Komputer nie potrafił wyprowadzić ani jednego skutecznego ataku, ani razu też nie zdobył żadnej z moich planet, nawet tych słabo bronionych. Przede wszystkim dlatego, że kwestia inwazji na kolonie ogranicza się do wybicia wszystkich obrońców z orbity, co trwa zwykle kilkanaście tur. Przez ten czas spokojnie byłem w stanie zorganizować potężne siły uderzeniowe, które dosłownie zmiatały wrogów bez żadnych strat. Nie wymaga to zbytniego zmysłu taktycznego, a jedynie odpowiedniego zaplecza produkcyjnego. Ale sztuczna inteligencja nie była w stanie odpowiedzieć takim samym manewrem, nawet wciąż kontrolując swoje najbardziej rozwinięte, a więc najszybciej produkujące, planety.Przeczytaj: Stellaris - recenzja.Alternatywą do anihilacji obrońców z orbity są bitwy naziemne, na które mamy jeszcze mniejszy wpływ. Niby wojska podzielone są na trzy typy - piechotę, czołgi i lotnictwo - które można ulepszać, ale nie produkujemy ich bezpośrednio, a jedynie ustalamy odgórnie, jaką część naszej armii ma stanowić każda z części. Co ciekawe, nawet jeśli nasza cywilizacja dysponuje technologią potrafiącą zakrzywiać czasoprzestrzeń, a podróże międzyplanetarne są tak powszechne jak jazda na rowerze - żeby dołączyć lotnictwo do inwazji jesteśmy zmuszeni wynaleźć bardzo zaawansowaną technologię. To czym wcześniej przemieszczałem armie pomiędzy planetami - gołębiami pocztowymi?Gra Amplitude ma bardzo mocno konkurencję, w której cieniu wypada blado. Bo gdzie jak gdzie, ale to właśnie w międzygalaktycznych czwóriksach brakuje miejsca na błędy - gdzie indziej można by jeszcze nadrobić grafiką. A tu? W końcu na ile różnych sposobów można pokazywać kosmos? Zresztą ważniejsze są nie fajerwerki wizualne, a sposób, w jaki użytkownik nawiguje po całej plątaninie danych. Nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik - interfejs użytkownika bywa nieczytelny i momentami wymaga naprawdę dobrej znajomości tego, co oferuje nam gra, żeby dostać się do najbardziej ukrytych funkcji. Co z tego, że galaktyka wygląda pięknie, jeśli przez kilka minut będziemy szukali tego diabelskiego menu, w którym można ustawić faworyzowane rasy w naszym imperium?Jest też sporo błędów, z czego część bywa mocno denerwująca. Czasami czas trwania danej akcji lub liczby nie zgadzają się z rzeczywistością. W końcu co za różnica, czy anarchia podczas zmiany ustroju potrwa pięć czy dziesięć tur? Irytowało mnie też, że nie mogłem wyłączyć autootwierania się raportu o inwazji naziemnej, będącego czymś, co mogło spokojnie poczekać na swoją kolej. Na polską wersję językową spuszczę zasłonę milczenia - jest bowiem polskawa, pełna wyrazów angielskich lub zdań sformułowanych w sposób utrudniających jednoznaczne zidentyfikowanie, o co tak naprawdę w danym momencie chodzi.