Hunter jest piłkarzem ofensywnym. Nie zrobimy z niego bramkarza czy obrońcy, zawsze będzie w środku akcji. Trenerzy rzucali mojego ofensywnego pomocnika i po skrzydłach, i po napadzie. Zresztą jedynym momentem, gdy moja ocena meczowa spadała za granie nie na swojej pozycji, były zbyt głębokie powroty na swoją połowę. W przodzie można robić, co się chce. I tak system oceniania gracza jest dość prymitywny - karze za ryzykowne podania, nagradza za Dariuszowe "ty do mnie, ja do ciebie". Chcąc zadowolić trenera, trzeba strzelać i asystować - to podnosi notę tak jak powinno. To jedyna droga, by wywalczyć sobie miejsce najpierw na ławce klubu, potem w rezerwach, a potem...Cóż, jeśli patrzeć na Drogę do sławy jak na coś więcej niż samouczek, niekonsekwencje będą razić w oczy. W klubie (niezależnie od tego, jaki wybierzemy) zawsze spotkamy dwójkę tych samych, nieprawdziwych piłkarzy i kierownika drużyny - oni będą łącznikiem między Hunterem, a prawdziwym światem Premier League. Podrzucą kilka banałów o konieczności ciężkiej pracy, pożartują, gdy prawdziwi piłkarze będą stać w tle itp. Są też momenty, w których scenariusz kompletnie ignoruje poczynania gracza. Po kapitalnym debiucie i dwóch bramkach w kolejnym meczu na zagranicznym tournée, w trzecim spotkaniu i tak usiadłem na ławie. Nie chcę zdradzać fabułki, ale to, co dzieje się później, a raczej to kogo Hunter sam sadza na ławie, dla fana Premier League jest trudne do przełknięcia. Tak jak fakt, że wspomniani wyżej dwaj zmyśleni piłkarze też grają częściej niż dużo lepsi od nich.Nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś liczył tu na więcej, ale mi przymykanie oczu na te zagrywki przychodziło dość łatwo. Od lat domagam się lepszego traktowania samotników w grach sportowych. Archaiczne tryby kariery ignoruję już kompletnie (jest też w FIFA 17, Alex Hunter go nie zjadł), a w Drodze do sławy widzę potencjał na więcej. Najbardziej żałuję, że rozgrywka w tym trybie jest tak zwyczajna. Mecz, trening, mecz, może jakaś scenka, może wywiad, w którym znów padną te same pytania i będę mógł przypodobać się albo kibicom, albo trenerowi, co i tak nie ma żadnego znaczenia.Sam widziałbym tu raczej krótkie scenariusze do rozegrania niż całe spotkania (można grać zarówno samym Hunterem, jak i całą drużyną). Hunter, Zlatan założył się z naszym prezesem, że nie strzelisz hattricka, zrób to. Hunter, Hazard objeżdża Hendersona jak pachołka, wejdź za niego i miń Belga dryblingiem 5 razy. Hunter, w finale pucharu mamy karne. Coutinho się rozsypał - wiem, że boli cię noga, ale chcę żebyś wszedł i strzelił. A dla fanów polskiej piłki z lat 90. - Hunter, oni chcą się utrzymać i dają nam dużo kasy. Będziesz sprawiał problemy? To tylko garstka scenariuszy, które przychodzą mi do głowy. Spokojnie, Alex doczeka się swojego arcyrywala, ale gdy już podogadują sobie w tunelu i zacznie się mecz, wszystko przestanie mieć znaczenie.Natomiast jako samouczek Droga do sławy spisuje się kapitalnie. Każe trenować, bo choć można włączyć symulację treningów, to efekty bywają losowe i może się okazać, że z pewniaka do pierwszego składu, spadniemy na głęboką ławę. W miarę upływu czasu możemy wybierać Hunterowi umiejętności, dzięki czemu stopniowo na boisku pozwalamy sobie na więcej. Początkowo wychodzą tylko proste podania i strzały. Pod koniec, Alex jest tornadem, które może pojawić się w dowolnym miejscu boiska, by robić tam niesamowite rzeczy. Dzięki zróżnicowanym treningom gracz uczy się podstaw, by potem wykorzystywać je w praktyce podczas meczu. A dzięki dodatkowej motywacji, jaką jest rozwój fabuły, nie zauważa, że tak naprawdę chodzi do szkoły.