Niespecjalnie spodobało mi się, że gra sugerowała rozwiązanie siłowe. Wysłała mnie do sklepu i kazała kupić broń. Kupiłem na odczepnego jakiś lepszy pistolet. Nie, nie pasowało. Kazała wrócić i kupić karabin, jakbym miał szturmować Fort Knox, a nie skromny budynek techniczny. Fakt, że było tam sporo pracowników ochrony, ale nawet tego karabinu nie wyjąłem. Uruchomiłem alarm w samochodzie na podwórzu, by odciągnąć strażnika od bramy. Zhakowałem zamek furtki, wśliznąłem się na podnośnik, który po uruchomieniu zawiózł mnie na drugie piętro, dokładnie tam, gdzie potrzebowałem. Strażnicy nie byli zbyt rozgarnięci. Ogłuszyłem pałką jednego, drugiego spotkał ten sam los, gdy tylko podbiegł zobaczyć, co się stało. Tak samo skończyło jeszcze dwóch, którzy też podbiegli zamierzając podnieść alarm, zamiast od razu go podnieść. Ostatni nosił ze sobą kamerkę, więc nie musiałem ruszać się z miejsca - zhakowałem kamerę przemysłową, przeskoczyłem do drugiej, potem do tej w klapie jego munduru, a stamtąd do komputera dostępowego. Tam, co zaskakujące, czekało mnie kilka coraz trudniejszych minigierek na czas - chodziło o przepuszczenie sygnału, niczym wody w zagadkach w Bioshocku. Fajne, wreszcie hakowanie wymagało czegoś więcej, niż tylko trzymania przycisku. Gorzej, że już po zhakowaniu uruchomił się alarm i miałem do wyboru uciekać lub wystrzelać drogę na zewnątrz. Wyskoczyłem, ukradłem furgonetkę, wyważyłem bramę i odjechałem. Mało finezyjne wyjście jak na hakera. A samo strzelanie absolutnie niczym się nie wyróżnia.