To debiutancka gra na PC i konsole ze studia Chibig, zajmującego się prostymi tytułami na telefony. Mieli widocznie większe ambicje na stworzenie singleplayerowego survival RPG, i te ambicje od razu wychodzą na wierzch w masie błędów i niedociągnięć technicznych. Gra została sfinansowana przy pomocy Kickstartera. Widać świetny pomysł, adekwatny do produkcji budżet, ewidentnie przemyślaną koncepcję i przyzwoitą fabułę na 20 godzin gry (tyle czasu mniej więcej zajmie jej przejście). Nie ma fajerwerków, to nie jest nic, czego wcześniej by nie było (postarali się o to Antoine de Saint-Exupéry oraz Klei Entertainment, czy nawet Notch - wszystko, czym jest Deiland, już kiedyś widzieliśmy), ale ta gra po prostu przysysa nas do komputera i nie chce puścić, dopóki się nie posypie.Na długo nim pojawiłam się w życiu Arka, było wielu śmiałków, którzy odwiedzali Deiland. Wiem, bo znalazłam już wiele osób, które również nie mogły ukończyć gry zanim twórcy nie naprawili paru rzeczy. Niektórzy nie mogli przejść do innej krainy odwiedzanej z Mun (zabawne, bo rozwiązanie było proste, zmienić język na hiszpański). Inni, tak jak ja, zmagali się z problemem zawieszonego craftingu. Każdy przedmiot, jaki wytworzyliśmy, sprawiał, że trzeba było wyłączyć grę (miło, zwłaszcza, gdy ma się 30 sztabek srebra do przetopienia). Przez długie godziny walczyłam, odinstalowywałam, zmieniałam języki na wszystkie możliwe, a trzeba było po prostu czekać na update.Później wcale nie było lżej, zbugowani wizytatorzy, tu coś nie zaskoczy, tam coś nie załapie (raz czekałam godzinę, aż pojawi się kolejny quest, bo coś nie stykało), ale najlepszy błąd spotkał mnie pod koniec gry, gdzie po raz chyba trzeci utknęłam na dobre. W finale gry spotykamy bossa, którego pokonanie polega na wciśnięciu jednego przycisku, dzięki czemu Mun zada śmiertelny cios. Tak się złożyło niefortunnie, że podczas gdy grałam na PC, gra kazała mi przytrzymać QTE z zielonym trójkątem. W pierwszej chwili po prostu próbowałam zmierzyć się z przeciwnikiem od nowa, ale po 3 podejściu zrozumiałam, że te działania są bezcelowe. Nie wyczaruję trójkąta na klawiaturze. Za każdym razem gdy nadchodził moment strzału, Strażniczka Galaktyki stała jak wryta, czekając na cud aktualizacji. Nie doczekałyśmy się obie, a mnie roznosiło, szczególnie, gdy twórcy odpisywali na wiadomości po tygodniu, i bez słowa wyjaśnienia.Pisząc ten akapit musiałam wziąć kilka głębokich wdechów i uspokoić się. Nie ma wielu trafnych słów, które opiszą, jak dobra i smaczna gameplayowo jest gra Deiland, i nie ma również wielu słów, a przynajmniej nie przyzwoitych, które są w stanie wyrazić, jak bardzo jej chwilami nienawidziłam za to, że nie mogłam dalej grać. Tak bardzo jestem zła na tę grę, że chciałabym wystawić jej ujemną ocenę, ale nie mogę, bo to jest naprawdę dobra produkcja, i uwierzcie mi, chce się w nią grać i ukończyć, a nie zostawić w bibliotece Steama na wieczne niedoczekanie.Jest jednak chwilę przed premierą (9 sierpnia), a ja polecam Wam wstrzymać się z zakupem gry o te kilka dni. Niech przykre doświadczenia innych graczy będą podwalinami do wersji bez błędów. Poczekajcie, aż będzie gotowa do jednorazowej wizyty na włościach Arka. Szkoda zębów, nie ma co zgrzytać ze złości, trzeba dać twórcom czas na ogarnięcie tego bajzlu. Od tego są ofia… Znaczy recenzenci, żeby wytknąć takie błędy zanim wy to kupicie!Jednak czas odpowiedzieć na najważniejsze pytanie każdej recenzji: czy grę warto kupić? A przede wszystkim, dlaczego? Odpowiedź jest bardzo wymowna, bo 3 razy”tak”, mamy tu nieoszlifowany diament!Gra jest wesoła i kolorowa. W prostocie i minimalizmie rozgrywki bardzo przypominająca Minecrafta. Bajkowa otoczka Małego Księcia niesie drobne morały i podszepty twórców o tym, jak piękna i potrzebna nam w życiu jest przyjaźń. Do tego bardzo liczne sensowne rozwiązania: stopniowo zwiększający się poziom trudności samej przygody (wrogów, czarów, przedmiotów), łatwiejsze zbieranie surowców, modernizacja rolnictwa (czy raczej uprawy grządek) i dużo frajdy przy gospodarowaniu ziemią Deiland (Arco może zwiększyć poziom planety odblokowując dodatkowe opcje, np. zjawiska atmosferyczne). Dodatkowo zmienna pogoda, burze, losowe wydarzenia, błękitne dni i romantyczne noce pod niebem pełnym gwiazd. Gdyby Itaka zorganizowała kiedyś turnusy na Deiland, to ja poproszę bilet w jedną stronę!To wszystko przeplatane jest fabularnymi twistami i żywymi bohaterami, którzy są zabawni, a dialogi mają polot, mimo że odzwierciedlają relacje 10-latka z różnymi nieistniejącymi rasami. Dobry humor, piękna, prosta historia. Czego możemy chcieć więcej? Kolejnej zombie apokalipsy? Jest naprawdę dobrze, byłoby mocne cztery i pół w ocenie, ale to trudna branża, nie wydaje się gry, której ukończenie może być niemożliwe (w przypadku bossa trzeba było trafić na klawisz, który odpowiadał trójkątowi na PlayStation). Ode mnie idzie czwóreczka, za fajny grywalny tytuł, ale jeśli nie naprawią tego, co szwankuje, to ta ocenia nie będzie nic warta. Nikt nie ma czasu na granie w tytuł, którego nie da się przejść.