Hej John, bywasz czasem w sieci? 343 Industries i Microsoft postanowili umożliwić granie w sieci przed premierą, aby szczęśliwcy, którzy otrzymali płyty do recenzji, mogli sprawdzić, jak prezentuje się tryb wieloosobowy. W związku z tym obecnie gra mało ludzi, ale jeśli powtórzą się premierowe wyniki z „Halo 3” i „Halo: Reach”, to już 6 listopada powinny pojawić się w sieci przynajmniej setki tysięcy chętnych do zabawy (obstawiam jednak grubo ponad milion). Ale nawet teraz wystarczy się załapać do większej grupy, żeby bez problemu przeskakiwać do kolejnych starć - najczęściej w trybie Zabójca z Infinity (który jest swego rodzaju drużynowym slayerem). Jak się gra? Fantastycznie! Multi zdecydowanie bliżej do „Halo: Reach” niż do „Halo 3”, głównie ze względu na gadżety i sprint, siła uderzenia kolbą czy wysokość skoku przypomina nam jednak, że gramy w pełnoprawne „Halo”, a nie spartański produkt poboczny. Duża liczba trybów, jak chociażby dominacja, polowanie na króla czy Oddball, pozwoli nie tylko wybrać ulubiony rodzaj rozgrywki, ale także zasmakować wykręconych pomysłów, co w pewnym sensie jest znakiem firmowym serii. Ci, którzy spędzali godziny w trybach sieciowych trójki ze względu na to, że finalny wynik starć zależał głównie od umiejętności i szczęścia (wszyscy mieli identyczne postacie), muszą przywyknąć do tego, że „Reach” wprowadziło masę zmian kojarzących się z seriami „Call of Duty” czy „Battlefield”. W czwórce jest tego jeszcze więcej, a za przykład nowości niech posłużą losowe zrzuty broni lub dodatków, takich jak przyspieszenie czy ulepszona osłona. Poza tym mamy tu sporo gadżetów, możemy ustawiać perki i zestawy startowe broni - oczywiście wszystko trzeba najpierw odblokować, zdobywając po każdym meczu punkty doświadczenia. A te mają zasadniczy wpływ na rozgrywkę i może nie tyle dyskryminują nowicjuszy, ile motywują do grania i rozwijania swojej postaci.