Zmien skórke
Logo Polygamii

RecenzjeFIFA 17 – recenzja. FC Obietnice kontra KS Rzeczywistość

Kto wygrał?

Facebook Twitter Google Wykop

Przyznam, że po 30 godzinach z “siedemnastką” mogę wreszcie odetchnąć z ulgą. Bałem się, że jeśli okaże się podobną padaką, co zeszłoroczna edycja, seria może na dłuższy czas stracić prawa do corocznej walki o tron króla gier piłkarskich. Na szczęście EA Sports wzięło się w garść. Aczkolwiek zapowiadanej rewolucji, która miałaby wynikać z przejścia na silnik Frostbite, nie zaobserwujecie.

Platformy: PC, PS3, PS4, 360, Xbox One
Producent: EA Canada
Wydawca: EA Sports
Dystrybutor: EA Polska
Data premiery: 29.09.2016
Wymagania: Intel Core i3-2100 @3.1GHz / AMD Phenom II X4 965 @ 3.4 GHz; 8GB RAM; NVIDIA GTX 460 / AMD Radeon R7 260
Graliśmy na Xboksie One. Grę do recenzji udostępnił dystrybutor, zdjęcia pochodzą od redakcji
Frostbite

Nowego silnika bałem się najbardziej, mając w pamięci perypetie poprzedniczek, które po takich zmianach przez kilka sezonów dochodziły do siebie. Tymczasem FIFA 17 śmiga na Frostbite, jakby nic się nie zmieniło. Wygląda trochę ładniej (oświetlenie, lepsze rysy twarzy piłkarzy), ale nie na tyle, by padać na kolana. Rusza się podobnie. Chociażby po cieszynkach widać, że masę animacji zaimportowano bez problemu. Pewnie, że doszły nowe, mocniej obrazujące fizyczne starcia przy przepychaniu się do główki w polu karnym czy zastawiania piłki ciałem, jednak o nowym poziomie oprawy absolutnie mówić nie możemy. Najbardziej cieszą mnie dwie rzeczy – mecz ze zwykłej kamery wygląda nieco ładniej, bo na ekranie widać więcej detali.

W rzeczywistości bardzo przydatne. W grze...

No i fakt, o którym już wspomniałem – przejście na nowy silnik odbyło się bezboleśnie. Detekcja kolizji nie wzbudza co chwilę salw śmiechu, jak to bywało drzewiej. Jest za to do bólu konsekwentna, co oznacza na przykład spore ryzyko karnego, gdy bezmyślnie będziemy próbować powstrzymać przeciwnika pod bramką. Nie trzeba robić mu dwiema nogami “sanek” czy wpadać na pełn…ym turbie. Wystarczy, że trącimy mu stopę, by sędzia użył gwizdka i wyciągnął kartkę ze swojej klatki piersiowej (kieszeni brak).

NOALEJAK! NOALEZACO! Powtórki wyjaśnią sprawę. I tylko czasem zobaczymy na nich obrońcę robiącego “wślizg” głową, zawodników, którzy tak mocno się przepychali, że gra postanowiła połączyć ich na dłużej, czy grupowe wywrotki na leżącym piłkarzu. To chyba nigdy nie zniknie.

Detekcja kolizji nie wzbudza co chwilę salw śmiechu.

@mralexhunter

Do silnika będę musiał jeszcze niestety wrócić, ale teraz przyjrzyjmy się młodemu dzieciakowi z londyńskiego Clapham. Nie ma jeszcze 10 lat, a podchodzi do karnego, który zdecyduje o wyniku dzielnicowego turnieju. To Alex Hunter i za jakiś czas będzie o nim głośno. Idę o zakład, że wielu z Was wciąż zastanawia się, czym jest fabularny tryb Droga do Sławy. Wyjaśnię więc, że moim zdaniem jest najciekawszym samouczkiem, jaki widziałem w grze piłkarskiej. Zaskoczenie?

Ciągle te same pytania

Mimo szczerych chęci trudno mi traktować opowieść o Hunterze w kategoriach filmowych czy serialowych. To nie ta liga scenariusza i postaci. Oba elementy nadają się na umilenie czasu z grą, ale EA nie pozwoliło im zdominować samej rozgrywki. W skórze Aleksa rozegramy jeden sezon, w którym z odrzutka akademii piłkarskiej będzie miał szansę wskoczyć na szczyt angielskich rozgrywek. Nie tylko ligi, bo w historii rodziny Hunterów tkwi cierń w kształcie pucharu za wygranie FA Cup, ale Hunter może trafić tylko do ligi angielskiej. I od razu coś Wam doradzę – gdy pojawi się możliwość, nie bójcie się wybrać waszego ulubionego klubu. Sam początkowo stwierdziłem, że może najpierw pójdę do bijącego się o utrzymanie Watford, by rozwinąć piłkarza i nie zaniżać potem poziomu w Liverpoolu. Ale… Jeden sezon. Tyle daje Wam Droga do sławy. Nie ma żadnego “potem”.

