Choć może, wbrew pozorom, ma to jakiś sens? Mimo wszystko Jensenowi daleko do typowego człowieka z cybernetycznymi ulepszeniami i różnicę widać gołym okiem. A skoro już przy „dodatkach” jesteśmy, to poza tymi znanymi z Buntu Ludzkości doszło parę nowych.Otóż okazuje się, że kiedy Adam zniknął gdzieś na pół roku, ktoś przy nim majstrował, o czym dowiadujemy się, gdy wariat (serio, koleś jest nienormalny) naprawiający nasze uszkodzone po zamachu bombowym wszczepy przez przypadek aktywuje dodatkowe narzędzia zaszyte w naszym ciele. Wśród nich znajdziemy między innymi możliwość hackowania urządzeń na odległość, niezauważalnego przeskakiwania od osłony do osłony, opcję strzelania nanoostrzami z rąk czy otoczenia się pancerzem czyniącym bohatera praktycznie niewrażliwym na obrażenia.Nie myślcie sobie jednak, że od teraz Adam będzie połączeniem Robocopa i T-1000. Nowe ulepszenia są eksperymentalne i niedokończone, więc niezoptymalizowane. Efektem tego jeśli za bardzo się rozpędzimy z ich aktywowaniem, system Jensena może się przegrzać i albo działać nieprawidłowo, albo zupełnie się wyłączyć. Na szczęście można temu zaradzić, zdobywając specjalne urządzenie, które zniesie ograniczenia.Deus Ex: Rozłam Ludzkości nie jest w żaden sposób rewolucją. To bardziej ewolucja, gdzie ekipa z Eidos Montreal wzięła wszystkie najlepsze elementy z Buntu i tylko delikatnie je usprawniła, zamiast tego skupiając się na tym, co nie do końca zagrało.Wszyscy pewnie pamiętacie szumnie zapowiadaną możliwość przejścia Buntu Ludzkości bez zabijania żadnych przeciwników, w tym bossów. Wszyscy pewnie pamiętacie też, że wcale tak nie było, bo choć w przypadku normalnych wrogów faktycznie dało się unikać walki, to przy bossach gra niejako wymuszała jeden, opierający się głównie na łomocie styl.Teraz jest inaczej. Przede wszystkim, „głównych złych” jako takich nie ma poza jednym wyjątkiem na końcu gry. Mamy oczywiście do czynienia z istotnymi postaciami, ale nie są one potężniejsze od przeciętnego przeciwnika, z jakim przyjdzie nam się zmierzyć. Do tego znacząco usprawniono system C.A.S.I.E., dzięki czemu dużo łatwiej i przyjemniej prowadzi się konwersacje z zamiarem pokojowego rozwiązania konfliktu. Teraz jest on bardziej przejrzysty. Jasno pokazuje, które fale mózgowe są aktywne i jaką odpowiedź wybrać, żeby odpowiednio wpłynąć na rozmówcę, dzięki czemu bezkonfliktowo da się zakończyć każdą rozmowę.Kolejnym ulepszeniem względem poprzedniczki jest system rozwoju postaci, a konkretnie tempo uzyskiwania doświadczenia. Grając w Bunt Ludzkości, nie raz i nie dwa miałem problemy z przejściem dalej, bo brakowało zestawów Praxis na wykupienie kolejnych ulepszeń. Tym razem jest inaczej i punkty doświadczenia spływają wartkim nurtem.Doszedł też crafting, dzięki któremu nie musimy już martwić się, że zabraknie nam batoników energetycznych do podładowania baterii Adama. Nie jest on jakoś specjalnie rozbudowany, ale to akurat dobrze, bo nie odwraca uwagi od właściwej gry. Zbieramy po prostu rozrzucone wszędzie komponenty i przerabiamy je na ogniwa energetyczne albo inne przydatne urządzenia. Nie myślcie jednak, że teraz będziecie mogli biegać z ciągle włączonym maskowaniem. Komponentów jest dużo, ale nie na tyle, by dało się bez ograniczeń korzystać ze wszystkich ulepszeń.Ponoć tekst będący tytułem jednej z piosenek Maryli Rodowicz wcale nie znaczy „to już nie wróci”, a „to się nie opłaca”. Specem od języka czeskiego nie jestem, ale prawda jest taka, że oba te znaczenia mają w tym przypadku sens i widać, że decyzja o obraniu bezpiecznej drogi się opłaciła.Nadal zatem mamy zapewnioną dużą dozę swobody, a dzięki delikatnym zmianom wprowadzonym do mechaniki jest jej jeszcze więcej niż poprzednio. Większy jest też świat gry, choć z kilkoma wyjątkami ogranicza się tylko do podzielonej na dzielnice Pragi. Co ciekawe, jego większa otwartość wcale nie zrobiła z Rozłamu Ludzkości kolejnego przedstawiciela gatunku „ubigame”. Grając wcale nie miałem wrażenia, że jestem odciągany od głównego wątku przez całą masę znajdziek i zadań pobocznych.