Pomysłowość twórcy w tym zakresie robi wielkie wrażenie, a odkrywanie takich zależności stanowi tu istotę rozgrywki. Parę razy można się w jej trakcie poczuć jak najmądrzejszy człowiek na świecie, wpadając na zastosowanie jakiegoś elementu. Innym razem na odpowiedź wpada się przypadkiem, bo i liczba możliwych kombinacji nigdy nie jest przytłaczająca. Tak czy inaczej obserwowanie tego, jak zmienia się ta układanka w toku rozgrywki, to czysta radość.Nie działałoby to tak dobrze, gdyby nie doskonała, ręcznie rysowana grafika połączona z trójwymiarowymi, ale odpowiednio wystylizowanymi postaciami bohaterów. Bo są tu i bohaterowie, przemieszczający się pomiędzy panelami, wypełniający jakiś tajemniczy cel, którego naturę przychodzi odkrywać graczowi.Gorogoa to również jedna z tych gier niezależnych, której niespecjalnie zależy na wciskaniu graczowi do głowy swojej fabuły, świata czy filozofii. Wszystko jest tu bardzo symboliczne, metaforyczne, otwarte do interpretacji. Całość zaczyna się widokiem miasta, atakowanego przez jakieś potężne, przypominające smoka stworzenie i chłopca, szukającego sposobu na jego powstrzymanie. Tak to przynajmniej wygląda.Tylko że nic nie jest tu jednoznaczne, a im dalej w grę, tym więcej pytań niż odpowiedzi. Do samego końca wiele pozostaje tu zawieszone i otwarte do interpretacji. Pojawiają się i przeplatają wątki wspomnień, żalu, zapomnianej historii i wielkiego kataklizmu. Wszystko to, może się wydawać, dość niedbale porozrzucane. Co jednak zadziwiające, grze udaje się przy tym uniknąć idącej często w parze z takim podejściem pretensjonalności.Robi to z urokiem dziecięcej kolorowanki, książeczki z zagadkami, starej, zakurzonej wycinanki, znalezionej na strychu. Nie do końca znamy jej cel i przeznaczenie, ale ma w sobie jakąś niewymuszoną magię. Chłonięcie jej kolejnych stron jest zachwycające i pociągające samo w sobie, nie potrzebuje dodatkowego wyjaśnienia.