For Honor chodzi w innej wadze. Nawet wybierając najzwinniejszych z tuzina wojowników i wojowniczek, trzeba pogodzić się ze sporym bezwładem sterowania mniej lub bardziej opancerzoną postacią i mocno odczuwalnym ciężarem żelastwa, którym wywija. Każdy szlag kosztuje oczywiście część paska wytrzymałości, więc nie ma głupszej strategii niż próba spamowania ciosami bez ładu i składu.Niestety, For Honor jest kiepskim nauczycielem. Samouczki uczą jedynie podstaw, nie próbując nawet tłumaczyć strategii i zastosowań poszczególnych ciosów danej postaci. Te możemy obejrzeć sobie na malutkich, pozbawionych głosu filmikach. Gdzie w tym sens, by gracz własnoręcznie musiał odbębniać tutorial z gatunku "masz cios słaby i cios silny, gdy miecz trzymasz z prawej strony, blokujesz ataki z niej nadchodzące", a dużo ważniejsze dla frajdy z gry (bo i dla przetrwania na polu bitwy) strategie jedynie oglądał?JTNDZGl2JTIwc3R5bGUlM0QlMjdwb3NpdGlvbiUzQXJlbGF0aXZlJTNCcGFkZGluZy1ib3R0b20lM0E1NyUyNSUyNyUzRSUzQ2lmcmFtZSUyMHNyYyUzRCUyN2h0dHBzJTNBJTJGJTJGZ2Z5Y2F0LmNvbSUyRmlmciUyRkVsYXRlZFNlY3JldEFmZmVucGluc2NoZXIlMjclMjBmcmFtZWJvcmRlciUzRCUyNzAlMjclMjBzY3JvbGxpbmclM0QlMjdubyUyNyUyMHdpZHRoJTNEJTI3MTAwJTI1JTI3JTIwaGVpZ2h0JTNEJTI3MTAwJTI1JTI3JTIwc3R5bGUlM0QlMjdwb3NpdGlvbiUzQWFic29sdXRlJTNCdG9wJTNBMCUzQmxlZnQlM0EwJTNCJTI3JTIwYWxsb3dmdWxsc2NyZWVuJTNFJTNDJTJGaWZyYW1lJTNFJTNDJTJGZGl2JTNFTo głupie i na pewno będzie kosztowało Ubisoft kilku graczy, bo For Honor jest grą, która nie sprawia frajdy słabym. Ba, pierwsze mecze potrafią boleć, gdy przeciwnik wydaje się korzystać z jakichś tajnych kombinacji. Trzeba zebrać swoje bęcki i idące z nimi doświadczenie, by przekonać się, że tak - na pierwszy rzut oka - ubogi system szlagów z lewej, prawej i góry ma w sobie nielichą głębię. Choć rozłożoną na 12 postaci, które łączą podstawy, ale gra się nimi zupełnie inaczej. Podział na trzy frakcje nie oznacza bynajmniej, że mamy do czynienia z trzema zestawami klonów.Im szybciej, zrezygnujecie z bezpiecznego Strażnika, tym prędzej docenicie to zróżnicowanie. Choć - i tak być absolutnie powinno - opanowanie nowej postaci nie przychodzi łatwo. Zmiana wszechstronnego Strażnika, na uzbrojoną w wywołującą krwawienie włócznię Nobushi to konieczność opanowania zupełnie nowego podejścia do walki. Ba, ona ma nawet czwartą postawę. Oprócz tego, dzięki swojemu zasięgowi świetnie nadaje się do wspierania mięsa armatniego w trybie Dominacji, a w rękach sprawnego gracza nie musi bać się nikogo dzięki ruchom pozwalającym zachowywać dystans do wroga i karcić go ukłuciami wywołującymi krwawienie.Nie ona jedna modyfikuje nieco podstawy wpajane przez samouczek. Inni też potrafią mieć więcej postaw niż tylko lewo/prawo/góra. Uzbrojona w dwa krótkie miecze (i wyjątkowo upierdliwa dla wolnych postaci) Rozjemczyni gardę po wybranej stronie trzyma tylko przez chwilę. Wyczucie z której strony nadejdzie jej cios to trudna sprawa. Jeszcze trudniej wykonać na nim paradę (mocny atak w odpowiednim momencie wrogiego zamachu) będącą dla niektórych postaci podstawą do wciśnięcia własnego combosa. Paradę, której uzbrojony w kiścień Pogromca nie wykona, ale on z kolei może przejść w tryb, w którym automatycznie będzie blokował ciosy. Na drugim spektrum listy zawodników są wielkoludy - Shugoki czy Egzekutor. Sam nie umiem (jeszcze?) nimi grać, ale gdy przychodzi stanąć naprzeciw jednej z tych bestii wciąż czuję respekt. Jedno rozbicie gardy, którego nie uda się skontrować może ustawić pojedynek.Z każdą poznawaną postacią system walki w For Honor pokazuje coraz ciekawsze kolorki, dlatego szkoda, że samouczek jest tak ograniczony. Słodko-gorzką wiadomością jest fakt, że jego bardziej rozbudowaną wersją jest fabularna kampania. Ta pozwala poznać każdą z frakcji w serii krótkich misji, w których wcielimy się w kilku jej wojowników. Po części to też taka fabularna podbudówka dla każdego z bohaterów pozwalająca poznać bliżej do tej pory bezimienną postać. Scenariusz nie powala finezją, a choć autorzy próbowali dodawać do sieciowej formuły jakieś nowe elementy, to czuć po prostu, że kampania jest jedynie uzupełnieniem multiplayera, a nie wartością samą w sobie. Kupno For Honor z nastawieniem, że zaliczy się tylko ją, byłoby głupotą. Ale zagranie, by lepiej poznać bohaterów, którym jeszcze nie dało się szansy? Czemu nie. Zwłaszcza że niektórzy bossowie potrafią być znakomitymi egzaminatorami.