Hunter jest piłkarzem ofensywnym. Nie zrobimy z niego bramkarza czy obrońcy, zawsze będzie w środku akcji.

Hunter jest piłkarzem ofensywnym. Nie zrobimy z niego bramkarza czy obrońcy, zawsze będzie w środku akcji. Trenerzy rzucali mojego ofensywnego pomocnika i po skrzydłach, i po napadzie. Zresztą jedynym momentem, gdy moja ocena meczowa spadała za granie nie na swojej pozycji, były zbyt głębokie powroty na swoją połowę. W przodzie można robić, co się chce. I tak system oceniania gracza jest dość prymitywny – karze za ryzykowne podania, nagradza za Dariuszowe “ty do mnie, ja do ciebie”. Chcąc zadowolić trenera, trzeba strzelać i asystować – to podnosi notę tak jak powinno. To jedyna droga, by wywalczyć sobie miejsce najpierw na ławce klubu, potem w rezerwach, a potem…

Cóż, jeśli patrzeć na Drogę do sławy jak na coś więcej niż samouczek, niekonsekwencje będą razić w oczy. W klubie (niezależnie od tego, jaki wybierzemy) zawsze spotkamy dwójkę tych samych, nieprawdziwych piłkarzy i kierownika drużyny – oni będą łącznikiem między Hunterem, a prawdziwym światem Premier League. Podrzucą kilka banałów o konieczności ciężkiej pracy, pożartują, gdy prawdziwi piłkarze będą stać w tle itp. Są też momenty, w których scenariusz kompletnie ignoruje poczynania gracza. Po kapitalnym debiucie i dwóch bramkach w kolejnym meczu na zagranicznym tournée, w trzecim spotkaniu i tak usiadłem na ławie. Nie chcę zdradzać fabułki, ale to, co dzieje się później, a raczej to kogo Hunter sam sadza na ławie, dla fana Premier League jest trudne do przełknięcia. Tak jak fakt, że wspomniani wyżej dwaj zmyśleni piłkarze też grają częściej niż dużo lepsi od nich.

Cześć, jestem w drużynie tygodnia FUT

Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś liczył tu na więcej, ale mi przymykanie oczu na te zagrywki przychodziło dość łatwo. Od lat domagam się lepszego traktowania samotników w grach sportowych. Archaiczne tryby kariery ignoruję już kompletnie (jest też w FIFA 17, Alex Hunter go nie zjadł), a w Drodze do sławy widzę potencjał na więcej. Najbardziej żałuję, że rozgrywka w tym trybie jest tak zwyczajna. Mecz, trening, mecz, może jakaś scenka, może wywiad, w którym znów padną te same pytania i będę mógł przypodobać się albo kibicom, albo trenerowi, co i tak nie ma żadnego znaczenia.

Sam widziałbym tu raczej krótkie scenariusze do rozegrania niż całe spotkania (można grać zarówno samym Hunterem, jak i całą drużyną). Hunter, Zlatan założył się z naszym prezesem, że nie strzelisz hattricka, zrób to. Hunter, Hazard objeżdża Hendersona jak pachołka, wejdź za niego i miń Belga dryblingiem 5 razy. Hunter, w finale pucharu mamy karne. Coutinho się rozsypał – wiem, że boli cię noga, ale chcę żebyś wszedł i strzelił. A dla fanów polskiej piłki z lat 90.  – Hunter, oni chcą się utrzymać i dają nam dużo kasy. Będziesz sprawiał problemy? To tylko garstka scenariuszy, które przychodzą mi do głowy. Spokojnie, Alex doczeka się swojego arcyrywala, ale gdy już podogadują sobie w tunelu i zacznie się mecz, wszystko przestanie mieć znaczenie.

