DPF (Dense Plasma Focus) został stworzony we wczesnych latach 60. i służył do wytwarzania energii termojądrowej. Urządzenie to wykorzystuje zjawisko skurczu plazmy, które polega na ściskaniu przewodnika (którym jest omawiana substancja) przez siły magnetyczne wywołane przepływem prądu elektrycznego. Przykładem takiego zjawiska są wyładowania elektryczne, takie jak pioruny czy zorze polarne. DPF składa się z dwóch elektrod cylindrycznych (jednej wewnętrznej, drugiej zewnętrznej) umieszczonych w pojemnikach próżniowych. Gdy prąd zaczyna płynąć przez elektrodę zewnętrzną, powoduje to gwałtowne jonizowanie gazu w układzie. Wytwarza się plazma, która jest popychana przez pole magnetyczne (uzyskane wskutek przepływu prądu) do końca układu, gdzie formuje się swoisty “parasol” plazmy. W tym punkcie dalszy ruch ustaje, a prąd powoduje ściskanie odcinka w pobliżu elektrody wewnętrznej. Ostatecznie cały “parasol” zostaje ściśnięty do formy słupka wystającego poza koniec elektrody wewnętrznej. Gęstość materii w tym obszarze jest znacznie zwiększona, stąd nazwa - gęsta plazma. Cały proces trwa kilka mikrosekund i przebiega wielokrotnie.Ten “słupek” może być właśnie strumieniem wystrzeliwanym przez Moirę. Problem w tym, że “skupiacze plazmy” stosowane obecnie mają bardzo duże rozmiary i nie da się ich przenosić. Inną sprawą jest system wystrzeliwania plazmy, postać w grze dosłownie strzela z palców. Oczywiście, można to wytłumaczyć modyfikacjami genetycznymi, jednak nawet wtedy byłoby to dla niej tragicznie. Taka ilość energii przepływająca przez ludzkie ciało kończy się zazwyczaj śmiercią. Poza tym sam zasięg takiego promienia jest bardzo ograniczony. Inaczej. Jego zasięg ogranicza sama wielkość maszyny. Zatem jeśli nasze urządzenie ma być w jakikolwiek sposób przenośne, to i promień będzie odpowiednio mały, a współczesne pole bitwy to walka na dalekie odległości. Co do kul plazmy, które Moira może utworzyć i wypuścić w określonym kierunku, to potrzebne jest do tego zewnętrzne urządzenie, które opisałem przy okazji omawianie BFG. Dodatkowy problem stanowi brak energii elektrycznej potrzebnej do zainicjowania całego procesu. O ile w Doomie były to wymienne ogniwa, tak Moira w Overwatchu w ogóle się tym nie przejmuje. No i plazmą wytworzoną w ten sposób nie da się również nikogo wyleczyć.Sama koncepcja wystrzeliwania silnie zjonizowanej, gęstej plazmy jest jak najbardziej warta dalszych badań. Dzięki nim można częściowo symulować niektóre zjawiska astronomiczne takie jak wiatr słoneczny czy strumienie gwiezdne, co daje możliwość ich bezpośredniego zbadania, ale forma, w jakiej zaprezentowano to w Overwatch, jest bardzo mało prawdopodobna.Wróćmy teraz do Piły Plazmowej z Dead Space. Została stworzona z myślą o górnikach, którzy z jej pomocą w łatwy sposób mogli prowadzić prace wydobywcze w przestrzeni kosmicznej. Obrotowa głowica, która pozwala wysyłać wiązki zarówno w pionie jak i w poziomie, czyni Piłę bardzo precyzyjną i przydaje się ona zarówno na początku, jak i na końcu gry. Amunicją do niej są energetyczne kartridże, bądź, jak sugeruje Internetowy leksykon uniwersum - akumulatory plazmowe.Ciąć za pomocą palników plazmowych można już od dawna, jednak trzeba znajdować się bardzo blisko powierzchni, którą