Bezwietrzny dzień, bezchmurne niebo, promienie słońca wypalają czerwoną skałę. Powoli zjeżdżamy z międzystanowej autostrady numer 163 i kierujemy się na południe, w kierunku majaczących na horyzoncie mas skalnych. Ciszę pustyni wypełnia jedynie potężny bas zamontowanej w naszym pickupie rzędowej V8, i radio, z którego głośników płyną dźwięki "Sweet Rock'n'Roll”. Wokół nas faluje gorące powietrze, po twarzy i plecach spływają cienkie strużki potu. Przecieramy znużone wielogodzinną jazdą oczy, ale nie wypuszczamy z rąk kierownicy. Mijamy jeszcze jedną grań skalną i patrzymy na wielotysięczne obozowisko, zbieraninę ludzi rożnych kultur i wykonywanych zawodów. Ludzi, których łączy jedno, pasja do ścigania się w pyle i kurzu pustyni. Tak wita nas Monument Valley, Dolina Skał.