Natomiast jako samouczek Droga do sławy spisuje się kapitalnie. Każe trenować, bo choć można włączyć symulację treningów, to efekty bywają losowe i może się okazać, że z pewniaka do pierwszego składu, spadniemy na głęboką ławę. W miarę upływu czasu możemy wybierać Hunterowi umiejętności, dzięki czemu stopniowo na boisku pozwalamy sobie na więcej. Początkowo wychodzą tylko proste podania i strzały. Pod koniec, Alex jest tornadem, które może pojawić się w dowolnym miejscu boiska, by robić tam niesamowite rzeczy. Dzięki zróżnicowanym treningom gracz uczy się podstaw, by potem wykorzystywać je w praktyce podczas meczu. A dzięki dodatkowej motywacji, jaką jest rozwój fabuły, nie zauważa, że tak naprawdę chodzi do szkoły.

Nowy tryb na plus. Ale mnóstwo potencjału leży niewykorzystane.

Jako samouczek Droga do sławy spisuje się kapitalnie

Rzut zniewolony
Kibice śpiewają ostro, ale wyglądają...

To samo mogę powiedzieć o nowym systemie wykonywania stałych fragmentów gry. W karnych bardzo mi się podoba. Koniec z wciśnięciem prawego bumpera i wymierzaniem od lat tej samej siły, by posłać piłkę w okienko. Różnica między farfoclem na ulubionej przez bramkarzy wysokości, a petardą w okienko jest malutka. Trzeba uczyć się strzelania od nowa. Nie wiem tylko, co miałoby tu zmieniać przestawienie punktu startowego nabiegu piłkarza.

W przypadku rzutów rożnych jestem na nie. Zamiast tradycyjnego wybicia, wskazujemy teraz celownikiem miejsce w polu karnym, gdzie chcielibyśmy dostarczyć piłkę. Efekt jest równie losowy, co frustrujący i nie wiem, czemu ma służyć. Bo faktycznie – bramki z rogów padały często, ale teraz nie padają prawie wcale. Mimo że same strzały główką EA wzmocniło chyba do przesady – wysoki, dobrze obsłużony dośrodkowaniem z gry napastnik śle w stronę bramkarza petardy. Jeden plusik dla “nowych” rogów to ułatwienie dogrywania z nich piłki do strzelca czekającego przed polem karnym.

Gorzej, że “celowniczek” włącza się też przy rzutach wolnych z dalszych odległości. Pewnie chodzi o ułatwienie dośrodkowań, ale tradycjonalistom podpowiem, że wystarczy kliknąć lewą gałkę, by wrócić do normalności. Przy rogach tak się nie da.

Halo, halo, Darku!

Nie da się też na dłuższą metę słuchać polskiego komentarza. EA znowu chwaliło się tym, ile linijek duet Szpakowski-Laskowski nie nagrał, ale co z tego skoro każde uderzenie mijające bramkę na wysokości kolan bramkarza było ponoć strzałem panu Bogu w okno czy straszeniem gołębi na stadionie? Komentarz jest absurdalnie niedokładny i jeszcze bardziej spóźniony. Panowie potrafią w 58. minucie zastanawiać się, czy jakiś piłkarz wyjdzie na drugą połowę meczu. Doceniam, że dla Szpakowskiego Baines – kapitan Evertonu, nie jest już Bainezem w mianowniku, ale staje się Bainezem, gdy jest celem podania. Liczba przekręcanych nazwisk woła o pomstę do nieba od tylu lat.

Liczba przekręcanych nazwisk woła o pomstę do nieba od tylu lat.

I to raczej nie jest kwestia “zostawmy, jak jest, to część kolorytu gry”, bo mam wrażenie, że z “siedemnastki” wyleciała spora część bawiących do łez komentarzy i porównań pana Szpakowskiego. Gdzie moja “mucha co wolno leciała”? Zamiast tego panowie na początku meczu omawiają formacje drużyn (te same, zawsze tak samo), potem dorzucają te same ciekawostki o stadionie, a potem wchodzą w mecz i mylą fakty. U kresu trybu Droga do sławy, w finale FA Cup, usłyszałem, że warto strzelać więcej bramek, bo ich bilans może mieć wpływ na miejsce w tych rozgrywkach. Nie dośc, że komentatorzy oglądają inny mecz, to rola Laskowskiego sprowadza się głównie do powtarzania po “wodzu”. Gdy pierwszy powie, że trener szykuje zmiany, on dorzuci, że zawodnicy już się rozgrzewają… Ale choć ciągle się odgrażam, wciąż nie wyłączyłem komentarza. Powód? Po strzeleniu ważnego gola, chcę usłyszeć Dariusza Szpakowskiego, który chwali mnie wniebogłosy. To jest ten słodziutki moment. Szpak to dla mnie kawał kibicowskiego życia, a w grze potrafi wydrzeć się tak samo jak w rzeczywistości.

