Gra You know there ain't no rest for the wicked, money don't grow on trees Refren piosenki Cage the Elephant dzwoni mi w uszach za każdym razem gdy celny strzał i fontanna krwi sygnalizują kolejnego trupa, z którego wysypało się kilka kolejnych przedmiotów. W drodze do kolejnej osłony szybko zbieram co tylko się da i nadal ostrzeliwuję nacierających rabusiów. Gearbox twierdził że Borderlands to wynik czułego związku FPSa z Diablo. Po kilkunastu godzinach spędzonych na Pandorze mogę się pod tym twierdzeniem podpisać obiema rękami (aczkolwiek bez półtora palca). Pandora to zapuszczona, pustynna planeta, gdzieś na rubieżach znanego wszechświata. Legendy głoszą, że na jej powierzchni rasa obcych ukryła olbrzymi skarbiec, swojsko nazwany the Vault. Niewyobrażalne bogactwa, mające się w nim znajdować, działają na poszukiwaczy przygód jak lep na muchy, więc na Pandorę ściągają awanturnicy z całego świata. Wśród nich jest także czwórka bohaterów Borderlands - żołnierz Roland, siłacz Brick, snajper Mordecai i tajemnicza syrena Lilith.