Halo: The Master Chief Collection - recenzja

Strona głównaHalo: The Master Chief Collection - recenzja
14.11.2014 09:55
Halo: The Master Chief Collection - recenzja
marcindmjqtx
marcindmjqtx

Przepastne Halo Master Chief Collection onieśmiela zawartością. Nie bez powodu, to najbardziej obszerny produkt z uniwersum Halo. Jak jednak sprawdza się w akcji?

[W piątek, 7 listopada, opublikowaliśmy recenzję kampanii fabularnej. Teraz rozbudowaliśmy tekst o opinię o trybach sieciowych oraz ostateczną ocenę gry.]

Twórcy przyzwyczaili nas do ponownego wydawania pieniędzy na znane już gry. Oczywiście w lepszej rozdzielczości, odświeżone raz bardziej, raz mniej znacząco. Tymczasem 343 Industries poszło o krok dalej. Halo: The Master Chief Collection oddaje w nasze ręce aż cztery główne gry z serii, w dodatku każdą z nich poddano widocznej kosmetyce.

Danie główne, czyli nowe Halo 2 W wydanym w 2011 roku Halo: Combat Evolved Anniversary nie wszystko zagrało, choć z czystym sumieniem można tę grę polecić. Odrobinę sceptycznie podchodziłem jednak do odświeżonej wersji Halo 2, a to głównie dlatego, że wrześniowy pokaz kolekcji nie był idealny. Gra w kampanii mocno gubiła klatki, a oprawa nie rzucala na kolana. Wciąż nie rzuca, ale problem płynności został zażegnany. Można kręcić nosem na nową wersję oprawy graficznej twierdząc, że konsola najnowszej generacji powinna oferować lepszą grafikę w tak wiekowej grze. Ale wystarczy choć raz nacisnąć przycisk odpowiadający przejściu do starego Halo (pomysł identyczny jak w Halo: CEA), by zobaczyć jaki ogrom pracy włożono w nowy wizerunek. Nie chodzi tylko o tekstury. Zmieniono praktycznie wszystkie modele, dodano nowe elementy na poszczególnych mapach, zmieniono oświetlenie. Dodatkowo wyraźnie słychać lepszą oprawę dźwiękową i - co niektórzy potraktują jako minus - zmienioną oprawę muzyczną.

Halo 2 - Halo: The Master Chief Collection

Niby po Halo: CEA takie podejście do odświeżenia gry nie powinno nikogo zaskoczyć, jednak szczęka nie zostanie na swoim miejscu, ponieważ w odświeżonym Halo 2 pojawiają się nowe filmy przerywnikowe. Są fantastyczne, zarówno pod kątem technicznego wykonania, jak i reżyserii. Kasują absolutnie wszystkie cutscenki, jakie kiedykolwiek pojawiły się w serii i jednoznacznie określają, jak powinien wyglądać pełnometrażowy film o Halo. Mówi się, że scenki przerywnikowe to tylko smaczek, ale w przypadku Halo 2 potrafią wkręcić zarówno w rozgrywkę jak i samą opowieść jeszcze mocniej.

Poproszę jedną, dwie... no dobrze, trzy przystawki Halo: Combat Evolved Anniversary to w zasadzie dokładnie ta sama produkcja, jaka w 2011 roku wylądowała na Xboksie 360. Może i coś ulepszono, coś podciągnięto, ale po włączeniu nie poczujecie żadnej różnicy. Trochę szkoda, bo mimika twarzy postaci, które przyjdzie nam spotkać, razi podobnie jak 3 lata temu. I nie jest tajemnicą, że ta odsłona nawet w odświeżonej wersji najbardziej odstaje od dzisiejszych standardów. Projektami poziomów i dynamiką rozgrywki, bo do inteligencji przeciwników nie można się przyczepić. Ci chyba nigdy się nie zestarzeją i wciąż wycisną z nas na wyższych poziomach trudności ostatnie poty.