Niech wygra lepszy, tak?
FIFA

Najwyższy czas chyba skupić się już na boisku. Odwlekałem to, kierując Waszą uwagę na inne elementy, z dość prozaicznego powodu. Na boisku jest w dużej mierze po staremu. To taka FIFA 16, w której prawie wszystko działa już jak należy. Nie jest to futbol przesadnie taktyczny, niewiele dzieje się w środku pola. Dzięki arsenałowi rozmaitych podań drużyna z piłką łatwo wchodzi na połowę przeciwnika. Te z wykorzystaniem prawego bumpera nie są już tak kosmicznie mocne. Są wolniejsze, ale celniejsze. Precyzyjne podanie na dobieg pozwala naprawdę wykorzystać szybkich skrzydłowych, zagrywając im piłę hen daleko, w róg boiska.

Otoczyć wroga jest łatwo. Trudniej go ugryźć, bo dzięki nowemu silnikowi mięśnie obrońców zyskały na znaczeniu jak nigdy dotąd. Przy dośrodkowaniu nie wbiegniesz już jak w masło; raczej odbijesz się od muru. Do wytrącenia z równowagi przy strzale czy podaniu wystarczy już sama obecność przeciwnika, nie musi szarpać za koszulkę, ryzykując faul. A nawet Ronaldo, Sterling czy Neymar z piłką przy nodze stają się dużo wolniejsi. Na tyle, że nie przypominają swoich pierwowzorów.

Niestety największą ściemą FIFA 17 jest nowa generacja sztucznej inteligencji konsolowych zawodników. Nie ma jej. Jest dokładnie to samo co od lat, czyli do 30 metra wszystko fajnie, jest z kim rozgrywać piłkę, ale potem radź sobie, graczu, sam. No i można sobie radzić, wymuszając bumperem wybiegi i grając z klepki, ale mamy 2016 rok, mamy PES-a i wiemy, jak to powinno wyglądać. W ataku jeszcze pół biedy, bo wymuszając ruch na “kolegach”, da się te akcje robić. Gorzej, gdy taktyka wysokiego pressingu polega na tym, że linie pomocy i ataku przesuwają się w stronę bramki przeciwnika, ale o agresywnych próbach odbioru piłki już nikt nie myśli. Ot, podeszli wysoko i stoją.

Debiuty w FUT? Codzienność

To zresztą niezawodny sygnał, że FIFA jest z realizmem na bakier. W grze mamy dwa typy taktyki sterowanych przez konsolę drużyn. Pierwsze chcą atakować jak Barcelona, drugie wolą zastawiać drogę do bramki jak autobus z logiem Chelsea. Czyli albo atakujemy na podwójne zasieki, albo gonimy za piłką podawaną sobie przez przeciwników gdzieś z tyłu. Przy czym seria FIFA zawsze tak miała. Piękne akcje i niesamowicie efektowne gole były tu ważniejsze niż taktyczne niuanse. I dalej jest tak, że przy kapitalnym uderzeniu aż chce się oglądać te powtórki, patrzeć jak piłka przelała się przez but, a bramkarz wyciągnął się jak struna. Taki charakter tej serii – efektowność ponad wszystko. I jak jeszcze Szpakowski się wydrze…

MachinEA

FIFA 17 to oczywiście też kopalnia licencji i trybów. Nawet odpalając grę z nudów, prędko znajdziecie sobie coś, w co będziecie chcieli zagrać. Gra zresztą oczywiście znów bardzo zachęca, by nie ominąć Ultimate Team. We mnie szajba na zbieranie kart z piłkarzami już stygnie, ale zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości. Dla większości przygotowano Mistrzostwa FUT, czyli weekendowe rozgrywki, do których trzeba się najpierw zakwalifikować w codziennych turniejach. To rywalizacja podniesiona na nowy poziom i choć mnie to nie kręci, to wiem, że będa gracze, dla których będzie to jedyny tryb w FIFA 17.

Mniej zaangażowani docenią Wyzwania Budowania Składu, w których dostaniemy nagrodę za drużynę skonstruowaną według wytycznych. Powodów do kupowania kart nie braknie. A poza UT FIFA 17 wciąż ma największy wchlarz licencjonowanych lig, turniejów i trybów na jaki można liczyć. To moloch. Ma prawie wszystko, nawet więcej kobiecych reprezentacji niż rok temu. Dalej nie ma natomiast możliwości gry 2 na 2 w sieci, która wyleciała z gry kilka edycji temu. Są wirtualne kluby, ale to nie to samo.

