Ale to pierdoła. Liczy się przecież rozgrywka. Liczą się emocje kosmicznych bitew, szalone akcje, skrzyżowane salwy z potężnych działek i beczkowanie nad powierzchniami planet...EVE: Valkyrie oferuje szczątkowy tryb dla pojedynczego gracza i... szczątkową rozgrywkę wieloosobową. Dla tych, którzy się teraz zastanawiają: nacisk położony jest na tę drugą. Nieważne jednak czy gramy sami, czy z innymi graczami, początek prezentuje się zawsze tak samo - rozpędzamy się w długim tunelu i zostajemy wystrzeleni w przestrzeń kosmiczną.Był to dla mnie najlepszy fragment Valkyrie. Serio. Czując jak w rozświetlonej jarzeniówkami tubie nabieram szalonej prędkości, niekiedy miałem wrażenie, że żołądek podjeżdża mi do gardła, zupełnie jakbym był na kolejce górskiej. Potem zostawałem wypluty w galaktykę, przeżywałem sekundę-dwie zachwytu roztaczającymi się przede mną widokami w rodzaju stacji kosmicznych, wraków statków czy majestatycznych planet, i zaczynałem pędzić w stronę bitwy.Zdaniem Pawła Olszewskiego: EVE: Valkyrie jest jak Fantavision na PS2. Gra-fajerwerk, tytuł startowy pokazujący możliwości sprzętu. Gra, w którą nikt normalny nie będzie grał 2-3 miesiące po starcie systemu, jak już pojawią się pełnoprawne pozycje z "okienka premierowego". Gra, w której już po 2-3 godzinach nie ma co robić. Gra, która kosztuje tyle, co pełnoprawne tytuły AAA. Słowem, gra-zagadka. Dziwię się, że to wyszło jako odrębny tytuł w cenie premium. Bardziej widziałbym EVE (jeżeli w ogóle chciałbym je widzieć) jako część VR-owej składanki w stylu Sports Champions na PS Move'a. Miał być Mesjasz wirtualnej rzeczywistości, jest ogromne rozczarowanie. Techdemko z opcją multi. Zdecydowanie nie polecam.No i tutaj, gdzie powinno zacząć się najlepsze, zaczynają się schody, czy może raczej - pas asteroid. Bo walki w kosmosie nie sprawiają w EVE: Valkyrie specjalnej frajdy. Są chaotyczne, nieefektowne i pozbawione jakiejkolwiek głębi. Jasne, zrobisz sobie beczkę, zakręci ci się w głowie, zrobisz następną, rozglądając się jeszcze po kokpicie, bo VR i możesz, a potem przyspieszysz gdzieś między pędzącymi wrogimi myśliwcami i spróbujesz namierzyć jeden z nich wystarczająco precyzyjnie, by posłać w niego torpedy, ale wynikająca z tych rzeczy ekscytacja będzie trwała może jakieś... kilka sekund?