Tak, Epistory - mimo że jest mało znanym indykiem - ma polską wersję językową. Mało tego, tłumaczenie jest na naprawdę dobrym poziomie, a i słów, również mniej znanych, pojawia się sporo. Poza tym możemy zagrać po angielsku, francusku, niemiecku, hiszpańsku, rosyjsku i portugalsku. To miłe, że Polska znalazła się w tym niedużym gronie.Wróćmy jednak do rzeczy - walczymy, napierdzielając na klawiaturze kolejne słowa. Trudno robi się, gdy wrogów jest dużo - jeśli tylko któryś nas dotknie, giniemy, dlatego kluczowe jest kontrolowanie całej "areny" i nadchodzących fal. Szczególnie że podczas tych gorących momentów jesteśmy unieruchomieni. Wyzwanie wzrasta z rozwojem gry, bowiem kolejne rozdziały dostarczają nam nowych wariantów uderzeń - ogniste, lodowe itp. Niektóre owady zabijemy tylko danym żywiołem, dlatego oprócz wpisywania zabójczych słów, musimy wstukiwać też "wiatr" czy "ogień", żeby zmieniać rodzaj zadawanych obrażeń.I wszystko to brzmi pięknie, przyznacie, tylko że nie jest. Walki są przede wszystkim długie. Owszem, z początku wszystko jeszcze bije świeżością, ale całkiem szybko wpadamy w coraz poważniejszą monotonię. Gdzieś w połowie typowej "rundy" zabijanie kolejnych fal robaków zaczyna się niemiłosiernie ciągnąć. A jeśli, nie daj klawiaturo, palec ci się omsknie z klawisza, zamotasz się i w efekcie zginiesz, a cała rozwlekła sekwencja walki rozpocznie się od nowa... Oj, zdarzyło mi się kilka razy westchnąć ciężko. I z dwa razy nieco ciężej zakląć. Mniej więcej od półmetka przygody pojedynki stały się koniecznością, czymś co trzeba odbębnić, żeby ruszyć fabułę do przodu.Fabuła to jednak nieco zbyt mocne słowo. Jako dziewczynka na lisie wędrujemy po papierowym świecie i chronimy go przed kolejnymi kataklizami opartymi na różnych żywiołach. Nad tą historią jest jeszcze wątek pisarki cierpiącej na brak weny - to ona teoretycznie snuje opowieść o naszej bohaterce na lisie, dostajemy więc szkatułkową budowę fabuły, która ma w sobie niemały potencjał. W końcu jest to gra o pisaniu, wcielamy się w pisarkę, wiecie, dwa dodać dwa razy imersja... Pole do popisu jest rozległe. Niestety, na potencjale się kończy.