Trzymając się takiego scenariusza udało mi się pozabijać większość grywalnych postaci i nie schwytać głównego złego. Krótka partyjka podyktowana bardziej obowiązkiem opisania gry niż przyjemnością skończyła się natomiast po sześciogodzinnym maratonie, sześciogodzinnym śnie i jeszcze dwóch godzinach potrzebnych na dokończenie historii, zaraz po śniadaniu. Jestem zaskoczony, jak bardzo Heavy Rain mnie wciągnęło. Znowu, bo w 2010 roku też bardzo wysoko oceniałem tę grę, ale po jednokrotnym przejściu, bez drążenia "co by było gdyby". Jak widać, takie podejście nie psuje wrażeń, czego nie można powiedzieć o grach Telltale.Tam wydawałoby się fundamentalne wybory zacierają się, a akcja i tak idzie swoim torem. Do tego jest o wiele bardziej przewidywalna, bo niczym w "Grze o Tron" wiadomo, że właściwie wszyscy zginą. Plusem komiksowych przygodówek są jednak dialogi. Nie oznacza to, że te z Heavy Raina wypadają źle - wręcz przeciwnie, nie mają po prostu wpływu na historię. Jej tok nadaje to, co zrobimy (bądź czego nie zrobimy), a nie to, co i komu powiemy. Trochę lepiej jest w Beyondzie, gdzie na zadawane pytania możemy odpowiadać np. tylko wzruszeniem ramion, co ma wpływ na dalszą część konwersacji. Dopiero teraz widać jak Quantic Dream uczy się na błędach. I konkurencji.Największą ingerencją w gry Quantic Dream na PS4 jest możliwość chronologicznego rozegrania Beyond: Dwie Dusze. Podstawowa wersja była ułożona według jakiegoś magicznego klucza, którego do dziś chyba nikt poza Davidem Cagem nie rozumie. Nową wersję można rozegrać więc chronologicznie, co nazywa się tu, o ironio, Remix. Zabawne, ale niweluje jeden z cięższych grzechów Beyonda - niezrozumiałą historię. Teraz jedno elegancko wynika z drugiego i poza jedynie początkowym zaburzeniem chronologii (dzięki czemu wstęp nie jest tak... suchy jak w Heavy Rainie), nawet przyjemnie śledzi się fabułę. I to jest słowo klucz: "nawet przyjemnie" i "śledzi", a nie "chłonie" i "kreuje", jak w poprzedniej grze Francuzów czy perełce zeszłego roku, zresztą też francuskiego Life is Strange.W obu grach mamy nadprzyrodzone moce i nie do końca radzące sobie z nimi nastolatki. W obu nasze wybory mają mniejszy bądź większy wpływ na resztę historii. Obie są jednak diametralnie różne. To tak, jakby porównać serial "Jessica Jones" z filmami o superbohaterach sprzed kilkunastu lat. To, co było w nich najważniejsze - efekciarstwo i nadprzyrodzone moce – w niektórych nowych produkcjach, właśnie z Jessicą na czele, jest tylko tłem dla całkiem ludzkich problemów. Tak samo jak w Life is Strange, gdzie na dodatek te problemy są całkiem osobiste, dotyczą najbliższych głównej bohaterki i jej małego miasteczka. Beyond to natomiast historia zahaczająca o kręgi rządowe, gdzie pojawia się CIA, zagraniczne misje wojskowe itd. Jest rozmach, całość o wiele słabiej jednak rusza od kameralnej opowieści z Life is Strange. O ile Heavy Rain wcale się nie zestarzał i po przełknięciu kilku archaizmów wciąż wciąga jak diabli, tak stosunkowo słabe w dniu premiery w 2013 roku Beyond dziś, po ograniu konkurencji, zawodzi jeszcze bardziej.Heavy Rain - recenzja. Jak najprościej opisać Heavy Rain? To emocje, które nie pozwalają przestać grać i wciągają nas w mroczny świat opowieści.No chyba, że kwestie graficzne odgrywają dla Was najważniejsza rolę. Wtedy Beyond będzie bezkonkurencyjne. Gra już w dniu premiery prezentowała się niewiarygodnie dobrze jak na PS3. Okupione było to małymi lokacjami i czarnymi pasami na ekranie, ale jednak. Nawet dziś, ponad dwa lata od premiery PS4, na konsoli wciąż można znaleźć o wiele brzydsze next-genowe gry. Szczególnie jeżeli spojrzymy na odwzorowanie i mimikę twarzy. Heavy Rain również zachwyca, choć siłą rzeczy nie aż tak jak o wiele nowszy Beyond. W Heavy Rain rażą za to modele samochodów. Gołym okiem widać, że poświęcono im o wiele mniej uwagi niż postaciom i wnętrzom. Pod względem technicznym Sony i tak zjada jednak całą konkurencję, ale nie jest to raczej dla nikogo żadnym zaskoczeniem - to chyba jedyne wysokobudżetowe gry przygodowe ostatnich lat. Żadna inna firma nie wpompowała tak dużych pieniędzy w tytuły, w których się nie strzela ani nie macha mieczem.