Halo: CEA - Halo: The Master Chief Collection

Bardzo podoba mi się sposób, w jaki potraktowano Halo 3. Nie ma tu mowy o nowych modelach, oświetleniu i dostosowywaniu oprawy do dzisiejszych standardów, ale wyświetlanie grafiki w rozdzielczości 1080p i 60 klatkach animacji na sekundę robi różnicę. To moja ulubiona część serii i bardzo się cieszę, że mogłem pograć w nią ponownie w lepszej oprawie graficznej. Szybsza animacja sprawiła, że musiałem na nowo uczyć się niektórych fragmentów, ale tak naprawdę nic w tej grze się nie zestarzało. Tylko miejcie świadomość, że zarówno modele, jak i projekty poziomów to rzeczy z 2007 roku. Trochę szkoda, że nie pokuszono się o nowe scenki przerywnikowe. Te niestety najbardziej trącą myszką.

Halo 3 - Halo: The Master Chief Collection

Czwarte Halo nie aspirowało do miana najładniejszej gry generacji, choć pełnoprawny debiut 343 Industries wprowadził serię na dość wysoki poziom jeśli chodzi o oprawę. Mogłoby się więc wydawać, że producenci zdecydują się wrzucić wersję znaną z 360. Nic z tych rzeczy - podobnie jak w przypadku "trójki" dostajemy 1080p i 60 klatek animacji na sekundę. Każdemu, kto uważa, że to tylko nieistotne kosmetyczne zmiany, radzę sprawdzić je na własnej skórze. Sam już nie wiem jak mogłem cieszyć się czwórką 2 lata temu. Jest zdecydowanie lepiej i gra się trochę inaczej.

Halo 4 - Halo: The Master Chief Collection

W każdą z czterech dostępnych w kolekcji gier można również grać w trybie kooperacji. W przypadku pierwszych dwóch części będą to maksymalnie dwie osoby - zarówno na kanapie, jak i w sieci. Halo 3 i Halo 4 oferuje natomiast możliwość zabawy maksymalnie dla czterech osób przez Internet i dwóch na podzielonym ekranie.

To nie wszystko Jeśli spodziewacie się, że Halo: The Master Chief Collection to po prostu paczka czterech gier, szybciutko wyprowadzę Was z błędu. Jeśli miałbym szukać najlepszego przedstawiciela słowa „kolekcja”, bez wahania wskazałbym na najnowszy produkt przeznaczony na Xbox One. Choć w wersji, którą testowaliśmy wiele rzeczy było jeszcze niedostępnych, to 343 Industries podeszło do tematu na poważnie. Poza uczestnictwem w czterech kampaniach z czterech części gry możemy również zaliczyć każdą misję oddzielnie, ustawiając przy okazji specjalnie punktowane utrudnienia - czyli czaszki. Jest ich około trzydziestu i jestem pewien, że przedłużą zabawę wszystkim tym, którzy planują wyciągnąć z gry maksimum wyzwania. W grze znajdziemy również specjalne playlisty, czyli ułożone przez twórców zestawienia misji wyciągniętych z poszczególnych części gry. Niby drobiazg, a naprawdę fajnie jest je pozaliczać. Powraca ponadto Forge, czyli tryb edycji, który będzie można włączyć na części map. W edytorze można tworzyć swoje wariacje na temat dostępnych w grze miejscówek, a także kręcić filmy. Dla tych, którzy nigdy się z tego typu produkcjami nie spotkali, polecam leciwą już serię Matchmaking dostępną na kanale Machinima oraz bardzo popularną serię Red vs. Blue od Rooster Teeth.

Gramy w Halo: The Master Chief Collection Wraz z premierą ruszyła również multimedialno-społecznościowa część kolekcji. Specjalny zespół ma czuwać nad dostarczaniem filmowych materiałów (w tym nowego serialu), a integracja z Twitterem i Twitchem ma pozwolić zagłębić się graczom w społeczność Halo, zacieśniając jeszcze mocniej więzy między fanami i twórcami. Póki co nie mogliśmy tego sprawdzić.

