Po raz kolejny nie mamy także możliwości jakiejkolwiek obrony. Kłóci mi się to z zapewnieniami, że walki w grze nie zabraknie, ale i w umiejętny sposób wykorzystuje wszystkie elementy, dzięki którym studio Frictional Games wypromowało nowe ujęcie gatunku. Gdy Marguerite przechodzi z plecami bohaterki, a my liczymy, że za chwilę nie skręci akurat w naszą stronę, powraca napięcie, jakiego Residenty nie posiadały od czasów PSX-a. Jednak cała zabawa w kotka i myszkę jest ukartowana z góry, oskryptowana do granic możliwości. Więc jeśli wybiegniemy przez domek i schowamy się po lewej, a nie prawej, jak żąda od nas scenariusz, zaliczymy wyjątkowo nieprzyjemną sekwencję zgonu. Na potrzeby dema działa to idealnie, niemniej wolałbym, by końcowy produkt czasem tego typu sekwencje odpuszczał.Nie chciałbym uprzedzać Patrykowego tekstu o PlayStation VR, ale... no, pewnie macie już jako-takie pojęcie, czym jest "ale" w przypadku gogli Sony. Rozdzielczość obrazu. Jest przerażająco niska. Owszem, ciąłem w naprawdę klimatyczny horror na goglach, byłem w środku, obracałem nerwowo i mogłem zerkać zza winkla wychyleniem głowy, miałem nawet panią Baker dziesięć centymetrów przed własną twarzą, jednak nie potrafiłem choć na chwilę zapomnieć, jak Beginning Hour prezentowało się w wersji klasycznej, na telewizorze. Wybieranie pomiędzy TV a VR do pierwszego ogrania Resident Evil 7 będzie wyborem między świetną oprawą z mniejszą wczuwką, a lepszą wczuwką z ciągłą świadomością technicznych kompromisów.