Frostpunk - recenzja. Trochę za dużo, trochę za mało

Frostpunk - recenzja. Trochę za dużo, trochę za mało
23.04.2018 12:08
Frostpunk - recenzja. Trochę za dużo, trochę za mało

Survivalowo-strategiczna gra 11 bit jest znacznie mniej interesująca, niż mogliście oczekiwać.

Dość szybko po rozpoczęciu rozgrywki we Frostpunka stajemy przed jedną z kluczowych dla jej przebiegu decyzji. Czy w prowadzonym przez siebie mieście zezwolić na to, by do pracy zatrudniane były dzieci? Wyboru dokonuje się tu na przypominającym japońskie gry RPG drzewku rozwoju.

Platformy: PC

Producent:  11bit Studios

Wydawca: 11bit Studios

Wersja PL: Tak

Data premiery: 24.04.2018

Wymagania: Windows 7 - 10,  2-rdzeniowy 3,2 GHz, 4 GB RAM, GeForce GTX 660/AMD R7 370

Grę do recenzji udostępnił wydawca. Obrazki pochodzą od redakcji.

Kliknąłem, że tak, zgadzam się, a jedyną konsekwencją tej decyzji było to, że nagle miałem więcej ludzików do przydzielania w poszczególnych budynkach czy przy złożach surowców. Nie odczułem żadnych związanych z tym emocji, nieszczególnie mnie to obeszło, ot parę cyferek wyglądało nagle lepiej. Podobnie czułem się podczas całej mojej przygody z nową grą 11 bit studios.Najgłośniejsze dotychczasowe gry tego developera cechowały się tym i było to ich największą siłą, że odwracając znane nam schematy potrafiły stworzyć coś nowego, fascynującego, pomysłowego. Anomaly: Warzone Earth było wariacją na temat tower defense, tylko w drugą stronę. This War of Mine to niemal The Sims, tylko że z ciągłą depresją i realną walką o przetrwanie, która w każdej chwili mogła się zakończyć tragicznie. A Frostpunk? Frostpunk to po prostu gra o budowaniu miasta.Nieszczególnie oryginalna czy pomysłowa, wszystko to widzieliście już gdzie indziej. Survivalowe zacięcie, tak podkreślane w kampanii marketingowej, to lekkie oszustwo. Przynajmniej na normalnym poziomie trudności, na którym grałem, trzeba się tu bardzo postarać, żeby znaleźć się w sytuacji realnego zagrożenia porażką. Trochę jakby twórcy bali się, że skoro jedna sesja z grą trwa tu i kilkanaście godzin, to pozwolenie na jej niepomyślne zakończenie w połowie bardziej odbiorcę zirytuje niż zachęci do spróbowania raz jeszcze, inaczej.Więc mamy tu do czynienia z taką postapokaliptyczną wariacją na temat Settlersów, gdzie budujemy drogi, stawiamy kolejne budyneczki i podziwiamy, jak rozrasta się nasza osada. Niczym się specjalnie nie stresujemy ani nie przejmujemy, przez większość czasu mamy pełną kontrolę nad tym, co się dzieje. Nie angażuje nas też w żaden sposób szczątkowa fabuła, która chociaż otwiera się bardzo ładnie zrealizowanym intrem, to ostatecznie sprowadza się do "nastała zima, przeżyjcie, do roboty!".Wygląda to ładnie i gra się przyjemnie, gra jest też pełna takich małych pętli, charakterystycznych dla tego typu produkcji. “O, zaraz dostanę możliwość zbudowania czegoś nowego, to jeszcze tylko to”. “O, za chwilę będę mógł zwiększyć moc ogrzewającego miasto pieca, to tylko jeszcze zobaczę efekt”.Łatwo się przez to złapać na zasiedzeniu się z Frostpunkiem do 3 w nocy. Ale kiedy taką sesję w końcu przerwiemy, to niespecjalnie jesteśmy w stanie powiedzieć, co nas przy tej grze trzymało. Nie ma w niej niczego szczególnie ciekawego, żadnego wyzwania, intrygujących problemów, które musimy rozwiązywać, jakiegoś nowego spojrzenia na gatunek.Nie pomaga tu, że jest to gra, która bardzo powoli się rozwija. Frostpunk jest jednocześnie produkcją całkowicie typową dla swojego gatunku, ale przy tym wyjaśnienie graczowi, o co tu tak naprawdę chodzi, zajmuje jej zadziwiająco dużo czasu. Obraz dopełnia fatalnie zrobiony samouczek, sprowadzający się do encyklopedycznych stron tekstu, podających czasami za dużo informacji, a czasami za mało.Spędziłem dobre