Tak rozpoczyna się fabuła Day of the Tentacle, a im w głębiej w las, tym dziwniej. Wystarczy powiedzieć, że Fioletowa Macka ucieka z laboratorium zdominować świat, a trójka współlokatorów wchodzi do wehikułów czasu, by przenieść się do wczoraj i przeszkodzić Fioletowemu w napiciu się odpadów. Niestety, coś idzie nie tak, bo wiecie, coś zawsze idzie nie tak, i Hoagie ląduje w czasach kolonializmu, kiedy ojcowie założyciele z Georgem Washingtonem na czele przygotowują konstytucję Stanów Zjednoczonych, Bernard zostaje w teraźniejszych mu latach 90., a Laverne rozbija się w roku niemalże 2200, kiedy to Macki zniewoliły ludzi.Tutaj docieramy do najmocniejszej części tego klasyka - konstrukcji. Sterujemy bowiem trójką przyjaciół, mogąc przełączać się między nimi w przeciągu sekundy. Jednocześnie każdy z nich jest w tej samej posiadłości, tyle że w innych czasach. Dom Freda Edisona w przeszłości służy zatem za zajazd, gdzie powstaje akurat amerykańska konstytucja, w teraźniejszości jest podupadłym motelem z rodzaju tych, w których pokoje sprzątają pewnie karaluchy, a w przyszłości pełni funkcję głównej bazy Fioletowej Macki aka Władcy Świata.Nieprzeciętnym osiągnięciem jest fakt, że mimo teoretycznie jednej lokacji, nie odczuwa się nigdy znużenia oglądanymi miejscówkami. Wręcz przeciwnie - kameralna sceneria została wykorzystana tak przewrotnie, że daje uczucie świeżości i świetnie dopracowanej, pomysłowej spójności. To bardzo przemyślana gra, w której po pierwszej godzinie mamy właściwie dostęp do każdego pokoju i zakątka świata. Co zatem jest motorem napędowym fabuły, co popycha akcję do przodu?Zagadki, oczywiście. Dużo, dużo zagadek, które sprawią, że zaczniecie myśleć - delikatnie mówiąc - bardzo niekonwencjonalnie o każdym napotkanym przedmiocie, z którym gra pozwoli wejść w interakcję. Przestawicie swoje standardowe myślenie na temat rzeczywistości, wchodząc na poziomy absurdu, których nie powstydziłby się i Pratchett, i Douglas Adams, i Monty Python, i stały bywalec ośrodka dla umysłowo chorych. Jednocześnie wszystkie napotkane i wywołane zależności między przedmiotami zaoferują w miaaarę logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Ale przede wszystkim rozbawią swoją głupkowatością i błyskotliwością - równocześnie!Taki już urok point and clicków od LucasArts. I niekiedy utrapienie - kilka łamigłówek wchodzi na taki metapoziom absurdu, że gracz może zaciąć się na dłuższy czas. Serwis HowLongToBeat szacuje, że jednorazowe przejście Day of the Tentacle to robota na około 6 i pół godziny. Jednak moje przeciętne szare komórki i nieustanne próby użycia sztucznych wymiocin do pobrudzenia łóżka George'a Washingtona przeciągnęły przygodę do godzin dziesięciu. A i tak muszę przyznać ze wstydem, który pali mi policzki i kopie zwiniętą w pozycji embrionalnej dumę, że nie mając nieograniczonego czasu na grę, musiałem dwa razy posiłkować się solucją. Pierwszego nawet nie żałuję - okazało się, że przedmiot, z którym trzeba było wejść w interakcję, był bardzo słabo wyeksponowany, za co akurat obwiniam projektantów. Ale za drugim razem winne było już tylko moje niegroźne zidiocenie.