A miało być tak pięknie Po wejściu do zakładki z trybami sieciowymi Halo: The Master Chief Collection ugięły mi się kolana i prawie się rozpłakałem - z radości i sentymentu. Takiej zawartości nie zafunduje Wam żadne Call of Duty ani Battlefield. Kolekcja zawiera bowiem oryginalny tryb online każdej części gry oraz specjalny tryb, w którym można pograć na sześciu odświeżonych mapach z Halo 2, a wszystko to na również odświeżonym silniku gry. Łącznie map do ogrania jest ponad 100 (!). Sam nie wiem z czego miałem większą frajdę, z często mocno zaglitchowanego Halo 1 czy uwielbianego przeze mnie Halo 3, gdzie na mapie Guardian przeżywałem swoją sieciową inicjację na 360. To tyle teorii..

Niestety bajka kończy się z chwilą, kiedy przychodzi nam się połączyć z innymi graczami celem rozegrania partyjki w którymkolwiek z trybów gry. 343 Industries przepraszało i obiecywało poprawę, ale sytuacja wygląda tak, że od premiery gry minęło już kilka dni, a tryby sieciowe działają jak chcą. Czasami udaje się połączyć (w niepełnym składzie meczowym) po trzech, czasem po piętnastu minutach, a czasem w ogóle. Były dni kiedy prawie usnąłem patrząc na napis „szukam ”, który nie chciał zniknąć z ekranu - ostatecznie wyłączałem konsolę, nie starczało mi zwyczajnie cierpliwości. Kiedy już udało się znaleźć chętnych do zabawy, wszystko działało sprawnie i w sumie do niczego nie można się przyczepić. Ale co z tego, skoro przez kilka wieczorów zagrałem raptem kilka meczy i nie zdołałem nawet sprawdzić połowy dostępnych w grze playlist przyporządkowanych konkretnym częściom gry?

Halo: The Master Chief Collection

Na pierwszy rzut oka wygląda to trochę tak, jakby praktycznie nikt nie grał - niestety to nie tu leży problem. 343 po prostu nie zdążyło, czego obawiałem się już po wrześniowym pokazie gry w Londynie. Było parcie na wydanie kolekcji w okolicach jubileuszu i po prostu dostaliśmy nieskończony, niedopracowany produkt. Owszem, była nadzieja, że zapowiadana, bardzo ciężka (20, potem 15 giga) łatka z trybami sieciowymi sprawi, że wszystko ruszy z kopyta już na premierze. Niestety się nie udało. Śledzę jedną z polskich grup Halo na Facebooku, a także forum 343 - ludzie są źli i rozczarowani. Kompletnie się im nie dziwię.

Werdykt Jeśli chodzi o tryby dla pojedynczego gracza - nie mam Halo: The Master Chief Collection nic do zarzucenia. Cztery świetne gry w jednej kolekcji, w dodatku każda z nich ulepszona w mniejszy lub większy sposób. Czego więcej może chcieć fan Halo? A jeśli planowaliście poznać to uniwersum, to Halo: The Master Chief Collection jest ku temu najlepszą okazją. 343 Industries zaśmiało się nią w twarz wszystkim firmom, które na przestrzeni ostatnich lat wypuściły reedycje swoich niegdysiejszych hitów. Kolekcja to produkt kompletny, przesycony zawartością po same brzegi. I zgarnęłaby naszą maksymalną „notę”, gdyby nie kulejący tryb rozgrywek sieciowych. Halo żyje w sieci jeszcze długo po premierze i to jeden z najważniejszych elementów każdej gry z serii. 343 zapewne o tym wiedziało, ale nie wyrobiło się z czasem. Ale finalny odbiorca oczekuje, że wszystko będzie działać zaraz po zakupie - a tu nie działa tak, jak powinno. Ucierpieli gracze i dlatego o „Trzeba” nie może być mowy.

Jeśli planujecie kupić Halo: The Master Chief Collection dla samych trybów sieciowych, na razie tego nie róbcie. 343 robi co może, by usprawnić wieloosobową zabawę, ale póki co połączenie się z innymi graczami i rozegranie meczu to czysta loteria. Albo się uda, albo spędzicie czas wpatrując się w ekran Matchmakingu.

Paweł Winiarski

Platformy: Xbox One Producent: 343 Industries Wydawca: Microsoft Dystrybutor: Microsoft Polska Data premiery: 11.11.2014 PEGI: 16 Grę do recenzji udostępnił dystrybutor.

Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)