Gem Crash polega w większości na takim manewrowaniu licznymi piłeczkami, by rozbijały kolorowe diamenciki. One są walutą, one są punktami doświadczenia, a do tytułu mistrza bardzo długa, wypełniona grindem droga. Po czasie stajemy się Niszczycielem Światów, powodujemy na ekranie taki chaos, że nie sposób tego ogarnąć oczami, ale zauważamy też, że gra sama się gra. Rola użytkownika zepchnięta zostaje do włączania co kilka minut kolejnego poziomu oraz obserwowania rosnących u góry ekranu wyników. Czekania. Nadal czekania. I czekania, aż uda się uzbierać tyle diamentów, by nieznacznie podnieść umiejętności destrukcyjne piłeczek.