Nie wiem, co tu robię, ani kim jestem. Gdzieś z tyłu głowy kołacze się słowo "Fe", czuję że jest ważne, więc zakładam, że to moje imię. Rozglądam się po tajemniczym lesie jak ze snu i instynkt każe mi podążać za pierwszą żywą istotą, którą zauważam.W Fe nie mamy zbyt wielu podpowiedzi. Nieliczne teksty oferują minimum informacji o tym, jak poruszać się po świecie. Reszta należy do nas – musimy zdać się na instynkt. Na szczęście, nie jest to trudne, bo wystarczy znaleźć dobry punkt obserwacyjny i rozejrzeć się po okolicy. Po jakimś czasie zaprzyjaźniamy się z ptaszkiem przypominającym kolibra, który pełni rolę naszego przewodnika. Minimalizm i prostota to pierwsze, co wyróżnia tę grę. I najważniejsza zasada – w przyjaźni istotne jest, by mówić tym samym językiem.Z początku byłam zagubiona – każde stworzenie mówiło inaczej. Jedne ćwierkały i świergotały, sowy nie chciały mnie przewozić na swym grzbiecie, a wodnym stworom nie podobało się moje powarkiwanie. Wielkie kwiaty, które mogły pomóc mi wzbić się na niedostępne skały, zwijały swe płatki, pełne nieufności. Inne istoty piszczały lub wydawały dźwięki na granicy gulgotania. Ale szybko zorientowałam się, że to tylko różne rodzaje mowy i jeśli się ich nauczę, otworzą się przede mną nowe ścieżki.Kraina składa się z kilku lokacji, różniących się kolorystyką i klimatem, od zimowych po wodne i leśne. Każda z lokacji ma potężnego opiekuna, który mógłby nauczyć nas swej mowy. Problem polega na tym, że popadli oni w nie lada tarapaty, a celem Fe jest uwolnić ich spod wpływu mrocznych istot.