Miało to jednak swój urok, ponieważ dawało mi czas na wybranie odpowiednich ulepszeń, wysłanie ekspedycji w celu pozyskania surowców do produkcji, wreszcie na prowadzenie ciągłych napraw posiadanej floty. A to akurat element niezwykle istotny, ponieważ stan posiadania pojazdów (surowców zresztą też) przechodzi z misji na misję. Jeśli więc zdarzało się, że daną mapę kończyłem z pustym kontem i mocno uszczuplonymi siłami, to od razu wymuszało to na mnie odpowiednie zachowania na początku kolejnego zadania. A czasami rodziło też problemy, kiedy po drodze brakowało surowców lub były one silnie strzeżone przez przeciwnika. W rezultacie nawet najmniejszy pojazd zwiadowczy i myśliwiec były dla mnie ważne, a ich strata naprawdę bolesna, co doskonale budowało immersję.Warto też dodać, że podczas rozgrywki - zarówno kampanii, jak i pozostałych trybach rozgrywki - na ekranie nie mamy podglądu mini mapy. Aby zorientować się w ukształtowaniu terenu, sprawdzić kierunki z których nadciąga wróg lub przyjrzeć się drodze do celu misji, należy przełączyć się spacją do widoku strategicznego. Widzimy wtedy całe pole bitwy w formie dwuwymiarowej mapy. To rozwiązanie do którego trzeba się przyzwyczaić, ale osobiście bardzo mi się spodobało, także dlatego, że z poziomu mapy można swobodnie zarządzać jednostkami, więc widok ten jest czymś więcej niż tylko przerośniętą mini mapą.Grafika w Homeworld: Deserts of Kharak stoi na bardzo wysokim poziomie. Twórcy zadbali zarówno o szczegółowość modeli pojazdów, jak i samego otoczenia. Pustynna scenografia nie nudzi się dzięki skutecznemu zastosowaniu różnych zabiegów wizualnych (misje podczas burzy piaskowej, podczas zachodu słońca lub w nocy), czy dodaniu szczegółów otoczenia pod postacią wystających spod piasku elementów architektury oraz różnej maści porzuconych wraków statków kosmicznych. Na wysokości zadania stają też wszelkiego rodzaju efekty specjalne, od kurzu unoszącego się spod kół, przez wystrzały różnych rodzajów uzbrojenia i wybuchy ładunków elektromagnetycznych, na gigantycznych eksplozjach zniszczonych krążowników kończąc.Powyższe elementy stanowią doskonałą scenografię wciągającej, przepełnionej mistycyzmem i tajemnicą, niepozbawionej emocjonujących zwrotów akcji kampanii fabularnej. W zależności od wybranego poziomu trudności, jej przejście zajmuje od 7 do 9 godzin. To historia znacznie krótsza niż w oryginalnych Homeworldach, ale trzymająca w napięciu od początku aż po emocjonujący finał, dlatego nie zaliczam tego jako wady gry.Problemy pojawiają się dopiero w momencie, kiedy szukamy sposobu na spędzenie z grą więcej czasu. W tym celu twórcy oferują nam do wyboru potyczki z AI w trybie skirmish oraz rankingowy multiplayer. Możemy w nich walczyć na wyniszczenie krążowników przeciwnika lub ścigać się o to, kto pierwszy zbierze z pola walki określoną liczbę artefaktów. Niestety, tych nie szukamy już we wrakach statków, jak w kampanii dla jednego gracza, ale odbieramy je we wskazanych miejscach mapy, gdzie spawnują się one automatycznie, co kilka minut. Frajdy w tym niewiele, bo z góry narzuca się nam styl gry. Przy okazji zaś na jaw wychodzą inne niedoskonałości gry, których w części fabularnej albo nie dostrzegamy, albo po prostu nie ma.