Kim jest, a właściwie był główny bohater? Dlaczego go zamknięto i co oznacza jego ucieczka? Jakie są prawdziwe intencje gościa z króliczą maską? Kto stworzył to więzienie? Kim są ci wszyscy charakterystyczni strażnicy? I czy ta ścieżka dźwiękowa może być jeszcze lepsza? Furi szczędzi graczom odpowiedzi. Rozwiązanie będzie nie mniej enigmatyczne od rozpoczęcia. Jak w wielu kultowych anime, chodzi o to, by skupić na wrażeniu tymczasowym – unikalnej mieszance klimatu, dźwięku i obrazu. Być jak gąbka.A w dodatku wykazać się diabelską wręcz zręcznością. W swoim systemie walki Furi zamyka aż dwa gatunki. Gdy trzymamy dystans od przeciwnika, gramy tak naprawdę w arcade’ową strzelankę na dwie gałki analogowe (jak Geometry Wars). Ale jeśli nas dogoni, wszystko zamienia się w uproszczoną wersję jakiegoś slashera z kataną w roli głównej, bazującą głównie na naszym refleksie. Wymierzone blokowanie to jedyny sposób odzyskania odrobiny energii. Takie połączenie sprawdza się w ruchu o wiele lepiej, niż moglibyście sobie wyobrazić.Naprawdę trudno mi sobie przypomnieć, czy od czasów Shadow of the Colossus grałem w równie charakterystyczną produkcję, która składała się wyłącznie z bossów. A skoro „trudno”, to najprawdopodobniej nie. Dlatego Furi zdobywa piękne wyróżnienie. Krucjata Nieznajomego jest prosta – od walki do walki prowadzą wyłącznie krótkie korytarze, które mają szkicować fabularne tło. Właściwie aż byłem zdziwiony, że ktoś każe mi podczas nich kontrolować postać. Jak się okazało, nie każe, bo jednym klawiszem można przełączyć się na autopilota i delektować piękną muzyką. Jej przykład znajdziecie po lewej.Poszczególne starcia były zaplanowane z wielkim przywiązaniem do detali, dzięki którym pozostają w głowie na długo. Ekipa tutejszych bossów spokojnie mogłaby pojawić się w którymś ze starszych Metal Gear Solid. Kontrolujący czas dziadyga, kobieta z neonowymi skrzydłami, z którą pojedynek toczymy w przestworzach, radioaktywny świr potrafiący się klonować, niewidzialna fanatyczka elektronicznych gadżetów, honorowy rycerz – wszyscy wizualnie dopieszczeni, każdy z tym pierwiastkiem wyjątkowości, jaki sprawia, że czasem jedno przejście gry pozostawia niedosyt w środku.Uważajcie jednak, ponieważ Furi nie odda Wam swojej zawartości za nic. To bardzo wymagająca pozycja, nawet na podstawowym poziomie trudności. Zmniejszenie go po prostu zepsuje zabawę – zobaczycie wtedy może z 30% każdego przeciwnika. Nie, jedynym rozwiązaniem jest zaciśnięcie zębów i próbowanie do skutku. Walki bywają bardzo długie, ciągną się przez kilka odmiennych etapów i często dopiero po dziesięciu minutach sieczki stawiają przed najtrudniejszym momentem. Niestety, jest jeden boss, z którym zwyczajnie przegięli w Game Bakers. Zatrzymałem się tam na kilka godzin i wygrywając nie odczułem już żadnej satysfakcji.