Banalna sprawa. Lecimy w prawo, strzelamy we wszystko, a szansę na przetrwanie w losowych warunkach (z losowymi, choć wizualnie bardzo jednostrzałowymi bossami) zwiększają przypadkowo wręczane dopałki. Stuprocentowy „rogalik”, ale jak wszystkie lepsze produkcje z tej półki - świadomie żeniący całą poetykę z innym, równie satysfakcjonującym gatunkiem. Pięć różniących się od siebie statków oznacza cały ocean możliwych kombinacji. I kiedyś, kiedyś, gdy gwiazdy ułożą się w łaskawej kolejności, a nasze skupienie osiągnie szczyt, uda się ukatrupić ostatniego uberszefa. Po czym od razu będziemy mieli ochotę rozpocząć od początku.