Cierpi oczywiście na tę samą przypadłość, co wszystkie skradanki - głupiutkich przeciwników. Ale to taki gatunek, taka konwencja. Nie da się zrobić gry o zachodzeniu wrogów od tyłu z rozgarniętymi strażnikami.
Nadrabia za to magicznymi mocami, dzięki którym możliwości zrobienia ich w konia jest bez liku.
A jak komuś się nie podoba, to może wejść z hukiem frontowymi drzwiami. Dishonored stawia na swobodę.
Paweł miał okazję pograć trochę na Gamescomie. Podobało mu się? Klik.
Piotr Bajda