Ghostbusters: The Video Game - recenzja
Gra Nie znam osoby, która nie znałaby Pogromców Duchów. Dwa filmy z Billem Murrayem, Danem Aykroydem i Haroldem Ramisem na stałe wpisały się do kanonu fantastycznych komedii. Część trzecia była w planach, ale niestety scenariusza w końcu nie udało się zrealizować. Aż do teraz, kiedy panowie Aykroyd i Ramis poszli po wodę do głowy i zamiast męczyć się z kinematografią, zwrócili się do świata gier. I do spóły z teksańskim studiem Terminal Reality stworzyli Ghostbusters: The Video Game - realizację snu każdego fana Pogromców. Gracz wciela się w piątego Ghostbustera, nowicjusza o ksywie Rookie. Ze względu na specyfikę pracy, przerób nowych rekrutów jest ogromny, więc Rookie nie posiada nawet imienia. Wszystko w imię lepszej identyfikacji z postacią. Ghostbusters to strzelanina TPP, ale nieco inna od pozostałych. Nie wszystkich przeciwników można zabić - część trzeba złapać, a do tego sama walka wygląda odmiennie od schematu wyrobionego przez Gearsy, czy Uncharted. Żadnego chowania się za przeszkodami, żadnego kluczenia i flankowania. Owszem, na niektóre duchy potrzebny jest specjalny sposób, ale w większości wypadków walka toczy się twarzą w twarz - mano a mano.