Shu proponuje banalne, ale zaskakująco emocjonalne chwilami podłoże fabularne, oraz rozgrywkę niemal żywcem wyciągniętą z ostatnich dwóch Raymanów. Pod względem ogólnego smaku, płynności zabawy i prędkości osiąganych przez kaczkodziobego bohatera. Ta gra, która „leci”. Gdzie można w jednym, przemyślanym biegu, po kilkunastu nieudanych podejściach, zaliczyć perfekcyjny czas. Owszem, wrzucająca wszędzie jakieś znajdźki, ale na moje oko wyłącznie dlatego, że tak nakazuje wieloletnia tradycja. Deweloperzy - studio Coatsink - woleliby móc powiedzieć wprost - „to tytuł na trzy godziny i nie ma w tym nic złego”. Na pewno!