Albo szukanie kryjówki bandyty związanego z naszym zadaniem głównym. Najpierw wypytujemy ludzi mających z nim kontakt, oni doprowadzają nas do kolejnych osób, które uświadamiają nam, że tamci kłamali. Zatem wracamy, lekko nimi trzęsiemy, poznajemy prawdę, idziemy dalej, w końcu trafiamy do człowieka, który wie, gdzie złoczyńca się ukrywa. Ale gra nie pokazuje nam strzałką, gdzie mamy iść. Zamiast tego słuchamy wskazówek, a następnie podążamy za nimi, co jakiś czas sprawdzając dziennik, w którym są zapisane. No i zapomnijcie o zadaniach typu zabicie potwora (bo ich nie ma) czy samodzielne rozprawienie się z grupą bandytów. Beta sugeruje, że cele będą dużo bardziej przyziemne – ktoś coś zgubił, kogoś otruto i tak dalej.Oczywiście wszystkiemu towarzyszą umiejętności, które potraktowano z taką samą starannością jak inne elementy. System rozwoju postaci działa tu podobnie jak w Skyrimie. Zatem regularnie strzelając z łuku, będziemy robić to coraz celniej (co i tak nie będzie łatwe, bo nie ma żadnego celownika – realizm!), a jeśli zechcemy być bardziej przekonywujący w rozmowie, nie dostaniemy żadnych punktów do wykorzysatnia – musimy po prostu gadać. I to nie tylko wykorzystując wybrane opcje dialogowe. Po prostu trzeba rozmawiać z kim się da, nawet o byle czym.Tak wierne oddanie realiów powoduje, że Kingdom Come zapowiada się na grę bardzo wiarygodną. Ludzie chodzą po drogach, przesiadują w karczmach, uprawiają ziemię i po prostu zajmują się swoimi sprawami. Widać nawet, jak rano udają się na śniadanie, co zresztą my też musimy robić. Do tego nie ma się wrażenia, że to właśnie my, i tylko my, możemy zbawić nie tylko królestwo, ale w ogóle cały świat. Wręcz przeciwnie – nie jesteśmy traktowani w żaden sposób wyjątkowo; w pewnym momencie pojawia się nawet myśl, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nie uda się nam? Zrobi to ktoś inny.Ma to jednak swoją cenę. Nie bez powodu większość gier, w tym survivali, upraszcza wiele mechanik związanych z prawdziwym życiem, wyznaczając jasną granicę między realizmem a udręką. Kingdom Come ma z tym problem; konieczność jedzenia i spania jeszcze rozumiem, przecież są gry RPG z trybem survival, jak choćby Fallout: New Vegas, i wychodzi to dobrze. Ale animowanie każdej czynności wykonywanej przez bohatera to już gruba przesada. Jasne, na początku cieszy widok ręki wyciąganej po dowolny przedmiot czy fakt, że długiego miecza nie dobywa się ot tak. Jednak bawi to przez pierwszych parę razy, później zaczyna męczyć i drażnić.Podobnie jak mieszanie mikstur. Super, że stoimy przy stole, mamy książkę z przepisami, palenisko, moździerz i kociołek, w którym to wszystko mieszamy. Jest nawet klepsydra, żebyśmy niczego nie przypalili. Tylko szlag człowieka trafia, jak po raz kolejny musi lecieć przez pół mapy do zielarki, która nam ten cały bajzel udostępni, żeby uwarzyć miksturę na zatrucie pokarmowe, bo najadł się zepsutej szynki. „Soczków” też nie można zrobić sobie na zapas, bo przecież one również z czasem się psują. A zwieńczeniem tego jest sen. Kładąc postać na przepisowe 8 godzin, wychodziłem na papierosa, wracałem i miałem jeszcze spokojnie dwie godziny w grze do przeczekania. A mieszkam na piątym piętrze i palić schodzę przed blok.Pozostaje czekać do 13 lutego, kiedy Kingdom Come: Deliverance będzie miało swoją premierę. A zapowiada się solidny kandydat nie tylko na jedną z najlepszych gier 2018, ale najbardziej innowacyjną ostatnich lat. Tylko niech Czesi choć trochę zbalansują realizm.