli troszkę na sposobie jej opowiedzenia. Główny bohater lubi komentować widoczne na ekranie rzeczy. Początkowe wtrącenia na temat miasteczka, zdziwienie faktem, że nagle wszyscy zniknęli - to jest fajne. Zaskakuje za to jego ogromne poruszenie faktem, że nikogo nie zastał w szpitalu (halo, od trzech godzin poza potworami nie natknął się na nikogo poza stworkami, skąd więc nagle ta nadzieja?).Natomiast w chwili, w której docieramy do jednego z kulminacyjnych z punktu widzenia opowieści momentów, nasz protagonista milczy. W żaden sposób nie reaguje na informacje, które właśnie zdobył. Druzgocące z jego punktu widzenia informacje, należałoby dodać. Trochę lepiej wygląda sytuacja z finałem tej opowieści, boję się jednak, że mimo raptem 5-godzinnego czasu gry, mało kto do niego dotrze. Do tego potrzebne jest naprawdę sporo uporu i szczęścia, bo gra najeżona jest zarówno zwykłymi błędami technicznymi, jak i designerskimi wpadkami.