Najlepszym słowem do opisania „Opus” wydaje mi się być: „szaleństwo”. Kon, znany przede wszystkim jako reżyser anime „Paprika” i „Perfect Blue”, dosłownie wciąga czytelnika w metafikcyjną przygodę. Bohaterowie podróżują pomiędzy światem fikcyjnym i realnym (też przecież będącym wytworem fikcji), a pomysły dosłownie wysypują się z kolejnych rozdziałów. Rozdarcia w kartce są wrotami do innych stron, miasta kończą się tam, gdzie autorowi odechciewało się rysować, postaciom zdarza się wypaść poza kadr, a wchodząc do poprzednich tomów serii, mogą podróżować w czasie. Ta wielowarstwowa zabawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy uświadomimy sobie, że sami - jako czytelnicy - bierzemy w niej udział.„Opus” nigdy nie doczekało się pełnoprawnego zakończenia. Seria została anulowana w latach 90., gdy publikująca ją gazeta upadła. Dopiero po śmierci Kona, wśród jego notatek, odnaleziono niedokończony rozdział (najprawdopodobniej ostatni). Tom wydany przez Studio JG został poszerzony o ten rozdział i, nie zdradzając nic, mogę tylko zapewnić, że metafikcyjna zabawa wkracza w nim na kolejny poziom. I naprawdę nie byłbym zaskoczony, gdyby kiedyś się okazało, że Kon wszystko to wyreżyserował - rozdział miał gotowy od dawna, ale skrywał go przed czytelnikami, traktując ich po prostu, jak kolejnych aktorów w reżyserowanym przez siebie przedstawieniu.Pozostając w klimatach mangowych, polecę „Blame!” Tsutomi Nihei (tłum. Paweł Dybała, wyd. JPF). Seria ukazuje się w Polsce już od dłuższego czasu, ale w grudniu ruszają pre-ordery na ostatni, szósty tom, więc to dobry moment by się nią poważnie zainteresować. W swoim najsłynniejszym dziele Nihei opowiada o przedziwnym świecie przyszłości, w którym cała Ziemię, jeżeli nie Układ Słoneczny pochłonęło rozrastające się, betonowe miasto. Jego budowa rozpoczęła się wiele stuleci temu i w którymś momencie wyrwała się spod kontroli. Dziś nikt już nie pamięta pierwszych budowniczych, ale wciąż działają poszerzające jego granice maszyny. Niedobitki ludzkości kryją się w labiryncie korytarzy, szybów i sal, a głównym bohaterem jest tajemniczy wędrowiec Killy posługujący się małym pistolecikiem, robiącym wielkie dziury.Mówienie o „Blame!” jest trudne, bo Nihei nie jest mistrzem w budowaniu przejrzystego scenariusza, ani świata rządzącego się klarowną logiką. Nie zawsze wiemy więc, co się właściwie dzieje. Ale to nie przeszkadza podziwianiu niezwykłej wizji, prezentowanej przez artystę. Wrażenie robi przede wszystkim jej ogrom. Wszystko tu jest gargantuiczne. Małe ludziki poruszają się w przytłaczającym mieście. Podróże pomiędzy poziomami trwają wiele tygodni. A jedno z zawieszeń akcji trwa ponad 200 lat. Jason Thompson, doskonały krytyk komiksowy i świetny znawca japońskich komiksów, zwracał kiedyś uwagę, iż „Blame!” jest komiksowym odpowiednikiem gier roguelike’owych. Szczątkowa fabuła w zasadzie pisze się sama, a bohaterowie (i czytelnik) nigdy nie widzą, co czyha za kolejnym zakrętem. Być może trudne do zrozumienia scenariusz i uniwersum mają zresztą za zadanie wzbudzić w czytelniku poczucie zagubienia i przytłoczenia, z którym wciąż zmagają się bohaterowie.Zainteresowanym radzę zacząć „Blame!” od obejrzenia animacji wypuszczonej ostatnio przez Netflix. Nie będzie to z pewnością najlepsze anime, jakie zobaczycie w życiu. Ale pozwoli wam liznąć świata „Blame!” nie wskakując od razu na głęboką wodę. W przeciwieństwie do komiksu, anime ma prosty, westernowy scenariusz, opowiadający o wędrowcu znikąd, przychodzącym, by ocalić wioskę, a następnie odchodzącym w kierunku zachodzącego słońca (choć w mieście nie ma słońca, oczywiście). Na obejrzenie filmu stracicie 1,5h i przekonacie się, czy chcecie więcej.Bardzo ciekawą serię science fiction odpaliło też właśnie wydawnictwo Non-Stop Comics. „Głębia” Ricka Remendera (scenariusz) i Grega Tocchiniego (rysunki) (tłum. B. Czartoryski) rozgrywa się w dalekiej przyszłości, w której eksplozja Słońca (sic!) skazała ludzkość na życie w podwodnych miastach. Problem w tym, że i te miasta umierają. Kończy się w nich powietrze. Ich ubodzy mieszkańcy pogrążają się więc w rozpaczy, podczas gdy bogaci oddają wymyślnym, narkotykowym orgiom. Ale, oczywiście, ludzkość da się jeszcze uratować. A przynajmniej tak się wydaje głównej bohaterce - Steli Caine - która wyczekuje na sygnał z satelitów wysłanych tysiące lat temu, by odnalazły planetę możliwą do skolonizowania.