Feudal Alloy to metroidvania stworzona przez niezależne czeskie studio Attu Games, w której poznajemy średniowieczną krainę zamieszkaną przez robotopodobne istoty. Ze zwiastuna, który widziałam jakiś czas temu, zapowiadała się na wciągającą, ale wymagającą produkcję osadzoną w oryginalnych realiach. Niestety, mimo zastosowania kilku ciekawych rozwiązań, tytuł okazał się co najwyżej średni.Nawet komiksowa, staranna grafika nie pomaga w odbiorze, ponieważ początkowe zauroczenie szybko mija. Zauważalna staje się monotonia lokacji, mało zróżnicowane elementy wyposażenia i, przede wszystkim, niewielka liczba rodzajów wrogów. A przecież można było nieco zaszaleć, pomyślcie tylko – głowa to akwarium, a cała reszta jest jak koszmar zegarmistrza, pozornie przypadkowe elementy zbite razem, latające, pełzające lub sadzące długie kroki na pokracznych kończynach. Ileż tu można było ciekawych istot wymyślić, dziwacznych mechanicznych konstrukcji rodem z Machinarium Amanity albo industrialnych wnętrz.Sam układ pomieszczeń jest ciekawie zapętlony, łazimy we wszystkie strony, odblokowujemy drzwi, windy i sekretne pomieszczenia. Ale po paru godzinach nawet to zaczyna nużyć. Daleko, oj, daleko tej produkcji do Ori and the Blind Forest, w którym każda plansza to była uczta dla oczu (która zaraz zmieniała się w koszmar dla palców).A historia świata? Motyw głównego bohatera? Zapomnijcie o czymś takim. Bandyci napadają na wioskę głównego bohatera i zabierają z niej drogocenny olej. Attu chwyta rękojeść starego miecza i wyrusza ich śladem. Po drodze napotyka kilku bossów – całkiem fajnie zaprojektowanych, żeby nie było – i zbiera drogocenności, które ci po drodze zgubili. Jego celem jest dotarcie do siedziby bandytów i zabranie całego skradzionego oleju. Koniec.