kilkanaście sekund patrząc się w obrazek, na którym były pokazane dwa budynki - jeden postawiony “dobrze” (pod nim zielone podświetlenie), drugi “źle” (pod nim czerwone) - żeby zrozumieć, jaka jest między nimi różnica. Przecież oba obrazki wyglądały identyczne! Aż w końcu dotarło do mnie, że ta ilustracja nie pokazuje różnicy między dobrym a złym postawieniem budynku, a jedynie informuje, że “zielone” znaczy “dobrze”, a “czerwone” - “źle”.Wiele czasu mija również, zanim przyzwyczaimy się do interfejsu gry. Niektóre z decyzji podjętych przy jego projektowaniu są zadziwiające. Czemu jedne okna zamyka się naciskając krzyżyk w prawym górnym rogu, inne naciskając czerwony przycisk “zamknij”, a jeszcze inne w ogóle nie mają żadnego przycisku i żeby je schować trzeba kliknąć poza oknem? Czemu informacja na temat liczby chorych mieszkańców miasta jest inna na ekranie głównym, a inna na zawierającym wszystkie informacje na temat osady ekranie ekonomii? Przez całą grę nigdy nie wiedziałem, ilu tak naprawdę mam tych chorych.Mylące czy wprost wprowadzające w błąd są również niektóre komunikaty, wyświetlane graczowi. Budując tartak, który - co wydawałoby się oczywiste - musi się znajdować w okolicy drzew, dostałem mylące ostrzeżenie, że postawienie go w tym miejscu “zniszczy ten surowiec”. Oczywiście było zgoła przeciwnie, o czym przekonałem się po ustawieniu go dalej - surowiec nie będzie “zniszczony”, tylko będzie “zbierany”, dokładnie tak, jak bym się spodziewał i czego przecież oczekuję.Kiedy jednak w końcu po dobrych 2-3 godzinach zrozumiemy, o co tej grze chodzi i czego od nas oczekuje, można znaleźć w rozgrywce pewną satysfakcję. Wynikającą głównie z tego, że Frostpunk wygląda bardzo ładnie i przyjemnie patrzy się na rozrastającą się, pracującą osadę.Nawet jeżeli podejmowane przez nas decyzje nie są trudne, to w ramach wspomnianego “drzewka rozwoju”, w którym podpisujemy kolejne dekrety prawne, możemy ukształtować coś w rodzaju własnego ustroju (chociaż tutaj z kolei wybór jest często iluzoryczny, jak na pewnym etapie gry musiałem wybrać, w jaki sposób podnieść morale mieszkańców - czy stawiając na porządek i dyscyplinę, czy wiarę i duchowość - miałem wrażenie, że wybieram między faszyzmem a faszyzmem). Więc jakoś się do tego naszego miasteczka przywiązujemy.I chcemy do niego wracać, trochę poklikać, trochę pobudować. Powysyłać w świat zwiadowców, sprowadzających do naszego miasta dodatkowe zasoby czy mieszkańców oraz pozwalający od czasu do czasu dokonać jakiegoś wyboru w sekwencjach “fabularnych”. Ale nie mamy żadnych szczególnych emocji z tym związanych. Gra bombarduje nas informacjami o naszej niby desperackiej walce o przeżycie, ale nie widać jej w samej raczej spokojnej i przewidywalnej rozgrywce.Zdaje się stawiać przed nami ciężkie wybory moralne, ale ich konsekwencje są tak mało odczuwalne, że niespecjalnie da się nimi przejąć.Koniec końców pozostaje wrażenie, że 11 bit studios chciało zrobić dwie gry naraz, przez co ani jednej nie zrobili dobrze. Na intymną opowieść o przetrwaniu i koniecznym do niego poświęceniu gra ma zbyt dużą skalę. Jesteśmy od pojedynczych mieszkańców na tyle oddaleni, że ciężko ich traktować inaczej niż jako statystykę. Ale ta skala nie jest z kolei na tyle duża, by gra sprawdzała się jako ciekawa, stawiająca przez graczem intrygujące wybory strategia.Przez to Frostpunk tkwi w rozkroku pomiędzy This War of Mine a Sim City, nie potrafiąc znaleźć jakiegoś własnego, oryginalnego głosu. Zamiast jakoś twórczo rozwijać gatunkowe pomysły i schematy, jedynie je upraszcza, by jakoś dało się te dwa światy połączyć. Potrafi wciągnąć i wygląda bardzo ładnie, to mu trzeba oddać, ale ostatecznie jest po prostu nudny.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (29)