Na szybko (ba-dum!) przypominam, czym są pozycje z serii Fast, gdyż - jak sądzę - wielu świeżych użytkowników Switcha nie miało nigdy kontaktu z Wii U. To wyścigi antygrawitacyjnych bolidów. Ot, taka wariacja zdecydowanie bardziej rozpoznawalnego u nas WipEouta. Prędkości, jakie osiągamy w pierwszym lepszym wyścigu, nawet bez znajomości trasy, zawstydziłyby na luzie filmową ekipę Vina Diesela. Unikalnym elementem twórczości Shin'en jest "fazowanie". Sami zmieniamy kolor dopalaczy pojazdu (pomarańczowy lub niebieski - i na tym poprzestańmy, kochane Czytelniczki), by dopasować go do przyspieszających pól na torze. A kolorowe kuleczki rozrzucone na każdym zakręcie magazynują nam własne "nitro", czyli jedyną alternatywę broni z serii należącej do Sony. Jest ultraszybko, futurystycznie, trasy powodują mdłości, a płynność zabawy wzbudza zazdrość Ubisoftu. Oto którykolwiek Fast w pigułce."Remiks" w tytule sugeruje, byśmy jedną ze startowych produkcji na Switcha postrzegali jako remaster. Całości bliżej niemniej do quasi-kontynuacji. Ciągnąc dalej porównania do WipEouta - kontynuacji na poziomie WipEouta HD, który "pożyczał" sobie mięsko z gier na PSP, gotując z niego prawie świeży wywar. Owszem, w RMX jest cała zawartość wcześniejszego NEO (dziesięć bolidów, szesnaście torów), lecz oprócz tego i rzeczy z DLC, i zupełnie nowe elementy. Przy liczbach, jakie proponuje remiks, oryginał kuli się zawstydzony w kącie. Kampanię trochę przewartościowano i bam - miast czterech turniejów z czteroma trasami w każdym dostajemy dziesięć (!) zgrabniejszych, trójetapowych. Nowe tory pomysłowością często niszczą dawny wachlarz. Osobiście świeżości widzę tutaj na tyle, by nie pozbawiać Fasta werdyktu liczbowego pod koniec recenzji, jak to zazwyczaj robimy z remasterami.Pragnę przypomnieć, iż samodzielna przygoda do najłatwiejszyć nie należy. Już ostatnie pucharki na podstawowym poziomie (zarówno trudności, jak i prędkości, zgodnie z duchem gatunku) okazują się niemożliwe do wygrania z podstawowym garażem. Musiałem zadziałać niezgodnie z naturą, wskoczyć na chwilę w następną klasę, wygrać kilka potężniejszych maszyn i wrócić, by "wyzłotkować" całą siatkę wydarzeń. Lecz od początku zabawy czułem, że Shin'en konkretnie przysiadło do wybalansowania wcześniejszej przypadkowości rozgrywki. Jest lżej w stosunku do pierwowzoru - rzadziej walimy w krawędzie trasy z fatalnym skutkiem, a dopalaczowe kuleczki zbieramy z większej odległości - ale i sprawiedliwiej. Wygrana bywa niełatwa. Ale nigdy niezasłużona.Akcja w pojedynkę, choć satysfakcjonująca, ma swoje limity. Kampania nadal poza te swoje pachnące starą szkołą turnieje nie wychodzi. W oczekiwaniu na darmową łatkę z czasówkami można spróbować sił w szalenie hardkorowym trybie Hero, gdzie pasek przyspieszenia jest jednocześnie paskiem wytrzymałości bolidu (uwaga, hazard, być szybkim kosztem bezpieczeństwa czy zabezpieczonym kosztem prędkości, trzymać dzieci z dala od złych bodźców!). Polecam to zostawić na magiczny moment po uciułaniu dumnego dopisku "100%" przy mistrzostwach. Jeżeli ryzykowna natura Fastowego bohaterstwa Wam nie leży, niewiele stracicie, uderzając od razu w zabawę wieloosobową.Przez sieć jest - na razie - tak sobie. Wszystko łączy i działa, a chętnych do szybkiego antygrawitacyjnego "ziuum" nie brakuje. Ale modele przeciwników zaliczają często ataki epilepsji, co strasznie dekoncentruje na torze. Wraz ze wspomnianą łatką dojdzie możliwość ustawiania wydarzeń w gronie switchowych znajomków. A tych, wbrew pozorom, w Polsce nie brakuje, więc wspólnie wyczekujemy tego chwalebnego momentu, by udowodnić swoje umiejętności nieprzypadkowym osobom. I cisnąć się w mediach społecznościowych, jak na wieczne dzieci przystało. Na razie tryb internetowy traktuję nadal jak ciekawostkę.