chcemy przeciąć. W grze, Isaac wystrzeliwuje pocisk, a nie podchodzi do nekromorfów, by powoli i metodycznie odciąć im wszystkie kończyny. Odpada też bezwiedne “wypluwanie” plazmy, jak miało to miejsce w poprzednich przykładach. Muszą to być precyzyjne wiązki.W 1956 roku Winston H. Bostick użył słowa plazmoid dla obiektu, który przez działanie pola magnetycznego skupia małe drobinki plazmy w większą całość. Ta “całość” przypominała torus, którym szczególnie interesują się matematycy. Nam wystarczy wiedzieć, że plazmoidy można zmierzyć i kształtować za pomocą silnego pola magnetycznego.Teoretycznie jest to możliwe - ukształtowanie plazmy za pomocą odpowiednio potężnego i właściwie ukierunkowanego pola magnetycznego można spróbować wystrzelić plazmoid (zrobił to sam Bostick, by symulować powstawanie galaktyk). Problem tkwi w źródle energii, dzięki któremu pocisk miałby odpowiednią siłę rażenia. Próbki stworzone przez Winstona H. Bosticka były mikroskopijnych rozmiarów i nikomu nie zrobiłyby krzywdy. Wraz z wielkością rośnie również pobór mocy, a obecnie nie dysponujemy tak wydajnymi źródłami energii.Plazma jest już wykorzystywana w górnictwie do wiercenia otworów głębinowych. Firma GA Drilling opracowała metodę wiercenia plazmowego, która jest znacznie bardziej wydajniejsza od tych tradycyjnych, z użyciem wiertła. Główną zaletą takiego rozwiązania jest możliwość ciągłej pracy. Nie trzeba wymieniać wiertła, a dodatkowo otwór ma cały czas stałą średnicę.W serii Fallout używana jest broń oparta na technologii zarówno plazmowej, jak i laserowej, jednak zawsze ciekawiło mnie, o co chodzi z tym karabinem Gaussa. Broń została wprowadzona w 2 części gry i przez lata, obok Pip-Boy’ów czy pancerzy wspomaganych, stała się jedną z ikon całego uniwersum. Karabin używa amunicji 2 mm EC, która w świecie gry jest bardzo rzadka, dlatego na taką broń mogą sobie pozwolić tylko ci bogatsi mieszkańcy pustkowi. Skrót “EC” oznacza “Electric Conductivity”, czyli przewodnictwo elektryczne. Doskonała, precyzyjna broń, z pomocą której powalimy większość przeciwników za pomocą dwóch, trzech strzałów. Wraz z kolejnymi częściami pukawka ewoluowała i wprowadzano do niej różne modyfikacje, takie jak celowniki optyczne i wymienne kolby.Efekt Gaussa, bądź bardziej poprawnie - magnetoopór, polega na zmianie oporu metali i półprzewodników pod wpływem pola magnetycznego. Nazwa “działo Gaussa” pochodzi od niemieckiego fizyka Carla Friedricha Gaussa, który za pomocą matematyki opisał elektromagnetyczne oddziaływania, jak i ich praktyczne zastosowanie. Możecie pamiętać również z lekcji fizyki w szkole średniej (jeśli byliście na mat-fizie) prawo Gaussa, które opisuje ten efekt dokładniej.Tu nie muszę się silić na gdybanie, jak dana broń miałaby działać w rzeczywistości, bo miotacze oparte na zjawisku Gaussa istnieją i co więcej, przy odrobinie wprawy i odpowiedniej wiedzy, sami możecie je zrobić. Urządzenie zbudowane jest z rury wykonanej z materiału słabo przewodzącego prąd elektryczny (dielektryka) i nawiniętego na nią solenoidu (jednego, bądź kilku), czyli cewki z drutu miedzianego służącej do wytworzenia jednorodnego pola magnetycznego. Dodatkowo do całego zestawu powinno być podłączonych kilka kondensatorów, które będą gromadzić energię potrzebną do wyrzucenia pocisku, a wszystko powinno być wyzwalane za pomocą przełącznika (w przypadku broni chodzi o spust). No i sam obiekt, który chcemy wystrzelić, musi być wykonany z ferromagnetyka, czyli materiału wytwarzającego wokół siebie pole magnetyczne (np.