Zacznijmy od cyberpunku, bo zawsze dobrze jest zaczynać od cyberpunku. A w tym miesiącu jest świetna wymówka - wydawnictwo Mag wydało zbiór opowiadań Williama Gibsona "Wypalić Chrom" (tłum. Piotr W. Cholewa), w którym znalazły się trzy teksty założycielskie tego gatunku - obok tytułowego, także "New Rose Hotel" i "Johnny Mnemonic" (oba skrzywdzone przez Hollywood). Bardzo gorąco polecam. Nie tylko dla wspomnianych tekstów, bo każde z opublikowanych w tej książce opowiadań to perełka.Jeżeli zaś idzie o cyberpunk w komiksie, to wydawnictwo Timof Comics wypuściło "Man:Plus" autorstwa publikującego w USA Portugalczyka André Limy Araújo (tłum. B. Czartoryski). To sprawnie zrealizowany i przyzwoicie narysowany akcyjniak, w którym co rusz padają nawiązania do twórczości takich gwiazd komiksu science fiction, jak Masamune Shirow ("Ghost in the Shell", "Appleseed"), Naoki Urasawa ("Pluto") czy Moebius ("Incal", "Arzach").Trochę szkoda, że Araújo nie ma większych ambicji, bo jego komiks ledwie prześlizguje się po zagadnieniach filozoficznych, opowiadając prostą i dość krótką historię o samoświadomej SI, ściganej zarówno przez policję, jak i korporacyjnych siepaczy. Kończy się to w momencie, w którym większość ambitnego SF dopiero startuje, pozostawiając czytelnika z poczuciem niedosytu. Niemniej jednak "Man:Plus" ma serce we właściwym miejscu. Album czyta się szybko i z zainteresowaniem, a giwery, cyberwszczepy i inne rekwizyty, wyglądają dokładnie tak, jak powinny wyglądać.Jeżeli zaś wolicie klasyczną fantastykę naukową, może was zainteresować seria "Descender". Jej pierwszy tom ukazał się właśnie nakładem Mucha Comics (tłum. J. Drewnowski). Za "Descenderem" stoją Jeff Lemire (możecie go pamiętać, jako autora "Czarnego młota", polecanego miesiąc temu) i Dustin Nguyen. Akcja rozgrywa się w zamieszkałej przez dziewięć ras galaktyce, która omal nie zostaje zniszczona przez pojawiające się znikąd, gigantyczne roboty - Żniwiarzy. Po wojnie z nimi (i ich niespodziewanym zniknięciu) ludzie zwracają się przeciwko użytkowym robotom i androidom, organizując cybernetyczne ludobójstwo. Jednym z ocalałych jest Tim-21. W jego DNA może skrywać się odpowiedź na pytanie, dlaczego właściwie Żniwiarze zaatakowali.Póki co, nie jest to niestety wybitne science fiction i na pewno daleko "Descenderowi" do najlepszych osiągnięć Lemire'a. Problemy poruszane w fabule traktowane są zdawkowo, a główni bohaterowie (Tim-21 i jego towarzysze) wydają się być stereotypowymi typkami z opowieści sf. Niemniej jednak seria przykuwa wizją świata przedstawionego i doskonałymi rysunkami Nguyena. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach fabuła doczeka się zniuansowania.W kąciku superbohaterskim polecę zaś "Jupiter's Legacy. Dziedzictwo Jowisza" Marka Millara i Franka Quitely'ego (wyd. Mucha Comics, tłum. M. Starosta). Już patrząc na nazwiska autorów wypada być zaintrygowanym. Millar to jeden z najlepszych amerykańskich scenarzystów, autor takich hitów, jak "Kick-Ass", "Kingsman. Tajne służby" czy "Wojna domowa" Marvela. Quitely z kolei to piekielnie utalentowany rysownik, pracujący wcześniej przy "The Authority", "We3" i "All-Star Superman" (mój najukochańszy komiks o Supermanie). Autorska seria superbohaterska tych dwojga musiała być wyjątkowa i rzeczywiście jest. Millar i Quitely stworzyli cały szereg oryginalnych bohaterów, którzy w czasach Wielkiego Kryzysu zostali obdarzeni supermocami i od tamtej pory starają się pomagać ludzkości.Problemy zaczynają się, gdy część z nich uznaje, że pomaganie nie wystarcza i warto zacząć tej ludzkości przewodzić. Dzięki rozpisaniu akcji na dziesięciolecia i trzy pokolenia, twórcom udało się zderzyć ze sobą kilka epok komiksu superbohaterskiego. Górnolotny idealizm Złotej Ery zmaga się na kartach "Jupiter's Legacy" z wtrętami politycznymi typowymi dla Mrocznej Ery, a bohaterowie nie do końca wiedzą, czy powinni poświęcać się dla dobra ogółu, czy może - jak w Srebrnej Erze - skupić na życiu prywatnym. Miller ma talent do tworzenia bardzo przekonujących, "życiowych" superbohaterów, zaś Quitely przedstawia ich dokładnie tak, jak powinni być przedstawiani. Jako posągowi półbogowie o delikatnej urodzie (podkreślanej kolorami kładzionymi przez Petera Doherty'ego).