Od razu muszę się przyznać, że mam do twórczości Sosny i Jarka tę słabość, że ich poprzedni album - „Słowackiego” - uważam za jeden z najlepszych w najnowszej historii polskiego komiksu. Jeżeli jeszcze go nie znacie, to w tej chwili przestańcie czytać mój tekst i nadróbcie tę zaległość, bo to rzecz niesamowita: liryczny, poetycki album komiksowy o mieszkańcach zwykłego katowickiego mieszkania i ich niezwykłych życiach. Opowiedziany tak, jak powinno się opowiadać o życiach szarych obywateli, czyli z wyczuciem, uważnością, wyłapując z ich losów znaczenia i sensy, których nie dostrzegamy na co dzień.„Spodouści” są zupełnie inni od „Słowackiego”. Przede wszystkim dlatego, że zupełnie inna jest tematyka i bohaterowie. Sosna i Jarek tym razem biorą na warsztat słynnych polskich gangsterów, opowiadając o ich losach i - zazwyczaj - upadku.Jeżeli czytaliście kiedyś z wypiekami na twarzy którąś z książek Masy, to poczujecie się tutaj jak w domu, bo bohaterami „Spodoustych” są między innymi „Nikoś”, „Carrington” czy „Dziad”, a jedna z ostatnich nowelek opowiada o strzelaninie w Magdalence, którą Jarek uznaje za symboliczne domknięcie bandyckiej epoki w historii Polski.Różni się także sposób podania. „Słowackiego” było albumem niezwykle poetyckim, napisanym cudownym, bardzo delikatnym językiem, wskazującym na niezwykłą wrażliwość Jarka (będącego poetą). „Spodouści” napisani są prościej, wciąż z czułością i bardzo uczciwie wobec ludzkiej strony bohaterów, ale również bardziej bezpośrednio, bez wyszukanych metafor.Zmieniła się też szata graficzna. „Słowackiego” Sosna narysowała w czerni i bieli, a narrację poprowadziła dość „konserwatywnie” komiksowo. „Spodouści” nie dość, że są kolorowi (notka na okładce mówi, iż mają to być „żarówiaste kolory z lat 90.”, ale gdybym jej nie przeczytał, to sam bym tego nie wyłapał), to jeszcze dużo bardziej przypominają historyjkę z obrazkami. Narracja prowadzona jest z offu, a ilustracje artystki bardzo często po prostu przedstawiają to, o czym mówią akurat bohaterowie.Jedną z narratorek „Spodoustych” jest córka ofiary słynnego „Krakowiaka”, przez siedem lat przychodząca na proces zleceniodawcy morderstwa swojego ojca, by patrzeć, jak wymierzana jest sprawiedliwość („Krakowiak” dostał 25 lat więzienia). Jarek wkłada w jej usta zdanie: „Nie macie nawet pojęcia, ile trzeba mieć wewnętrznej siły, by patrząc na kogoś przez siedem lat, pilnując się w każdej sekundzie, by nie zobaczyć w nim człowieka”.Przywołuję je, bo wydaje mi się ono kluczowe w ocenie tego albumu. Jarek nie jest ofiarą żadnego z przedstawianych w komiksie bandyty, nie ma więc problemu, by dostrzec w nich ludzi i przedstawić może nie tyle z sympatią, ale na pewno z empatią. Mordercy, gwałciciele, porywacze, degeneraci obcinający ludziom palce i oblewający ich kwasem solnym. Nie są oni przez Jarka usprawiedliwiani (w albumie mowa o ich najokrutniejszych wyczynach), ale w jakiś sposób uczłowieczani. W „Spodoustych” pokazywana jest ich „ludzka twarz” - strach towarzyszący śmierci, zabawne hobby, słabości.Można mieć za to szacunek do autorów, którzy nawet w tak obrzydliwych indywiduach dostrzegli ludzi. Można też jednak powiedzieć, że na łamach „Spodoustych” jedni z najokrutniejszych polskich przestępców, znajdują „bezpieczną przystań”, w której nie tylko mogą się wygadać, ale i zaprezentować od romantycznej strony. Ja po lekturze pozostaję rozdarty, doceniając narrację Jarka, rysunki Sosny i wrażliwość obojga, ale i nie mogąc wyrzucić z głowy pytania, co tak naprawdę myślę o tym albumie.W tym samym rzucie Kultura Gniewu wydała jeszcze dwie rzeczy, do których chciałbym zachęcić. Pierwszą jest krótka powieść graficzna „Piękna ciemność” autorstwa Fabiena Vehlmanna (tłum. M. Jańczak). Pobieżnie przekartkowana może sprawiać wrażenie książeczki dla dzieci. Są tutaj cukierkowe postaci - zarówno fantastyczne, jak i zwierzęce - i piękne rysunki, utrzymane w bajkowej konwencji, a pokolorowane tak, że czapki z głów.Nie polecam jednak pokazywania tego tytułu żadnemu dziecku. Bo „Piękna ciemność” to tylko z pozoru historyjka dla dzieci. W rzeczywistości zaś kryje się w niej fabuła przypominająca słynnego „Władcę much” noblisty Williama Goldinga. O tym, że coś jest „nie tak” czytelnik przekonuje się już na pierwszych stronach, gdy okazuje się, że główna bohaterka i jej przyjaciele wychodzą z porzuconych w lesie zwłok dziewczynki. Niemal od razu okazuje się też, że zachowanie bohaterów niewiele ma wspólnego z bajkową niewinnością. Okrucieństwa popełniane przez poszczególne postaci czasami są przypadkowe, czasami bezmyślne, a czasami drobiazgowo zaplanowane. Można się w nich doszukiwać mrocznych morałów, choć częściej obnażają raczej bezsens przemocy.