W naszym składzie melduje się np. Olia, rudowłosa wojowniczka, która nigdy nie pęka. Spotkacie też choćby Gnarta, stereotypowego mędrca o niewielkim wzroście (czyżby nawiązanie do roli umysłu we współczesnym świecie?) przypominającego krzyżówkę królika i sowy. Zarzut dotyczy także po części głównego bohatera, choć jego akurat szerzej obrazuje nam całkiem strawna historia.O całości nie najlepiej świadczy fakt, że choć jest to przygoda na około dobę, siadając do tekstu musiałem posprawdzać sobie imiona postaci. Choć twórcy chwalą się nowymi cutscenkami i rozbudowaniem części scen, a ja ćwiczyłem w przeszłości pamięć przy wykresie fazowym żelazocementytu, absolutnie nic nie zapadło mi w pamięć. Jeszcze bardziej nijakie są postaci spotykane w trakcie naszej przygody. Wiecie, jakieś tam były, ale jakbym miał pomyśleć, gdzie i kiedy to tekst dojechałby może za tydzień.Znacznie lepiej prezentuje się za to świat i oprawa, przywodząca mi na myśl „Wojny klonów”. To porównanie zresztą nieprzypadkowe, bo deja vu powoduje już wkroczenie do Zaberu(*), jednego z pierwszych miast w grze, cechującego się pustynnym klimatem. Poza tym jednak stylistycznie gra nawiązuje do jRPG z dawnych lat (również pod względem totalnej liniowości). Warto wspomnieć tylko o ciekawym rozwiązaniu na mapie świata. Choć wszyscy przeciwnicy są widoczni, zasięg widzenia naszego bohatera nie jest zbyt duży. Stąd jeżeli nie chcemy wdawać się w potyczki, musimy cały czas patrzeć, czy na horyzoncie nie pojawił się wróg. Dla tych co się zagapią, twórcy przewidzieli też możliwość zainscenizowania własnej śmierci, co pozwala wyskoczyć z areny i wykorzystać dane nam sekundy na ucieczkę.Czasami trzeba na nich jednak pozostać. Pomówmy o walkach, będących wąskim gardłem całego projektu. Nie chodzi o to, że czegoś brakuje im od strony wykonania. Wręcz przeciwnie, jest prosto, ale fajnie. Standardowo dla gatunku, postaci wyprowadzają ataki nie ruszając się z miejsca. Niestety aż nazbyt dosłownie, bo zawarte w grze animacje są dość skromne. Jednak od strony samej mechaniki, dyskusyjne wydaje się jedynie to, że zmiana broni kosztuje nas turę. Niezależnie od punktów akcji, wykonujemy zwykle jeden ruch, a wybranie słabszego ataku oznacza co najwyżej, że w kolejnym ruchu nie zabraknie nam sił na mocniejszy.Postaci posługują się bronią białą oraz dystansową, a każda ma swoje własne akcje. Rola gracza sprowadza się do wybierania rodzaju ciosu, dbania o zdrowie bohaterów oraz ustawieniu drużyny na polu walki. Ma to znaczenie o tyle, że określone postaci stojące obok siebie oznaczają dodatkowe bonusy. Czasami uruchomi się też atak specjalny i to właściwie tyle. Nie udało mi się jednak za Chiny Ludowe zrozumieć, dlaczego poziom trudności to taka sinusoida? Earthlock w 5 minut potrafi zmienić się z gry, w której wystarczy dusić w czasie potyczek na oślep podstawowy atak w twór, przy którym chce się rwać włosy z głowy.