Scenariuszowym problemem Chapters - poza piątą i ostatnią księgą, o której na koniec - jest jednak nadmiar postaci drugo i trzecioplanowych. Wielu bohaterów ma w sobie dużo potencjału, ale giną oni w nawałnicy wątków i tłumie sobie podobnych. W rezultacie często mamy wrażenie, że napotkane osoby są zaledwie napoczęte. Niekiedy gra zakłada z kolei, że przywiązaliśmy się do kogoś, w czasie gdy zdążyliśmy z tą postacią przeprowadzić dwie rozmowy. W efekcie zdarza się, że moment dramaturgii, który zaplanowali sobie twórcy, nie jest zbytnio dramatyczny. Ten rosnący stos szkiców chybocze się niebezpiecznie i wreszcie przygniata trochę fabułę w finale opowieści. Twórcy niestety przedobrzyli, zapominając o odpowiednich proporcjach. Nie niszczy to ogólnych, pozytywnych wrażeń płynących z gry, ale pozostawia sporo rys w różnych miejscach, które gryzą się ze świetnym w wielu aspektach scenariuszem.Nie liczcie też na przygodówkowe wyzwanie. Chapters to mieszanka pierwszego Dreamfalla i gier Telltale, która z rozgrywką Najdłuższej Podróży ma niewiele wspólnego. Angażujących, bardziej złożonych zagadek - wiecie, takich co po rozwiązaniu dają satysfakcję i pompują szare komórki - naliczyłem dosłownie dwie. Trzecią mogę wyróżnić za to, że bezproblemowo rozwiążą ją tylko fani pierwszej części serii. A poza tym... bieda, panie, bieda jak w magicznym getcie. Solucja niemal zawsze znajduje się w promieniu kilku metrów od problemu, zaś trudność często wynika z irytującej zabawy w myszkowanie za przedmiotem, z którym można wejść w interakcję...Nie ma tu za bardzo wyzwań. No, chyba, że terenowych, bo znalezienie wymaganego miejsca w dwóch największych lokacjach gry - cyberpunkowym Europolis i magicznej Marcurii - to czasami zadanie bardzo nieintuicyjne. "Idź do Shuk"? Ale co to, do cholery, jest Shuk? Jakaś nazwa własna, o której ktoś wspomniał godzinę temu i której nie mogę zlokalizować na mapach rozmieszczonych w mieście? Ekstra.No, trzeba przyznać, że rozgrywka i tak jest lepsza niż w Dreamfallu, który pod tym względem leżał, kwiczał i błagał o litość, ale wciąż daleko jej do polotu Najdłuższej Podróży i wielu innych przygodówek point and click. Szkoda, że twórcy postanowili trzymać się formuły rozpoczętej 10 lat temu. Brawa należą się natomiast za długość przygody - pięć ksiąg zajęło mi co najmniej 25 godzin, podczas których nudziłem się tylko, gdy musiałem szukać czegoś w Europolis lub Marcurii. To zdecydowanie najdłuższa podróż Najdłuższej Podróży.Oprawa audiowizualna Chapters jest z kolei nierówna. Graficznie tytuł - jak przystało na szanującą się produkcję niezależną zbudowaną na Unity - może pochwalić się okropną optymalizacją. Wyświetlane widoczki nie są adekwatne do tego, jakiej mocy wymagają światy Stark i Arkadii. Pod względem artystycznym, owszem, zarówno lokacje, jak i napotykane postacie robią wspaniałe wrażenie i rażą prądem wyobraźnię, ale poziom detali i zastosowanych efektów jest już najwyżej "w porządku". Komicznie wyglądają też dynamiczniejsze animacje bohaterów w rodzaju walki; na drugiej szali mamy jednak to, że główni bohaterowie nieustannie zmieniają czy to fryzury, czy swoje ubrania. Daje to głębsze poczucie żyjących, zmieniających światów.Z muzyką jest znacznie lepiej - o ile zdarzają się okazyjne dźwiękowe wydmuszki, o tyle w większości w grze znajdziemy wyśmienite utwory o gęstej atmosferze i ciekawej melodii. To, co usłyszałem w Storytime, zaskutkowało ciarkami, a niektóre wzruszające momenty nie miałyby takiej siły, gdyby nie odpowiednie muzyczne akcenty. Piosenki, które możemy poznać podczas spacerowania po Europolis, również wspaniale wzbogacały tę pieczołowicie zaprojektowaną lokację. Dźwiękowo Chapters niemal zawsze uderza w dobre tony.Kończąc tę grę, miałem podobne uczucie jak kilka lat temu, gdy oglądałem ostatnie minuty pierwszego Dreamfalla - niedosyt. A do tego wybuchowa mieszanka: smutku, że oto dotarłem do kresu wielkiej przygody, satysfakcji wynikającej z tego jak zamknięto niektóre wątki oraz irytacji jak podsumowano inne. Wielu osobom ostatnia księga może nie przypaść do gustu, ba, pewnych dziur fabularnych i klisz nie da się zignorować, ale na Równowagę, są momenty.