Khostov w wersji z roku pierwszego nie był żadną rewelacją, pierwszy gnat, z którego strzelaliśmy, szybciutko zastąpiony inną pukawką. W egzotycznej wersji z trzeciego roku prezentuje się jako naprawdę ciekawa, w miarę uniwersalna zabawka. Ja osobiście tak właśnie widziałbym rozwój systemu broni w Destiny – wielofunkcyjne pukawki z opcją szybkiej zmiany konfiguracji mogłyby sprawdzić się całkiem fajnie.O nowym rajdzie niestety nie powiem wam zbyt wiele z pierwszej ręki. Do poziomu światła potrzebnego, by w ogóle zacząć zabawę dobiłem w zasadzie dopiero wczoraj, a znając moją umieralność, muszę pogrindować jeszcze trochę, żeby nie padać jak mucha. Słyszałem sporo pozytywnych opinii o Wrath of the Machine – a jedyne narzekania, jakie do mnie dotarły, pochodziły od ludzi, którzy jeszcze za wiele nie zrobili, ale zirytowali się faktem, że hardkorowe grupy graczy nie tylko błyskawicznie ukończyły rajd, ale też zrobiły to w sposób raczej przez twórców nieprzewidziany (np. w trzy osoby). Sam mam zamiar przekonać się za tydzień, jaką zabawę daje WotM, muszę jeszcze trochę pogrindować.I tym samym dotarłem do sedna Rise of Iron, do sedna całego Destiny, do grindu. Trochę się w tej kwestii pozmieniało – moim zdaniem na dobre. Zdobywając zwykłe niebieskie przedmioty i engramy, możemy bez problemu dość szybko podnieść poziom światła do poziomu 340. Do 350 możemy dobić za pomocą przedmiotów zdobywanych za zadania i kupowanych u sprzedawców za Legendary Marks czy Strange Coins. Wyżej pozostaje już rozkodowywanie fioletowych i złotych engramów. Mamy przy tym pewność, że nie otrzymamy w ten sposób przedmiotu na poziomie niższym niż nasz aktualny; zazwyczaj jest to poziom wyższy.Tak więc wykonując zlecane przez nowych NPC zadania tygodniowe, realizując zadania codzienne i korzystając z tygodniówek PvP oraz tradycyjnie za pomocą playlist Vanguard, mozolnie pniemy się w górę poziomu światła. Bodaj przy poziomie 365 punktów należy już poważnie myśleć o braniu udziału w rajdzie, bo jak na razie to chyba on jest najlepszym źródłem przedmiotów pozwalających jeszcze bardziej podnieść poziom. Za parę tygodni sytuacja zapewne się zmieni, pojawi się wersja hard rajdu, zapewne pojawią się w nim też wyzwania – podobnie jak w przypadku King’s Fall. Dla kogoś grającego tyle co ja, parę godzin w tygodniu, oznacza to wiele miesięcy gry, aby zakończyć wszystkie aktywności przewidziane przez twórców. Wydaje mi się to całkiem fajną perspektywą, szczególnie że w Destiny naprawdę jest z kim grać – matchmaking z losowymi ludźmi działa świetnie, a aktywne np. na Facebooku grupy pozwalają znaleźć mniej anonimowe towarzystwo, które przy niektórych zajęciach jest po prostu wymagane.Podoba mi się, jak na razie, że stare - lekko zmodyfikowane - aktywności mają w Rise of Iron rację bytu, to daje jeszcze więcej możliwości grindu. Z nowości natomiast muszę wymienić cotygodniowe zadania od archiwistki, cotygodniowe zadania od Shiro oraz nowy obszar, podobny nieco do Court of Oryx z Dreadnoughta.Od archiwistki, przynajmniej jak na razie, dostajemy co tydzień zadanie, za które nagrodą jest żeton. Za żeton ów możemy co tydzień kupić inny artefakt dla naszego Guardiana. Artefakty – nowość w RoI – posiadają różne specjalne moce. Ja do tej pory przetestowałem przeciąganie przeciwnika na swoją stronę po ciosie pięścią oraz artefakt likwidujący możliwość użycia mocy specjalnej, za to dającego podwójny ładunek granatów i specjalnych ciosów wręcz. Niby nic, ale na przykład w moim buildzie, gdzie za zabicie pięścią albo shotgunem włącza się tarcza, doskonałą opcją jest posiadanie ciągle naładowanego ciosu wręcz kosztem braku możliwości stawiania bańki.Do tej pory widziałem sześć różnych artefaktów (bo rotacja jest klasyczna dla Destiny – co tydzień zmiana) i z chęcią potestuję ich możliwości na własną rękę – potrzeba na to tylko kilku tygodni. Mam czas. Shiro zleca nam zadania związane z nowym obszarem, Plaguelands. Jego tygodniowe zlecenie przybiera formę listy zadań patrolowych, które należy wykonać. Oprócz tego pojawiają się np. zlecenia związane z Archon’s Forge.To nowa aktywność dostępna na obszarze o tej samej nazwie. Po dotarciu tam należy skorzystać z komputera, poświęcić klucz, o którym wspominałem wcześniej, a potem strzelać, strzelać i jeszcze raz strzelać. W skrócie zabawa polega na szybkim wykończeniu fal w miarę normalnych przeciwników, a następnie rozprawieniu się z bossem lub bossami. O ile w wersji na poziomie 320 jest to zabawa całkiem łatwa i przyjemna, to już przy poziomie 360 zaczynają się schody i w zasadzie najlepiej podchodzić do zabawy z sześcioma osobami dostępnymi na obszarze. Zabawa jest całkiem fajna, potrafi dać dobre nagrody. Szkoda więc, że na raz można mieć przy sobie jedynie jeden przedmiot uruchamiający wyzwanie.Niby nie jest tych nowości wiele, ale poskładano je na tyle sprytnie, że człowiek znów czuje radochę z powtarzania w kółko tych samych czynności. Zdobywamy przy okazji nowe uzbrojenie, nowe pancerze, z czasem również specjalne pakiety pozwalające nadawać niektórym egzotycznym spluwom jeszcze bardziej egzotyczny wygląd. Możliwość zdobycia starych-nowych egzotycznych broni też jest całkiem fajną opcją, bo nie wymaga wielkiego nakładu czasu. Jestem przy tym przekonany, że gracze jeszcze nie odkryli wszystkiego – lub Bungie nie wszystko jeszcze w grze aktywowało. Nie trafiono dotąd na zadania takie jak to związane ze Sleeper Stimulantem albo Black Spindlem, ale to przecież wcale nie znaczy, że w Rise of Iron ich nie ma.Nie wiemy jeszcze wszystkiego – nawet ze stałych aktywności na razie ruszyło dopiero Trials of Osiris. We wtorek zacznie się pierwszy po premierze Iron Banner. Wiadomo już, że zadania do zdobywania reputacji będą skonstruowane w inny niż wcześniej sposób – podobny jak ma to miejsce u Shiro i Shaxxa. Wiadomo też, że pierwszy Iron Banner zostanie rozegrany w trybie Supremacy – wprowadzonym w Rise of Iron.