Czy Gwint: Wojna krwi będzie kolejnym, nieco zakamuflowanym dodatkiem do Wiedźmina?

Strona głównaCzy Gwint: Wojna krwi będzie kolejnym, nieco zakamuflowanym dodatkiem do Wiedźmina?
28.08.2017 13:19
Czy Gwint: Wojna krwi będzie kolejnym, nieco zakamuflowanym dodatkiem do Wiedźmina?
Patryk Fijałkowski
Patryk Fijałkowski

Patrząc na skalę projektu, można tak powiedzieć.

Mają rozmach, skur... - chciałoby się zakrzyknąć po obejrzeniu zamkniętej prezentacji trybu fabularnego do Gwinta. Wygląda na to, że Wojna krwi będzie tytułem, w który warto zagrać, nawet jeśli od czasów Białego Sadu uciekało się przed każdą możliwą partyjką wiedźmińskiej karcianki. CD Projekt RED nie traktuje bowiem singla po macoszemu; w każdym aspekcie rozgrywki czuć, że poświęcono mu dużo uwagi. Studio ewidentnie nie chce popsuć sobie wizerunku mistrzów w growym fachu.

Wiecie już pewnie, że w Wojnie krwi nie wcielimy się ani w Geralta, ani innych członków jego wesołej ekipy. Ma to sens, Gwint jest bowiem grą, w której zarządzamy całymi armiami; bohaterem powinien być zatem ktoś, kto armiami dysponuje. Wybór padł na Meve, znaną z książek królową Lyrii i Rivii. Akcja historii rozegra się przed wydarzeniami z gier, w czasach z książek Sapkowskiego, na które przypada druga wojna z Nilfgaardem.

GWENT: Thronebreaker | STORY CAMPAIGN TEASER

Osobom zaznajomionym z uniwersum nad głową powinna w tym momencie zapalić się żarówka. W "Chrzcie ognia" to właśnie Meve pasowała Geralta na Geralta z Rivii po tym, jak Biały Wilk pomógł jej w Bitwie o Most na Jarudze. Biorąc pod uwagę, że kampania opowie właśnie o czasach partyzanckich walk Meve, niemal pewne wydaje się gościnne pojawienie się Białego Wilka, a zatem i Rozenka, wszystkie dialogi w grze są bowiem w pełni udźwiękowione. Może zresztą spotkamy w tamtym momencie innych członków ówczesnej drużyny wiedźmina? Potencjał jest duży, twórcy nie chcą jednak zdradzać żadnych niespodzianek.

325561593817937884

Łatwo zapomnieć, że gra się w karciankę, bo tryb fabularny obudowano wieloma innymi mechanizmami. Oprócz wspomnianych dialogów i podejmowania decyzji, mamy też choćby wędrowanie po pięknym, ręcznie rysowanym świecie 2D. Krajobrazy były iście słowiańskie, z jednym, fantastycznym widokiem na ciągnące się po horyzont pola. Tylko wioski i gościńce wydawały się nieco puste, ale twórcy zapowiadają sporo zadań pobocznych i sekretów w stylu animowanych wersji niektórych kart. Biorąc pod uwagę, że tryb ciągle jest dopracowywany - do tego stopnia, że dziennikarzom nie dane było samodzielnie zagrać - można przyjąć takie wytłumaczenie. Meve w każdym momencie może także rozbić obóz, który zabiera nas do następnego segmentu rozgrywki.

325561593818068956

Ale wśród tych wszystkich atrakcji Wojna krwi będzie też oczywiście Gwintem. Warto jednak podkreślić, że i w tym przypadku twórcy nie idą na łatwiznę. W kampanii pojawi się wiele kart przeznaczonych tylko i wyłącznie dla trybu fabularnego - te będą korespondować z historią, oferując ciekawe efekty lub potężne statystyki. Starcia mogą wprowadzać też nietypowe wyzwania, zamieniając partyjkę karcianki w zagadkę logiczną. Czasami będziemy musieli chronić jakąś kartę, innym razem coś szybko niszczyć... Znane karty mogą mieć też nowe zastosowanie. Ulewą na przykład zgasimy ogień. Wojna krwi zaoferuje też zresztą dwadzieścia nowych kart do trybu sieciowego.

Zwiedzimy pięć różnych lokacji, co zajmie około 10 godzin; chyba że skupimy się również na zawartości pobocznej, wtedy przygoda wydłuży się i do 15 godzin. Scenariusz rozmiarowo zbliżony jest do scenariusza Serc z kamienia, szykuje się zatem konkretna kampania. Meve w postaci protagonistki i większe skupienie na politycznych wątkach nie oznacza podobno rezygnacji z bardziej osobistych wątków czy humoru. Dość powiedzieć, że Jakub Szamałek, główny scenarzysta Wojny krwi, odpowiadał choćby za imprezę w Kaer Morhen z Dzikiego Gonu... Wywiadu z twórcą możecie się spodziewać na dniach.

GWENT: The Witcher Card Game | GWENT Masters

Podczas Gamescomu CD Projekt RED pochyliło się nie tylko nad trybem fabularnym, ale i e-sportowym aspektem Gwinta. Studio uruchomiło własne zawody podzielone na trzy etapy - Open, Challenger i World Masters - które będą odbywać się w systemie dwumiesięcznych sezonów. Każdy gracz ma szansę stać się e-sportowcem.

Warto też podkreślić, że ze względów fabularnych grać będziemy tylko talią Królestw Północy; będziemy mieć za to okazje, by zmierzyć się z wszystkimi pozostałymi. Innymi frakcjami zagramy przy okazji następnych historii, które niechybnie powstaną, jeśli pierwsza spotka się z odpowiednim entuzjazmem graczy. Scenarzyści bardzo na to liczą.

Wojna krwi to póki co wiele obietnic opakowanych piękną oprawą (przypominam, że muzykę stworzył Marcin Przybyłowicz, kompozytor zarówno Wiedźmina 3, jak i dodatków), renomą studia i widocznym na pierwszy rzut oka pietyzmem. Karcianka jest tutaj częścią składową znacznie większego mechanizmu, na który składa się rozmowa, eksploracja i rozbudowa. Jestem pod wrażeniem, z jakim rozmachem RED-zi podchodzą do tego projektu i nie dziwi mnie w tym kontekście, że Wojna krwi będzie płatna. Jest za co płacić. Wszyscy ci, którzy w Dzikim Gonie uciekali przed Gwintem, powinni poważnie zastanowić się nad zmianą podejścia.

Przeczytaj także:

Pod tagiem Prosto z GC 2017 znajdziesz nasze wrażenia z innych ogrywanych i oglądanych w Kolonii gier.

Patryk Fijałkowski

Udostępnij:
Komentarze (2)