Ten jest nie tylko ładny, ale też fikuśnie skonstruowany. Składa się ze swego rodzaju ogromnych platform. Po eksploracji jednej często dochodzimy na krawędź, gdzie dźwignią uruchamiamy kolejną. Kolejna platforma niczym winda na przyspieszonych obrotach wyjeżdża, a właściwie wystrzeliwuje w górę, pokazując kolejne piętra podziemi i różnych tajemniczych mechanizmów. A potem opada, zrównując górny poziom z tym, na którym akurat się znajdujemy. Motyw ten można porównać do Bastionu, gdzie świat też zauważalnie budował się na naszych oczach.Na naszych oczach świat ten też cały czas się zmienia. Dźwignie, wajchy, przełączniki i całe to ustrojstwo, którym co rusz manewrujemy, czasem otwierają drzwi obok, a czasem poruszają mechanizmem znacząco zmieniającym krajobraz czy wręcz całą linię horyzontu. Nie ma reguły - jest bardzo plastyczne i czekające na eksplorację otoczenie.W Hobie mamy mapę z jasno zaznaczonym celem. Problemem może być tylko to, że prowadząca do niego droga zaczyna często się w jakimś niezbyt logicznym miejscu. Które trzeba znaleźć, bo mimo szeregu podobieństw, to jednak nie Zelda, gdzie właściwie wszędzie można się wspiąć. Kluczymy tutaj po gotowych ścieżkach. Krętych, ale jednak mocno korytarzowych. Choć już pod koniec gry, po ich pootwieraniu i odblokowaniu większości przejść, a także aktywowaniu wszystkich części składowych „platformowego” świata, teren działań robi się całkiem spory, a kapsuły z teleportami naprawdę przydatne.Jak w rasowej metroidvanii z czasem wracamy po swoich śladach, gdzie dzięki nowym przejściom lub nabytym umiejętnościom zaglądamy w miejsca, które wcześniej były zamknięte albo po prostu niedostępne. Sporo zmienia się też po karczowaniu fioletowego, zatruwającego świat i zagradzającego większość przesmyków bluszczu. Wyczyszczenie otoczenia z jego pędów to nadrzędny cel gry. A tych podrzędnych jest kilka. Szkoda tylko, że polegają głównie na zbieractwu, a nie chłonięciu historii.Ciekawie zapowiadająca się lekko oniryczna narracja fajnie wprowadza w klimat Hoba. Potem jest eksploracja, skakanie, walki, zagadki przestrzenne, zbieractwo, eksploracja. I finał. Opowiadając o grze chłopakom z redakcji powiedziałem, że to fajny tytuł, ale szkoda, że fabuła była w nim tylko przez pierwsze i ostatnie dziesięć minut. Ico, czy choćby nawet tegoroczny Rime, wypadają pod tym względem nieporównywalnie lepiej.