Grałem na laptopie za prawie 15 tys. zł w gry za 4 zł. Wiem, co z branżą jest nie tak [Felieton]

Grałem na laptopie za prawie 15 tys. zł w gry za 4 zł. Wiem, co z branżą jest nie tak [Felieton]20.09.2020 11:26
Grałem na laptopie za prawie 15 tys. zł w gry za 4 zł. Wiem, co z branżą jest nie tak [Felieton]

Razer Blade 17 Pro to maszyna, dzięki której mógłbym polubić komputerowe granie. Ale to nie moc sprzętu zaskoczyła mnie najbardziej w powrocie na pecetowy szlak.

Wczoraj na stronie pojawił się mój test Razer Blade Pro 17 - gamingowego laptopa do zadań specjalnych. A w co grałem? Jako że moja steamowa kolekcja składa się niemal w całości z małych, niezależnych perełek, nie miałem niczego, co mogłoby sprawdzić moc komputera. Ale z pomocą przyszedł Game Pass, który kosztował mnie… 4 zł.

Oczywiście znałem zasady, ale mając przed sobą komputer za prawie 15 tys. i wykupując dostęp do 100 gier za 4 zł poczułem się dziwnie. Absurdalnie. Niby to tylko promocja, ale nawet gdybym zapłacił za Game Pass ok. 20 zł i tak uznałbym, że coś jest nie tak.

Trzymając się motoryzacyjnych porównań: już wiem, jak muszą czuć się szejkowie, którzy jeżdżą super drogimi brykami i płacą grosze za paliwo. A przecież jest jeszcze usługa EA, Humble Bundle, Epic Games Store...

Darmowe gry i liczne promocje nie są cechą wyłącznie pecetowego rynku, ale PlayStation Store czy Nintendo eShop do aż takich warunków mnie jednak nie przyzwyczaiły.

W czym problem? Przesyt, jakiego stałem się świadkiem, zaczął mnie po prostu męczyć. Zakręciło mi się w głowie od gier, w które mogłem zagrać - nie tylko z Game Passa, ale i innych tanich okazji.

Poczułem, że coś tu jest nie tak. Mam komputer, za który trzeba zapłacić naprawdę niemało. Tymczasem twórcy, a więc ludzie, którzy tak naprawdę nakręcają ten rynek, okazują się być na końcu stawki. Bo nie oszukujmy się: nie o nich w tym biznesie chodzi. Na pierwszym miejscu są usługi Microsoftu, Epic Games i innych wielkich tej branży.

Takie platformy jak Epic Games Store dają szansę dotrzeć do olbrzymiej publiki. Niedawno Perfect World Entertainment i Gunfire Games ogłosili na portalach społecznościowych, że gra Remnant: From the Ashes – dostępna do odebrania za darmo z platformy Epic Games Store – została odebrana ponad 10 milionów razy podczas tego okresu.

Słowo klucz: "odebrana". Nie wiadomo, ile osób ją odpaliło. Ale jak to w ogóle brzmi! Wyobrażacie sobie, że duże sieci chwalą się odebraniem ulotek na ich temat? Spamem, który trafił na nasze skrzynki mailowe? Do tego właśnie sprowadza się gry w obecnym modelu biznesowym. Jako bonus do rozreklamowania usługi. To bardzo, bardzo przykre i problematyczne, bo mówimy o ciężkiej pracy ludzi.

Już od dawna toczy się dyskusja pod tytułem "dołącz albo zgiń". Jeśli nie ma cię w Humble Bundle, Game Passach czy w darmowej ofercie Epic Games Store, to szanse na sukces spadają. Trudno jest się przebić do świadomości odbiorców, a jeszcze trudniej zachęcić do zakupu. W końcu po co wydawać  50, 100 czy 150 zł, skoro za 20 zł miesięcznie mamy gier potąd.

Razer Blade 17 Pro, na którym grało mi się naprawdę świetnie, jest skrajnym przykładem - zapewne mało kto w Polsce może wydać na sprzęt do grania taką sumę. Na świecie czym jest jednak 5-6 tys. euro?

A przecież rynek pecetowy na pewno nawet u nas składa się z osób, dla których wydanie ok. 5 tys. zł na porządny zestaw już nie jest przeszkodą nie do przeskoczenia. A to też imponująca jak na polskie warunki kwota.

Rozmawiając z Pauliną, która niedawno otworzyła księgarnie w dobie pandemii, dowiedziałem się, że w Polsce ukazuje się 100 tytułów dziennie. Mówimy też o wznowieniach czy kolorowankach, ale to ciągle suma robiąca wrażenie. Przecież w Polsce się podobno nie czyta. A skoro na takim rynku dochodzi do przepełnienia - nie da się tego przeczytać, nie da się tego wszystkiego sprzedać w jednym sklepie - to wariactwo w cyfrowym świecie jest nie do opisania. Liczba gier, muzyki, filmów i innych cyfrowych treści przeraża.

Branża gier jako jedyna nie stworzyła alternatywy. Koniec końców trzeba wejść w pakt z gigantem. Nie ma growego odpowiednika Bandcampa, który nie jest aż tak popularny jak Spotify, ale jednego dnia dochodzi do milionowych transakcji. GOG.com jest zbyt mały, by komukolwiek zagrozić, a Humble Bundle stało się kolejnym świętem niekończącej się konsumpcji.  Bogacą się głównie producenci sprzętu i najwięksi wydawcy, którzy także mają swoje platformy z grami w abonamencie - tak właśnie wygląda branża gier.

Dużo zamieszania wywołały ceny gier za 350 zł na nowej generacji. Warto zastanowić się, czy takie sumy nie są odbiciem patologicznej sytuacji, w której dostęp do kilkuset tytułów kosztuje grosze. I już mówi się, że produkcje za przeszło trzy stówy mają służyć wyłącznie promocji takich usług jak PlayStation Plus, które dostanie nowy wariant z dostępem do gier - PlayStation Plus Collection.

Nikogo nie "oburza" laptop za 15 tys. zł, ale gra za 350 zł już tak. I z drugiej strony nic dziwnego, bo wygranym zawsze okazuje się ten, kto stworzył sprzęt do grania. Rzadko kiedy ten, kto stworzył na niego gry.

Zresztą przykład nowych konsol dobrze pokazuje, czym stała się dziś branża gier. Wielkim przeliczaniem, gdzie będzie taniej, gdzie zapłacisz więcej. Logiczne, że głosujemy portfelem, i że zawsze tak było, ale teraz wydaje się, że to jest tematem numer jeden.

Może więc 350 zł za grę jest naturalną konsekwencją doby streamingu, treści na wyciągnięcie ręki za grosze. Mniej osób będzie wybierać premiery, ludzie przerzucają się na tanie abonamenty, więc trzeba jakoś to sobie odbić. Nie zmienia to faktu, że wszystko bierze się z tego, że to właśnie giganci rozdają karty. Albo wepchną nas w abonamenty, albo każą płacić za pudełkowe wydanie w dniu premiery.

Kilkanaście lat temu pewnie popłakałabym się ze szczęścia mając komputer za kilka tysięcy, który bez mrugnięcia okiem odpali wszystkie tytuły na full. Jeszcze bardziej cieszyłbym się z legalnego i taniego dostępu do setek gier.

Dziś wolałbym jednak, żeby proporcje były inne - by to twórcy mogli liczyć na większy przepływ pieniędzy, by było więcej niezależnych platform, by możliwe było wydawanie gier bez konieczności oddawania olbrzymich prowizji gigantom. I napełniania kabzy wyłącznie im.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (21)