Czy gry wideo powinny trzymać się z dala od polityki? [Klub Dyskusyjny]

Czy gry wideo powinny trzymać się z dala od polityki? [Klub Dyskusyjny]
31.03.2018 10:00
Czy gry wideo powinny trzymać się z dala od polityki? [Klub Dyskusyjny]
Adam Piechota
Adam Piechota

A może lepiej udawać, że nadal są "wyłącznie dla dzieci"? I co wspólnego z tym tematem ma Mario?

Bartek: Trochę rozumiem rozżalenie niektórych, bo gry zawsze kojarzyły się z odskocznią od rzeczywistości. Ale prawda jest taka, że dziś tak się nie da i trochę śmieszą mnie komentarze krzyczące: "Zostawcie gry w spokoju!". Bo niby dlaczego? Skoro książki i filmy to robią, to czemu nie gry wideo?

Asia: Zgadzam się, takie podejście jest bardzo infantylne i w dodatku gracze sami sobie strzelają w kolano takimi tekstami. No bo co, gry nie mogą traktować o sprawach poważnych? Nie mogą komentować tego, co się u nas dzieje? Zawsze musi to być rozwałka pozbawiona jakiejkolwiek refleksji (takie gry też są potrzebne, ale nie stanowią przecież 100 % segmentu)?

Dominik: W ogóle jak dla mnie to tu są dwa równoległe problemy i pytania. Pierwszy to "czy gry powinny unikać polityki" (którą tu rozumiemy szeroko jako również problemy społeczne, światopoglądowe itp.) i tutaj odpowiedź to moim zdaniem absolutnie nie. No bo czemu właściwie im tego zabraniać? Nic by dobrego z tego nie wynikło, narzucając jakieś ograniczenia nawet sami sobie niepotrzebnie odgradzamy się od rzeczy, które mogą być wartościowe.

Drugie to "czy gry w ogóle mogą", co jest moim zdaniem znacznie ciekawsze i ujawnia dużo ważniejszy problem. Bo właśnie okazuje się, że nawet niespecjalnie mogą. Gracze, dojrzewając i coraz bardziej zauważając to, że twórczość to również odbicie poglądów i wizji świata twórcy, nie powinni przymykać na to oczu, zatykać uszu i śpiewać "blablabla", udając, że nic się nie dzieje. Trzeba sobie zdać sprawę, że tak, gry, podobnie jak cała kultura, są polityczne i przejść nad tym do porządku dziennego.

Ktoś kiedyś u nas w komentarzach zaczął bodaj się niby nabijać, że zaraz z Mario zrobimy symbol polityczny. A przecież wcale nie trzeba tego robić, sam Miyamoto mówi otwarcie, że jednym z jego celów od początku było stworzenie bohatera bardziej "z ludu", takiego, z którym gracze będą się mogli identyfikować. Cywilizacja, wydawałoby się jedna z najczystszych, najbardziej mechanicznych gier strategicznych, jest jednocześnie odbiciem bardzo konkretnej, nacjonalistycznej wizji świata, gloryfikującej imperializm i przedstawiającej historię ludzkości jako serię wielkich podbojów i spektakularnych osiągnięć z zupełnym pominięciem roli jednostki (co bardzo ładnie zauważa w jednym ze swoich materiałów Chris Franklin).

To wszystko jest w grach i było w nich od kiedy tylko przestały być prostymi zabawkami w rodzaju Ponga, a zaczęły być realizacją jakichś konkretnych twórczych wizji. Nie jest to nic nowego i nie ma się na to co obrażać.Adam: Czy według powyższej interpretacji Donkey Kong stanowi symbol złego Człowieka Indywidualnego, pragnącego zaburzyć ogólną równość, wydrzeć jej to, co kocha? (w tym przypadku Paulinkę) A może Miyamoto o tym w ogóle nie myślał i gdy tłumaczył ludowe pochodzenie swojej postaci, w ten sposób próbował wytłumaczyć jego przerysowany wąs i wyraźny brzuszek? Jak to właściwie możliwe, że w świecie rzeczywiście równym - wypełnionym przez identyczne ludziki-grzybki - istnieje troje wyższych, bardziej człowieczych, doskonalszych bohaterów, wręcz ikon, superherosów? Jak ja jednocześnie nienawidzę i szanuję takie wątki.

Ale oczywiście - gry nie tylko mogą, ale również powinny, gdy ich autor tego pragnie. Przecież walczymy, by traktowano je na równi z filmem i literaturą. Skoro poprzez moją grę mogę walczyć o swoją orientację, swoją rasę, swój język, swoje wyobrażenia, swoje piękno i swoją fikcję, to dlaczego nie mógłbym jej również umieścić na mapce politycznej? Strasznie mnie to irytuje, że wystarczy, by gierka w jakiś sposób dotknęła sytuacji na świecie, a armie internautów ruszają do boju. Jak gdyby stało się coś wbrew regułom. Tylko regułom czego - bo chyba nie sztuki? Nie wrócimy tutaj do rozmowy na temat tego, czy gry można nazwać sztuką, czy nie, prawda?