żelazo). Zatem jak to wszystko połączyć w karabin, którym będzie można ustrzelić jakiegoś mutanta?Gdy użyjemy przełącznika, następuje rozładowanie kondensatorów przez cewkę, czyli przez cały układ zacznie płynąć prąd, który wytwarza silny impuls magnetyczny “zasysający” pocisk umiejscowiony na jednym z końców całej konstrukcji i wyrzuca go poza układ z dużą prędkością. Ta zaś zależy od pojemności kondensatorów, masy pocisku i napięcia elektrycznego. Tak skonstruowana broń ma jedną zasadniczą wadę; po oddaniu jednego strzału następuje rozładowanie kondensatorów i należy je ponownie naładować. W laboratorium nie jest to dużym problemem, jednak na polu walki nie ma na to czasu. Wyzwanie stanowi też załadowanie następnego naboju, bo ten strzelec musi wprowadzić ręcznie, co przywodzi na myśl XVII wieczną muszkiety czarnoprochowe. We współczesnej broni automatycznej bądź półautomatycznej ciągłość prowadzonego ognia zapewnia siła gazów prochowych, która powoduje przygotowanie całego mechanizmu do oddania następnego strzału. W przypadku działa Gaussa żołnierz jest zmuszony robić to wszystko sam, a dodatkowo musi poczekać, aż kondensatory się naładują. W tym czasie “The Chosen One” zostałby rozszarpany na strzępy przez Szpona Śmierci. Wspomniałem wcześniej, że karabin Gaussa w Falloucie używa specjalnego rodzaju amunicji “EC”. Na szczęście, nam wystarczy pocisk stworzony z materiału ferromagnetycznego, jednak musi on dobrze pasować do lufy, nie może to być zatem jakiś skrawek metalu ze złomowiska.Napisałem wyżej, że sami możecie stworzyć taką broń. Będzie miała wszystkie ograniczenia, które opisałem w poprzednim akapicie, ale dużym dzieciom znającym się co nieco na majsterkowaniu sprawi to dużo radości. Na stronie HackedGadgets znalazłem kilka samoróbek. Nie przypominają broni znanych z gry, ale trochę serca i wolnego czasu wystarczy, abyście mogli powiesić na ścianie swój własny i, co najważniejsze, działający karabin Gaussa z Fallouta.Wraz z trzecim sezonem trzeciego roku wsparcia Rainbow Six Siege dodanych zostało dwóch nowych operatorów. Jednym z nich jest Morowa “Clash” Evans, brytyjska policjantka, której specjalizacją jest “kontrola tłumu”. W tym zadaniu pomaga jej gadżet CCES (Crowd Control Electro Shield), który razi przeciwników wiązkami elektrycznymi skutecznie spowalniając atak. Wielu graczy zaangażowanych w ten tytuł narzeka na futurystyczne gadżety niektórych operatorów. Grupa ta uważa, że wraz z dodawaniem kolejnych postaci, Ubisoft posuwa się za daleko i tworzy coraz bardziej niedorzeczne i nieprawdopodobne zabawki, co w tytule nastawionym na taktykę i “realizm” jest niedopuszczalne. Czy faktycznie ta granica została już przekroczona, a Clash i jej tarcza z piorunami są tego potwierdzeniem?Tarcze w wojsku były używane od zawsze, jednak wraz ze wzrostem popularności broni palnej zaczęły odchodzić do lamusa i częściej zdobiły ściany dworów, niż stanowiły realne wsparcie na polu walki. Teraz jednak znów