Pamiętacie oddział ze SpecOps: The Line? To byli ludzie z krwi i kości, pełni swoich lęków, niepewności i dylematów moralnych. W Ghost Recon: Wildlands mamy idealne maszyny do zabijania – wypranych z emocji wojowników, którzy tylko od czasu do czasu rzucą jakimś suchym komentarzem, nieudolnie próbując pokazać swe ludzkie oblicze.Podobnie jest z rebeliantami, którzy niby mają tak ciężko, ale zupełnie tego nie widać. Jeżdżą sobie uzbrojonymi samochodami po okolicy, mają całkiem nieźle wyposażone przyczółki. A misje dla nich są równie powtarzalne, co te fabularne. Gorzej – szybko okazuje się, że ich wykonywanie jest zbędne. Duchy świetnie radzą sobie bez ich pomocy, a po odblokowaniu wszystkich możliwości wsparcia możemy jedynie rozwijać czas ich odnowienia. Bo po co dawać możliwość przyzwania większej liczby partyzantów albo rozszerzyć obszar, na jakim mogą przeprowadzić zwiad?Równie beznamiętny co zadania jest sam świat. Niby piękny, zapełniony miasteczkami i ich mieszkańcami, smętnie pokonującymi pieszo kolejne kilometry dzielące ich do celu. A jednocześnie niemal zupełnie wypranymi z emocji. Jasne, jeśli stojący obok cywila strażnik padnie od strzału z naszej snajperki – ten drugi padnie na kolana, błagając niewidzialną siłę o życie. Ale gdy strzelanina wywiąże się w ruchu ulicznym, kierowcy samochodów grzecznie, niczym w oczekiwaniu na zmianę świateł, poczekają, aż wszystko się skończy.A teraz przypomnijcie sobie, co się stanie, kiedy wystrzelicie na środku zatłoczonego skrzyżowania w którymś GTA…Grze ewidentnie brakuje też jakiegoś systemu globalnej reakcji na nasze poczynania. Możemy z każdego posterunku czy bazy robić rzeźnię z pomocą pojazdu opancerzonego, ale i tak nie wpłynie to na liczebność patroli, stan gotowości przeciwników czy cokolwiek, co utrudniłoby nam wykonanie zadania.Najgorsze jednak jest to wszędobylskie zbieractwo. Chcesz mieć lepszy celownik? To myk w helikopter (najlepszy środek transportu w grze) i leć na drugi, pusty, koniec mapy, bo akurat tam jest skrzynka. A może chciałbyś celniej strzelać? Nie ma problemu – kosztuje to dwa punkty umiejętności i 50 litrów paliwa. Na mapie zaznaczyliśmy ci, gdzie znajdziesz jedno i drugie.JTNDZGl2JTIwc3R5bGUlM0QlMjdwb3NpdGlvbiUzQXJlbGF0aXZlJTNCcGFkZGluZy1ib3R0b20lM0E1NyUyNSUyNyUzRSUzQ2lmcmFtZSUyMHNyYyUzRCUyN2h0dHBzJTNBJTJGJTJGZ2Z5Y2F0LmNvbSUyRmlmciUyRkNvb3BlcmF0aXZlU2FuZUJyb2NrZXRkZWVyJTI3JTIwZnJhbWVib3JkZXIlM0QlMjcwJTI3JTIwc2Nyb2xsaW5nJTNEJTI3bm8lMjclMjB3aWR0aCUzRCUyNzEwMCUyNSUyNyUyMGhlaWdodCUzRCUyNzEwMCUyNSUyNyUyMHN0eWxlJTNEJTI3cG9zaXRpb24lM0FhYnNvbHV0ZSUzQnRvcCUzQTAlM0JsZWZ0JTNBMCUzQiUyNyUyMGFsbG93ZnVsbHNjcmVlbiUzRSUzQyUyRmlmcmFtZSUzRSUzQyUyRmRpdiUzRQ==Brzmi znajomo? Niestety, mimo usilnych starań, Wildlands to nic innego jak sprytnie zamaskowany „ubigame”. Wykonuj misje fabularne, a między nimi zbieraj każdy złom, jaki ci się napatoczy. A wszystko w bardzo powtarzalny, szybko nudzący się sposób. Szkoda, bo przez to łatwo zniechęcić się do w gruncie rzeczy dobrej, mającej solidne podstawy, gry. Szczególnie jeśli chodzi o rozwój postaci, bo na przykład ulepszony dron otwiera zupełnie nowe możliwości wykonywania zadań, podobnie jak dodatkowy ekwipunek.A najlepiej czworga, bo kiedy sterowanych przez SI kompanów zamienimy na takich z krwi i kości, wszystkie bolączki Ghost Recona schodzą na dalszy, dużo dalszy, plan. Choć boty są w miarę kompetentne, a ograniczone możliwości wydawania im rozkazów w większości przypadków wystarczają, nie dadzą nam one tego, co żywi towarzysze – klimatu.Wspólna gra powoduje, że nawet najnudniejsze i najbardziej powtarzalne czynności, których w Wildlandsach pełno, zmieniają się w świetną zabawę. W końcu możliwa staje się prawdziwie taktyczna gra, bez botów ślepo podążających za graczem i z opcją wydawania konkretnych, rozbudowanych rozkazów.Pamiętacie materiał promocyjny, w którym jeden z graczy został wysadzony ze śmigłowca na wzgórzu i jako snajper osłaniał kolegę infiltrującego więzienie kartelu? Jest to jak najbardziej możliwe, a nawet wskazane, bo wiele misji można w ten sposób przejść łatwiej i szybciej.