Zgodnie z oczekiwaniami, jest więc dość trudno, acz mimo wszystko prościej, niż w mocno bezlitosnym pod tym względem Hotline Miami 2. Przeciwnicy są nieco wolniejsi i mniej spostrzegawczy, a checkpointów jest więcej. Do tego niektóre pokoje możemy zwyczajnie pominąć. Oczywiście częste ginięcie wpływa później na ocenę końcową za dany etap – ale jeżeli nie macie ambicji złowić wszystkich osiągnięć, samo zaliczenie kampanii jest tu łatwiejsze, niż w grach Denatona. Czasami padniemy kilka razy w tym samym miejscu, ale nic nie sprawia, że z bezsilności chce się odłożyć grę do jutra.Jak już wspomniałem, bohaterów jest dwóch, a ich charakterystyki nie różnią się jakoś drastycznie. Bohater płci męskiej (ma też w grze jakieś imię, którego już nie pamiętam – trudno bowiem mówić o wybitnej narracji) biega domyślnie z dwoma katanami i umie wjeżdżać z buta w niektóre ściany, a postać kobieca (też jakoś tam się nazywa) wyposażona jest w nieco wolniejszy atak dystansowy. Zamiast klasycznego ślizgu ma natomiast teleportację, która pozwala przejść na drugą stronę płotu – oczywiście w wyznaczonych miejscach – czy bez uszczerbku ominąć wiązkę lasera.Mamy też wreszcie system rozwoju, pozwalający zmniejszyć obrażenia od ognia, wydłużyć zasięg dasha czy ataku albo sprawić, że w łapy wpadać będzie nam za każdym razem przeładowana broń. Na kolejnych poziomach doświadczenia wybieramy po prostu jeden z trzech atutów. Szkoda tylko, że punkty doświadczenia nie są wspólne – w efekcie grając oboma bohaterami po równo, żadnego z nich nie rozwiniemy w pełni podczas jednokrotnego podejścia. Z drugiej strony to gra do coopa, dostępnego także lokalnie, więc tam rozwiązanie to nabiera sensu.O scenariuszu powiedzieć można tyle, że zapewnia nam spore zróżnicowanie kolejnych map – ale to tyle pozytywów. Nasi dwaj łowcy muszą zabić czterech jeźdźców apokalipsy i… w sumie tyle. Który to już raz...Ten dość słaby scenariusz został jednak bardzo dobrze wyreżyserowany. Najmocniejszą jego cechą jest ciągła zmiana konwencji – jeden z jeźdźców handluje nowym rodzajem narkotyku, inny buja się po planie filmowym westernu, a kolejny kryje się w wyrwanych wprost z diablo lochach. Dzięki temu w każdym z pięciu aktów zwiedzamy odmienne lokacje i cały czas zasypywani jesteśmy nowymi typami przeciwników czy broni. Dzięki temu nieustająca akcja ani trochę nie męczy.W jednej chwili wpadamy do saloonu z rewolwerem, innym razem przemieszczamy się pociągiem towarowym, by po kilku kwadransach czuć się z kuszą niczym łowca demonów. Do tego urozmaicające klasyczną formułę sekwencje, gdzie chwytamy za miniguna, pojedynek ze snajperem czy bardzo fajny (choć dość umowny – przeciwnicy rozpływają się w powietrzu po dekapitacji) etap skradankowy. Do tego zamykające każdy akt walki z bossami… Dzięki sporej liczbie punktów kontrolnych nie są trudne, ale cieszy ich zróżnicowanie.Nie śledziłem więc losów bohaterów z zapartym tchem, ale jednocześnie przy grze cały czas trzymała mnie ciekawość, co też wymyślą twórcy w kolejnym etapie. Dzięki stałemu napływowi nowinek nawet nie czułem więc, kiedy minęło mi niezbędne do ukończenia przygody 10 godzin. Po napisach zostaje nam jeszcze nabijanie lepszych ocen czy rozgrywany na mapach z kampanii tryb arcade, w którym nie przejmując się scenariuszem staramy się dekapitować jak najbardziej stylowo kolejne zastępy wrogów. 50 złotych to zatem całkiem dobra cena w odniesieniu do zawartości.Gra nie od początku zrobiła jednak na mnie dobre wrażenie. Głównie z powodu nie najlepszej oprawy graficznej. Nie chodzi nawet o jakość tekstur, ale przede wszystkim dość nijaki styl. Mamy tu niby pełne 3D, ale pomimo pociągnięcia modeli cel-shadingiem, wydaje się to wszystko mocno przestarzałe. Przede wszystkim zaś jest nijakie i nie tworzy spójnej, jednolitej stylistyki. Przez to natomiast, obawiam się, pomimo dobrej zabawy szybko o tej grze zapomnimy.