wracają do łask i w formie tarcz balistycznych znajdują zastosowanie między innymi przez siły porządkowe właśnie do “kontroli tłumu”, czy jednostki specjalne policji, takie jak SWAT.Drugą kwestię stanowią wiązki energii elektrycznej wystrzeliwane z tarczy. Oczywiste skojarzenie stanowi paralizator, zarówno ten kontaktowy, jak i taser, czyli pistolet wystrzeliwujący dwie elektrody na odległość do 5 metrów. Broń razi cel wysokim napięciem przy jednocześnie niskim natężeniu powodując jego ból i paraliż. Świetnie sprawdza się ona do obalania, a nie zabijania celów żywych, co znalazło szerokie zastosowanie wśród ochroniarzy. Projektanci w Ubisoft postawili jednak na efektowność, bo w grze wyraźnie widać, że nie są to elektrody wystrzeliwane za pomocą sprężonego powietrza, a wiązki prądu elektrycznego. Jednym z możliwych wytłumaczeń jest łuk elektryczny, czyli jeden z rodzajów wyładowania elektrycznego, które występuje w gazie w warunkach normalnych (atmosferycznych). Zjawisko to zachodzi pomiędzy dwoma elektrodami, które zostały stworzone z materiału przewodzącego prąd elektryczny. Teoretycznie pasuje to do założeń Clash i jej gadżetu - na tarczy zamontowane są dwa urządzenia wytwarzają wiązkę, więc może są to po prostu elektrody? Łuk elektryczny może wystąpić tylko pomiędzy dwoma przewodnikami (elektrodami), więc musiały by mieć one długość piętnastu metrów, bo taki zasięg mają wiązki wystrzeliwane przez tarczę Clash. Zresztą samo zjawisko jest raczej negatywne i w elektronice czy elektrotechnice robi się wszystko, aby nie dopuścić do jego powstania. Podczas rozłączania styków aparatury komutacyjnej, czyli wszelkiego rodzaju włączników, przełączników, przycisków, przekaźników i styczników, może nastąpić “przeskoczenie iskry elektrycznej” (tak, chodzi o łuk elektryczny), co spali całe urządzenie.Czy Ubisoft tym razem przesadził z futuryzmem? Nie ma fizycznych podstaw, by tarcza Clash przedstawiona w takie formie, jak w tytule Ubisoftu istniała naprawdę. Jednak Rainbow Six Siege, nieważne, jak taktyczny by nie był, jest tylko grą. Zresztą istnieje całkiem prawdopodobna teoria, że gadżety kolejnych operatorów będą rozwinięciem już tych istniejących. Doskonałym przykładem jest Maestro, którego rozkładana kamera połączona z wieżyczką jest modyfikacją gadżetu innego operatora, Valkyrie. Więc pewnie już niedługo zobaczymy odpowiednik Blackbearda, który będzie posiadał kuloodoprną zasłonę montowaną na karabinie, z dodatkową termowizją. Nie, Panie Ubisofcie, proszę tego nie robić...Co z bronią do walki w zwarciu? Przecież nie raz zdarza się, że przeciwnicy w grze podchodzą zbyt blisko i nie ma już czasu na użycie broni głównej. W takich sytuacjach bohater błyskawicznie wyciąga nóż, bądź uderza oponentów kolbą broni, by szybko rozprawić się z nimi rozprawić. W serii Halo czy Mass Effect mamy ostrza energetyczne, które są zarazem lekkie i zabójcze, a dodatkowo widać je tylko, gdy się ich używa.W grach z serii Halo jest to miecz energetyczny, używany do walki w zwarciu przez rasę Sangheili. Jednak w porównaniu z Omni-Kluczem, który w serii Mass Effect był narzędziem ogólnodostępnym, mieczem energetycznym mogli posługiwać się tylko najbardziej zasłużeni spośród wojowników tej dumnej rasy. Jedyną stałą