Oczywiście ja mogę zrobić to samo, bo gra oferuje bardzo dużą swobodę poruszania się, tak zwanych sześć stopni swobody. Dzięki temu możemy „strafe’ować”, lecieć w górę, w dół i tak dalej. Opanowanie tego to spora sztuka, ale kiedy już załapiemy o co chodzi, naprawdę można wykonywać manewry jak Starbuck czy Apollo w swoich maszynach. A tymczasem znowu zginąłem, pora zatem na podejście czwarte.A potem piąte. I szóste, i siódme, i dziesiąte, i dwudzieste. I co ciekawe, każde jest trochę inne i za każdym razem chce się polecieć jeszcze raz. Piszę to ja, człowiek nieznoszący powtarzalności w grach. Jeszcze jeden sektor, jeszcze jedna skała do zebrania surowców.Skoro już przy surowcach jesteśmy, to w zasadzie co z nimi? W czasie wojaży zbieramy wszelkiej maści złom. Czasem dosłownie, kiedy indziej w postaci przedmiotów, rudy, kryształów, komponentów albo gazów. Te z kolei albo sprzedajemy, albo wykorzystujemy do produkcji różnych, pomagających nam pożyć choć odrobinę dłużej, przedmiotów. Rakiet, osłon, dopalaczy osłon albo po prostu nowych narzędzi zagłady.Bo choć cały ten crafting i zbieractwo są bardzo dobrze przemyślane, to w grze głównym elementem jest walka. Ta faktycznie jest wymagająca i opisane wyżej sytuacje zdarzają się często, a do tego gra lubi ukarać nas, jeśli zbyt długo zagościmy w jednym miejscu. Wtedy pojawiają się myśliwce przechwytujące Okkarów i trzeba ratować się ucieczką. Ta w ogóle nie jest takim głupim pomysłem, bo czasem lepiej odpuścić potyczkę, żeby dłużej pożyć i zebrać dobra w innych sektorach.Sektorach, warto dodać, przepięknych. Otoczenie jest bardzo zróżnicowane – mgławice, pola asteroid, orbita planety z widocznym w oddali księżycem. Do tego miejsca wyglądające jakby dopiero co przetoczyła się po nich fala supernowej czy pełne wielkich kryształów lodowych. Na widoki zza kokpitu naprawdę nie ma co narzekać.Podobnie zresztą jak na projekty statków, a właściwie statku, bo we wczesnodostępowej wersji do dyspozycji gracza oddano tylko jeden, za to bardzo dopracowany. Uszkodzenia naszego myśliwca to nie tylko spadający pasek wytrzymałości, ale też widoczne „rany” na kadłubie, a część modyfikacji zupełnie zmienia jego wygląd.Dźwięk to z kolei klasyczna gama odgłosów dopalaczy, wyjących alarmów, odpalanej broni i eksplozji. Między nimi natomiast słyszymy gadki komputera pokładowego opisującego nam otoczenie. Za każdym razem inaczej, z jakimiś nowymi elementami, bo komputer wie, że kolejny pilot to po prostu klon, który zachował wspomnienia poprzednika.Wszystko natomiast okraszone standardową do bólu muzyką – lecimy sobie spokojnie, przygrywają nam lekkie tony, zmieniające się w mocniejsze brzmienia, kiedy w okolicy pojawią się wrogowie.Everspace to naprawdę dobra gra i dość ciekawe podejście studia do Wczesnego Dostępu na Steamie. Śmiało można powiedzieć, że technicznie jest to produkt dopracowany. Grając nie napotkałem większych błędów, ani razu nie zostałem wyrzucony do pulpitu, a wszystkie mechaniki działają jak powinny. To już dużo, zważywszy na fakt, że Rockfish Games słynie przede wszystkim z serii Galaxy on Fire na urządzenia mobilne.Jedyne, czego mi zabrakło, to więcej zawartości. Nie tylko pod względem dostępnych statków, ale też samej historii. „Rogalik” to siłą rzeczy tytuł nastawiony na łażenie po lochach, walkę z potworami i zbieranie przedmiotów, a nie fabułę, ale jeśli panowie zadeklarowali, że Everspace inaczej podejdzie do tego gatunku, to mam nadzieję, że słowa dotrzymają.Miejmy też na uwadze, że to tytuł we Wczesnym Dostępie, zatem wiele może pójść nie tak. Dlatego na razie polecam ostrożność i kupno jedynie po naprawdę dokładnym zbadaniu, czym ta gra jest, a czym nie.