Żeby odgonić natrętów, trzeba na chwilę uruchomić pozytywkę z melodyjką, co zwiększa stres chłopcodziewczęcia. Podobnie jak siedzenie w ciemności. Żeby zaś zbić poziom stresu, należy włączyć latarkę. Gdy padną jej baterie, poszukać nowych na drugim pietrze łóżka, pod łóżkiem, albo na prawo od łóżku, przy niedziałającym pstryczku od światła. Baterie, bo dlaczego by nie, pojawiają się losowo. Na początku sprawa jest banalna, macie wszystko pod kontrolą. Przy dniu siódmym jedna bateryjka trzyma już maksymalnie z dwadzieścia sekund, stres leci w górę niczym podczas losowania pytań na egzaminie, a animacje łażenia w trzy miejsca, gdzie być może pojawiły się niezbędne do przetrwania paluszki, trwają tak długo, że odrobina pecha oznacza powtórkę. A przed nią CHOLERNIE GŁOŚNEGO JUMPSCARE’A, wiadomo. Okropnie to przypadkowe.