częścią broni jest zakrzywiona rękojeść, w której znajduje się źródło energii potrzebnej do wygenerowania plazmy, a także dwa generatory pola magnetycznego, potrzebne by ostrze przybierało odpowiedni kształt. Wraz z każdym udanym trafieniem ostrze stopniowo się rozładowuje.Znowu wracamy do plazmy i jej niezliczonych zastosowań. Pisałem wcześniej, że “plazmoidy” są tworami plazmo-magnetycznymi, więc teoretycznie da się ukształtować materię za pomocą pola magnetycznego. Dalej jednak ta technologia jest poza naszym zasięgiem, bo torusy stworzone przez Bosticka były bardzo małe i niestabilne. Jednak istnieje inny sposób na “prawie plazmowe” ostrze. Jednym z zastosowań tej substancji jest jej natrysk wraz z materiałem ceramicznym na różnorakie powierzchnię, przez co stają się one twardsze i odporne na szkodliwe działania środowiska. Taka technologia znalazła zastosowanie między innymi w lotnictwie, gdzie mieszaniną plazmowo-ceramiczną pokrywa się skrzydła samolotów, by nie nagrzewały się nadmiernie podczas lotu. Zatem wystarczy wykuć taki kształt ostrza, który będzie dla nas najbardziej wygodny i pokryć go taką warstwą, zapewniając mu odpornosć bliską nizniszczalności. Zatrzymajmy się na chwilę przy kształcie i samej funkcjonalności ostrza, bo to zaproponowane w serii Halo nie nadaje się do niczego, oprócz parad. Znacznie lepiej pod tym względem prezentuje się Mass Effect’owe Omni-Ostrze, z którym można normalnie funkcjonować. Jednak dalej rdzeń takiego ostrza musiałby być zrobiony z metalu. Dobrym rozwiązaniem byłyby stopy tytanu, które stosowane są w łopatkach sprężarek silników turbinowych używanych w samolotach, głównie przez swoją lekkość i ogólną wytrzymałość. Klinga powinno być składana na dwie albo trzy części (w zależności od preferencji użytkownika), jak to mam miejsce w przypadku broni Corvo Attano w Dishonored. Mechanizm z wcześniej przygotowanym ostrzem montowany by był tak, jak Omni-Klucz. Walka nim nie należałaby do najprostszych, jednak w rękach odpowiedniego użytkownika okaże się zabójcze.Na współczesnym polu walki broń biała nie jest już aż tak częstym widokiem jak kiedyś, jednak amerykańscy żołnierze armii Ranger dalej mają na swoim wyposażeniu tomahawki. Pamiętacie Medal of Honor: Warfighter? Tam, jedną z opcji wyważania zablokowanych drzwi było zniszczenie zamka właśnie za pomocą tomahawka. Dodatkowo, nasz bohater do walki wręcz zamiast noża używał toporka.Zatem co z tą futurystyczną bronią w grach? Mocarstwa na całym świecie ciągle szukają nowych metod na rozbudowę swoich arsenału po to, by być o jeden krok przed potencjalnym wrogiem. Broń hipersoniczna i działa kinetyczne przechodzą już testy, by za kilka lat wejść do użytku i czekać na “coś większego”. Wykorzystanie plazmy do zasilania broni, tak jak przedstawiają to gry, prawdopodobnie nigdy nie będzie dla nas osiągalne. Jednak czy przez to źle masakruje się demony w Doomie, bądź odcina kończyny w Dead Space? Regularnie wracam do obu serii (w przypadku Dooma jest to trzecia część) i mimo tego, co napisałem wyżej, nie czuję się oszukany przez twórców. Szczególnie dotyczy to Rainbow Six Siege, gdzie doskonale strzela się “główki” i używa wszystkich operatorów. A że można strzelać w niej piorunami z tarczy, cóż, to tylko gra.