Bartek: A mi się wydaje, że trochę się zapędzamy. Trochę jak w tym dowcipie, gdzie interpretuje się niebieskie zasłony w wierszu jako tęsknotę i przepełnione nostalgią serce autora, a nikt nie pomyślał, że gość może miał w domu niebieskie firanki i mu się po prostu rymowało. Ale też specem od Mario nie jestem i może faktycznie coś się za tym kryje.

Inna sprawa, że czasem cała ta poprawność czy mieszanie gier z problemami, bywa że wyimaginowanymi, zaczyna robić się absurdalna. Bo co komu przeszkadzały piersi posągów w trybie muzealnym do Assassin's Creed: Origins albo poza Tracer? Aczkolwiek zgadzam się, że jeśli twórca ma taką chęć, to niech wyraża przez grę swoje poglądy czy spostrzeżenia odnośnie otaczającego go świata. Tylko niech robi to z głową, a nie wciska transseksualistów na siłę, bo tak.Dominik: Właśnie to jest bardzo ciekawe, czemu nie może wciskać transseksualistów bez wyraźnego powodu, bo tak? Miałem ostatnio w pracy rozmowę na temat "Annihilacji" i szef mnie pytał, czy to jest jakoś uzasadnione, że tam są cztery kobiety jako bohaterki. Ja mówię, że niespecjalnie, ale czy musi? Czemu czterech facetów nie musi być uzasadnionych i może być "bo tak", a jak chce się zrobić coś innego, to trzeba nagle to wszystkim wytłumaczyć, bo się okaże zaraz, że na siłę?Bartek: W sensie, no niech oni mają jakieś tło, niech będą ciekawymi postaciami, a nie po prostu są. To jak w Andromedzie, gdzie jedna z bardzo, bardzo pobocznych postaci opowiadała, że jest transseksualna. No spoko, niech będzie, naprawdę mi to nie przeszkadza. No ale niech będzie ciekawa, niech ma jakąś, choćby prostą, historię. A nie nagle, nie wiadomo z jakiego powodu, wypala, że kiedyś była facetem. To miało taki wydźwięk, że BioWare wcisnęło taką postać właśnie na siłę, żeby środowiska LGBT się nie przyczepiły.

Prawda, tylko że jak dasz heteroseksualnego, białego mężczyznę, który nie prezentuje sobą niczego, to nie kłuje w oczy tak, jak to samo zrobisz z homo- czy transseksualistą. A przy okazji postępując w ten sposób dajesz tylko pożywkę tym wszystkim oszołomom, dla których każdy przejaw tolerancji jest od razu polityczną poprawnością.Asia: No i tego właśnie nie rozumiem. Wkurza mnie zmiana płci bohaterów Marvela, bo to nie ma sensu. Ale jak postać stworzona jest od nowa i jest np. gejem, to co w tym jest niby złego?

Bartek: To już zupełnie inna kwestia i mnie też to wkurza. Bond zawsze był facetem, a nagle ma być kobietą. A skoro do tej pory Kapitan Ameryka był białym mężczyzną, to czemu nie uczynić go Azjatką? Po co? Ktoś tak wykreował te postacie i ma prawo się ich trzymać.

Dominik: No ale z drugiej strony patrz, ktoś choćby zasugerował jakąś zmianę w serii, która ma nie wiem ile, 250 lat? I już taki Bartek stęka i wymachuje ręka na millenialsów i krzyczy z balkonu, żeby ciszej było. Ferment jest dobry i potrzebny, żeby takich dziadów trochę rozruszać czasem i tez dlatego lepiej, jak gry są polityczne. Bo mogą nas skłonić do myślenia nawet jak się z nimi nie zgadzamy.

Wiecie, co mnie jeszcze boli? Histeria. Bo jasne, poprawność polityczna potrafi iść za daleko i nie zawsze to jest fajne, czasami bezcelowe albo po prostu głupie. Ale z drugiej strony reakcje na takie zagrywki są straszliwie nieproporcjonalne. Ktoś napisał, że w Kingdom Come brakowało mu czarnych, i spoko, tak sobie napisał, nie za mądrze, ale zaraz reakcje było, że "znów krytykują gry", "znów zabraniają", etc. Przecież nikt niczego praktycznie jeszcze nie zabrania, przypadki jakiejś rzeczywistej cenzury są rzadkie jeżeli w ogóle występują. Tak naprawdę to twórcy sami podejmują decyzje i umieszczają w swoich grach takie albo inne postaci, takie albo inne wątki, bo śledzą dyskusje, widzą, co ludzi interesuje i na co jest zapotrzebowanie i starają się na to jakoś odpowiadać. A gracze często zamiast w tę dyskusję wchodzić dalej, to wpadają w jakąś histerię, że zaraz Wiedźmin będzie czarny, a Boże Narodzenie zostanie zdelegalizowane i zastąpione małżeństwami gejowskimi.Trochę smutno, bo z jednej strony cały czas chcemy, by gry były traktowane jako dojrzałe medium, a z drugiej sami potrafimy się zachowywać jak straszliwi gówniarze. Ciekawe swoją drogą, jaka dyskusja powstanie wokół niezbyt się od naszego różniącego świata wykreowanego w Not Tonight.

Miłych weekendowych dyskusji z rodziną o polityce życzy

Redakcja

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (27)