Półtora roku nie było ani jednego dłuższego zdania na Polygamii o polskim Butcherze, od bardzo udanej recenzji Maćka Kowalika, dlatego - korzystając z okazji, że ostatnio szperaliśmy przy naprawdę niszowych produkcjach - użyję swojego kącika, by rzecz przypomnieć (bo akurat w nią gram wieczorami). W zależności od tego, kto się wypowiada, „Rzeźnik” mógłby być hipnotycznym sposobem na oderwanie się od świata, grą akcji bez ani jednego momentu przerwy, niemalże w formie gotowej do wciągnięcia używki albo tworem wprost z antygrowej propagandy, tym mrocznym, złym dziełem diabła, w który zagrywając się, Wasze dziecko powoli traci zdolność empatii. Bo co jak co, ale na swój tytuł zasłużył.