Nie wierzcie fałszywym gatunkowym prorokom. To rogalik jak w mordę strzelił. Od ideologii, którą wyznaje („bądź skupiony, staraj się, licz na odrobinę szczęścia przy następnej skrzyni z bronią"), przez proceduralnie generowane korytarze, wioski i podziemia oraz tonę rewelacyjnych broni, z których część całkowicie „psuje" grę, aż po znikome podłoże fabularne. Widzicie, protagonistą nie jest ten gostek z płomieniem zamiast głowy, tylko kilka zgniłych komórek, które włażą w jedno ze stosu ciał na samym dnie nieurokliwego lochu. W związku z tym, gdy Wy regularnie giniecie (średnio po 40 lub 50 minutach stresującej próby umiejętności), komórki wracają do początkowej lokacji i „opętują" kolejne truchło. Roguelike'owa pętla uzależnienia, w którą wpadliście, jeśli poświęciliście kiedyś tydzień The Binding of Isaac, Enter the Gungeon, Rogue Legacy, Spelunky czy innemu Wizard of Legend, jest aż nadto znajoma.Szczęśliwie, w Motion Twin mieli ciekawy sposób na jej delikatną modyfikację. Jeśli w tej ultraszybkiej, frenetycznej zabawie w siekanie licznych przeciwników i zauważanie odpowiedniego momentu do zrobienia uniku zaliczamy dany poziom (co przy odrobinie wprawy można zrobić w mniej niż dwie minuty, a autorzy hojnie wynagradzają speedrunowe ciągotki), wszystkie zebrane z wrogów dusze MUSIMY wydać w groteskowym sklepiku. Za nie kupujemy i „stałe" dopalacze (na przykład flaszkę ze zdrówkiem, z której można pociągnąć łyka w każdym momencie, albo zmianę startowego mieczyka na którykolwiek z odblokowanej puli), i następne dziwactwa pojawiające się w ofercie innych handlarzy lub czeluściach napotykanych skrzynek: bronie, łuki, tarcze, pułapki, modyfikacje. To właśnie ten „lite'owy" aspekt Dead Cells - każda poświęcona rozgrywce godzina nie tylko wpływa na lepszą znajomość wszelkich systemów, pamięć mięśniową lub przyzwyczajenie do różnych typów adwersarzy, ale również rzeczywiście zwiększa szansę na przetrwanie. W związku z tym, choć nadal trzepiąca po zadku, gra jest wyraźnie przystępniejsza dla świeżaków od mojego ulubionego Enter the Gungeon.