To mały roguelike. Tak, czytacie dobrze. Kilka broni, kilka „skórek” postaci, cztery krótkie poziomy i czterech określonych bossów. Pojedyncza sesja trwać będzie od 10 do 25 minut. Budowa plansz, liczba przeciwników, a przez to też skala wyzwania są tutaj zupełnie losowe, jak wypadałoby zresztą w gatunku. Całość obserwujecie od boku, ma w sobie wiele z czystej zręcznościówki (potworki można na przykład zgnieść własnym ciałem), lecz do walki podaje broń palną. Umiejętności przychodzą z czasem, wiadomo, ale pierwszy raz głównego bossa ujrzałem po czterech godzinach. Jeszcze zanim wykułem wszystko na blachę. Pokonałem go kilka wieczorów później. I do gry wracam dalej, nawet jeśli raz stanąłem na niej niczym myśliwy na powalonym wcześniej lwie.