To rywalizacja podniesiona na nowy poziom

Mucha w s...ieci

Tu zresztą dochodzę do największej łychy dziegciu. FIFA 17 w sieci, a FIFA 17 lokalnie to różne gry. W akapicie o silniku wspominałem, że będę musiał do niego wrócić. No i niestety, w sieci FIFA 17 wydaje się gubić ćwierć kroku. Nawet na najlepszym połączeniu czujesz się, jakbyś grał z lagiem. W skórze najlepszego dryblera możesz zapomnieć o robieniu z obrońców tyczek, będziesz się ruszał jak w bagnie. W skórze obrońcy musisz bać się, żeby silnik kolizji nie zaszalał. A on lubi poszaleć.

Dwóch największych beneficjentów zastawiania się w FIFA 17

Rozgrywka gubi dynamikę, gubi wyuczone tempo, zaczyna razić losowością zdarzeń. Nie zdziwię się jeśli niektórzy tego nie zauważą. Zaczną krzyczeć do wirtualnego piłkarza “co robisz, patałachu!”, zwalając na niego całą winę. Ale oni nie czytają recenzji FIF-y, tylko ją co rok kupują. Nie chodzi raczej o przedpremierowe serwery. FIFA była testowana w zamkniętej becie online, a teraz wszyscy posiadacze EA Access na Xboksie One mogą grać w sieci. Nie mam wielkich nadziei, że EA coś zrobi z faktem, że online rozgrywka jest jej własną karykaturą. Nie żeby grać się nie dało. Wybierając sobie Barcę kontra Real, obejrzycie masę prześlicznych bramek. Po prostu i tak traktowane po macoszemu w tej serii elementy taktyczne, w sieci już zupełnie tracą na znaczeniu. Pinball i do przodu!

16/17?

Chciałbym uciec od tego porównania, ale FIFA 17 to gra, którą powinna być “szestnastka”. Większość głupot poszła z ogniem nowego silnika. Wyłączcie pełne asysty, a zobaczycie, że jest tu mnóstwo frajdy z kapitalnych akcji. Szkoda, że choć EA ma tonę licencji na rozgrywki z całego świata, to potrafi odtworzyć drużyny i piłkarzy tylko wizualnie – strategie i taktyczne niuanse są poza zasięgiem tej firmy. Dlatego moim zdaniem PES 2017 jest lepszy. Ale FIFA 17 to i tak najciekawsza FIFA od lat.

ZAGRAĆ?
WARTO
4.0

5
Dodaj komentarz

Login by skomentować
5 Komentarze
0 Odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najpopularniejsza dyskusja
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sasilton
Użytkownik
Sasilton

Kto jest królem piłki w tym roku? Czy to ważne, przecież i tak wiemy która gra sprzeda się 10x lepiej.

Oskar Śniegowski
Użytkownik

FIFA bezsprzecznie. O ile przy 16 można było się kłócić i porównywać, tak w tym roku nie mam wątpliwości. To najlepsza FIFA i najlepsza piłka od lat.

misio-puchatek
Użytkownik
misio-puchatek

A ja tak patrzę na ten nagłówkowy screen. Model pucharu, który ma w podstawie czternastokąt foremny. Dwa tysiące kuźwa szesnasty rok i nie da się w scence przerywnikowej vel ‘w nagrodę’ rypnąć porządnego modelu pucharu opartego o kilkaset albo kilka tysięcy ścianek?! No błagam!
A do tego w grze nadal to parszywe oświetlenie, które z realizmem nie ma kompletnie nic wspólnego.
I to jest ten nowy silnik. Super…

Maciejunio
Użytkownik
Maciejunio

Twarze w tej Fifie wyglądają pięknie, milowy krok od EA. Kibice bez zmian, murawa delikatnie poprawiona i nareszcie będziemy mogli w pewnych przypadkach rozpoznać menedżerów przy liniach bocznych, bo ci co stali do tej pory przy ławce rezerwowych to jakieś domyślne kartony.

lastjedi84
Gość
lastjedi84

Rzetelna i dobra w czytaniu recenzja – czyli wszytko to czego można się było spodziewać po autorze. Nie jestem wielkim fanem gier sportowych ale autor zachęcił mnie na tyle abym spróbował tegorocznej edycji FIFY. Zobaczymy może i ja będę miał nowe hobby.