Na Facebooku jest taka grupa, teoretycznie dla osób z branży okołogrowej, zrzeszająca niezdrowo podjaranych „świeżych” użytkowników Switcha. Wiecie, wystartowała w marcu zeszłego roku, wtedy wszyscy byliśmy żołtodziobami, a entuzjazmu w każdym z nas wystarczyłoby dla trzech Dominików Gąsek. A może nawet i czterech, jak o tym mocniej pomyśleć. Tam właśnie ktoś polecił rychły zakup ICEY, bo „to metagra z podwójnym lub nawet potrójnym dnem”. A mnie w takich sytuacjach więcej mówić nie trzeba, cały niezależny trend „meta” łykam bez popitki. ICEY wylądowało w niezdrowo pęczniejącej biblioteczce, a gdy Bartek akurat nie miał niczego do recenzji, czym mógłby pozbawić mnie kolejnego tygodnia, automatycznie poszło w ruch. Cztery godziny później w mojej głowie powstał zarys tego eSzperacza. (Owszem, niedługa pozycja)