Osobom o słabych nerwach lub rodzicom, którzy "po prostu chcą odrobiny spokoju", na ratunek miał przyjść Funky Mode, jedyna nowość w wersji switchowej. I owszem, druga grywalna postać ma w rękawie kilka wygodnych sztuczek - lewituje chwilę po skoku, nie musi zważać na kolce, może turlać się bez przerwy - ale nie sprawi, iż nagle Tropical Freeze zacznie przechodzić się bez kropelki potu na Waszym czole. I tego czadowego goryla dopadnie zręcznościowe piekło, co najwyżej stanie się to nieco później. Poza tym albo ja jestem staromodny, albo standardowa postać wzbogacona którymś pomocnikiem na plecach (Dixie Kong na zawsze, gdyby nie ona, nie wyciągnąłbym "calaka") daje więcej swobody w trudnych sekwencjach. Niezaprzeczalnym plusem odpalenia "nowego" Country w trybie Funky jest dodatkowe serduszko na pasku życia wszystkich bananożerców. A puryści mogą tę opcję całkowicie zignorować i zagrać tak, jak cztery lata temu platformowe bóstwa pragnęły.Cóż to będzie za przygoda! Każdy poziom zaprojektowano z prawdziwą pasją. Nawet jeśli następna wyspa zaproponuje motyw, który nie do końca przekonuje gracza (to się zdarza w zręcznościówkach, ja na przykład zazwyczaj nienawidzę światów pustynnych), zrobi w jego granicach o wiele więcej, niż zakłada konwencja gatunku. Oto wyspa w stylu safari. Będzie safari za dnia, będzie safari w nocy, bo to łatwe. Dodatkowo jednak zobaczymy safari w trakcie pożaru oraz safari podczas trąby powietrznej z piorunami. Gdy rozpisuję to w ten sposób, brzmi odrobinę infantylnie, wiem, lecz w tym tkwi esencja świeżości Tropical Freeze. Plansze nie tylko atrakcyjnie naszkicowano pod względem technicznym (zaufajcie, że tak), ale też żadna nie jest podobna do innej. Co jeszcze mocniej podkreśla szalenie rozbudowana ścieżka dźwiękowa, przez którą zdarza mi się powtarzać któryś poziom bez celu. Nic dziwnego, wszak David Wise komponował również dla SNES-owych odsłon serii. Poczekajcie, aż zobaczycie daną wyspę w wersji "sylwetkowej", udającej oprawą stylowe 2D. Fakt czterech lat na karku ani na chwilę tutaj nie dojdzie do głosu.Aby zobaczyć wszystko, trzeba się solidnie napracować. Poukrywane w zakamarkach sekreciki prędzej czy później skolekcjonujecie (na przykład za pomocą papugi-sonara, którą można kupić w sklepiku), podobnie jak wywęszycie alternatywne wyjścia z lokacji, otwierające ścieżki do ukrytych (też zupełnie innych) plansz. Potem czasówki i największe wyzwania, ale Wy już będziecie tak zaprawieni w bojach, że nie odpuścicie. I chociaż fabuła Tropical Freeze jest maksymalnie umowna, gdy przebiegniecie ostatnią prostą, będziecie czuli się jak po wielkiej, angażującej historii. Wy... albo Wasze palce. Trochę żałuję, że zmylony wizualnym podobieństwem do poprzedzającego tę odsłonę Country Returns nie doceniłem jej w pełni. Dziś chociaż częściowo mogę naprawić swój błąd.